13.06.2024, 09:46 ✶
Sophie była Mulciberówną.
Ponoć tym młodszym, lepszym pokoleniem. Świat patrzył na nich wszystkich przez jej pryzmat. I co widział? Dziecko, które postanowiło rozstawić swoją budkę z lemoniadą na środku podwórka i nawoływać sąsiadów do spróbowania. Może to była kwestia innego podejścia do życia, ale Lorien nie potrafiła tego pojąć.
Jeśli dziewczyna już tak bardzo nie chciała iść typową ścieżką czystokrwistej dziedziczki i oddać się małżeństwu, skoro tak bardzo chciała zabłysnąć, zrobić karierę - dlaczego nie wybrała stabilniejszej opcji? Świat jak nigdy stał otworem dla młodych i ambitnych czarownic. Tymczasem jej pasierbica rzucała się głową naprzód na złamanie karku do mętnego basenu, a potem zdawała się czuć zdradzona i oszukana, gdy ktoś ją ratował przed utopieniem się.
Nie przerywała szwagrowi, tak jak on nie przerwał wcześniej jej. Mimo to dało się zauważyć jej rosnącą irytację na twwarzy kobiety, gdy oświadczył, że tak naprawdę nie ma nic w tej sprawie do powiedzenia.
Bzurda.
Po prostu to do niej absolutnie nie przemawiało. Ta cała piękna spychologia i umywanie rąk od problemu. Równie dobrze Richard mógł wrócić do Norwegii i stamtąd dorzucać swoje pięć knutów.
- Ku przypomnieniu. Mówimy tu o twoim rodzonym bracie i jego córce. Krew z krwi, Richardzie. Skoro nie potrafisz mu wskazać oczywistych błędów, nie wiem po co tu jesteś.- Odparła podobnie poważnym tonem - rzeczowo i konkretnie.
Ale przynajmniej w tej jednej kwestii się zgadzali - co samo w sobie było dość wyjątkową sytuacją. Dziewczęta z dobrych domów nie powinny zajmować się tego typu biznesami.
A już na pewno nie powinny tego robić mając mleko pod nosem i kompletnie nie znając się na prawie. Nawet wśród prawników i sędziów brytyjskie prawo podatkowe budziło grozę. Jeden niewłaściwy podpis, zła deklaracja, kiepski dzień pani w okienku i lądowało się z tysiącami galeonów długu albo i wyrokiem.
Dura lex, sed lex.
- Tak, przyznała się.- Skinęła lekko głową. Co do tego, że Sophie była beznadziejnym kłamcą nie było wątpliwości. To było oczywiste, że chciała wszystko ukryć skoro to Richard doniósł do Roberta o całej sprawie.- Nie wiem co jej strzeliło do głowy, ale tym bardziej już wtedy ten proceder powinien zostać ukrócony.- Stwierdziła. Łatwo było Lorien gdybać co “powinno” a co “nie powinno” być zrobione w tej sprawie. Głównie dlatego, że nie miała z nią nic wspólnego, wciągnięta pod sam koniec, gdy większość emocji już cichła.- Bogom niech będą dzięki, że nikogo nie otruła. Umowy można odkręcić i co najwyżej nabawić się złej reputacji; rachunki z Munga i koszty administracyjne Wizengamotu by ją pożarły.- Westchnęła pocierając zmęczona skroń.
Ponoć tym młodszym, lepszym pokoleniem. Świat patrzył na nich wszystkich przez jej pryzmat. I co widział? Dziecko, które postanowiło rozstawić swoją budkę z lemoniadą na środku podwórka i nawoływać sąsiadów do spróbowania. Może to była kwestia innego podejścia do życia, ale Lorien nie potrafiła tego pojąć.
Jeśli dziewczyna już tak bardzo nie chciała iść typową ścieżką czystokrwistej dziedziczki i oddać się małżeństwu, skoro tak bardzo chciała zabłysnąć, zrobić karierę - dlaczego nie wybrała stabilniejszej opcji? Świat jak nigdy stał otworem dla młodych i ambitnych czarownic. Tymczasem jej pasierbica rzucała się głową naprzód na złamanie karku do mętnego basenu, a potem zdawała się czuć zdradzona i oszukana, gdy ktoś ją ratował przed utopieniem się.
Nie przerywała szwagrowi, tak jak on nie przerwał wcześniej jej. Mimo to dało się zauważyć jej rosnącą irytację na twwarzy kobiety, gdy oświadczył, że tak naprawdę nie ma nic w tej sprawie do powiedzenia.
Bzurda.
Po prostu to do niej absolutnie nie przemawiało. Ta cała piękna spychologia i umywanie rąk od problemu. Równie dobrze Richard mógł wrócić do Norwegii i stamtąd dorzucać swoje pięć knutów.
- Ku przypomnieniu. Mówimy tu o twoim rodzonym bracie i jego córce. Krew z krwi, Richardzie. Skoro nie potrafisz mu wskazać oczywistych błędów, nie wiem po co tu jesteś.- Odparła podobnie poważnym tonem - rzeczowo i konkretnie.
Ale przynajmniej w tej jednej kwestii się zgadzali - co samo w sobie było dość wyjątkową sytuacją. Dziewczęta z dobrych domów nie powinny zajmować się tego typu biznesami.
A już na pewno nie powinny tego robić mając mleko pod nosem i kompletnie nie znając się na prawie. Nawet wśród prawników i sędziów brytyjskie prawo podatkowe budziło grozę. Jeden niewłaściwy podpis, zła deklaracja, kiepski dzień pani w okienku i lądowało się z tysiącami galeonów długu albo i wyrokiem.
Dura lex, sed lex.
- Tak, przyznała się.- Skinęła lekko głową. Co do tego, że Sophie była beznadziejnym kłamcą nie było wątpliwości. To było oczywiste, że chciała wszystko ukryć skoro to Richard doniósł do Roberta o całej sprawie.- Nie wiem co jej strzeliło do głowy, ale tym bardziej już wtedy ten proceder powinien zostać ukrócony.- Stwierdziła. Łatwo było Lorien gdybać co “powinno” a co “nie powinno” być zrobione w tej sprawie. Głównie dlatego, że nie miała z nią nic wspólnego, wciągnięta pod sam koniec, gdy większość emocji już cichła.- Bogom niech będą dzięki, że nikogo nie otruła. Umowy można odkręcić i co najwyżej nabawić się złej reputacji; rachunki z Munga i koszty administracyjne Wizengamotu by ją pożarły.- Westchnęła pocierając zmęczona skroń.