04.01.2023, 01:25 ✶
Uśmiechnęła się pod nosem, próbując sobie wyobrazić małą Brennę w podartych portkach biegającą z krzykiem (bo w jej głowie to musiało być z krzykiem z jakiegoś powodu) po ogrodzie za domem, w ręku trzymając patyk. Jakoś… pasowało to do niej tak po prostu. Do jej energiczności, jaką prezentowała w obecnych czasach i w Hogwarcie. Do pewnego roztrzepania i braku powagi. I nie było w tym nic złego – tak przynajmniej uważała.
- Ach, Leta, tak – Leta Lestrange, choć z tego co jej było wiadome, to Leta była asystentką kogoś ważnego. Prawdą jednak było, że nosiła te wszystkie piękne suknie i szpilki. - Jeszcze te sukienki to bym może zrozumiała, jakby nie była taka krępująca ruchy no jak cię mogę. Ale te szpilki to też dla mnie zagadka – mimo wszystko nie przypuszczała, że będzie z Brenną dyskutować na temat mody dawnych lat, sukienek i szpilek. Nie było to rzecz jasna nic złego! Tylko po prostu… do tej pory, choć nigdy nie żywiły do siebie nienawiści, raczej obracały się w zupełnie różnych kręgach. Rozmowa z Brenną zawsze niosła ze sobą pewną lekkość, jednak mimo to – nie tak wyobrażała sobie ten wieczór, tutaj, z alkoholem i z koleżanką, której droga blisko ocierała się o drogę Victorii. I było to miłe zaskoczenie – tutaj, dzisiaj. Bo o ile milej było się napić i prowadzić z kimś jakąś przyjemną rozmowę, niż pić w samotności? - Hahaha, oszczędziliby nam trochę roboty, gdyby stawali na te swoje przemowy – zmrużyła brązowe oczy w uśmiechu, który rozjaśnił jej twarz. Kiedy się uśmiechała to nawet nie wyglądała na tak zmęczoną.
- To wariaci. Oni czerpią przyjemność z zadawania bólu – jedni zasmakowali się w zabijaniu blondynek, jedni brunetek, jedni mężczyzn, a jeszcze inni mugoli. Victoria starała się tego nie kategoryzować w stylu, że jedno lepsze od drugiego – każde było złe. I była pewna, ze mugole mieli też swoich wariatów, którzy gdyby wiedzieli o świecie czarodziejów, pewnie chcieliby zrobić krzywdę i im. I prawdą było, że ich bronie bywały skuteczniejsze od magicznej różdżki. - Działania takich osób trudno zrozumieć – Victoria ogólnie bardzo starała się być tolerancyjna. Starała się, by lata nauk z domu nie przyćmiewały jej osądu. Starała się nie być stronnicza, choć nie zawsze to wychodziło, jeśli chodziło o mugoli. Do mugolaków jako tako nic nie miała. Ot – jednak mieli w sobie magię, potrafili czarować, więc co w nich złego? Jej rodzina miała całą listę tego, co w tym złego, ale przecież nie musiała spraszać ich do domu. Z żadnym się nawet nie przyjaźniła. Jednak – nie widziała w nich niczego złego.
- Zdefiniuj „ciekawe” – parsknęła, bo jedyne co jej przychodziło do głowy, to wszystko co mało ciekawe.
- Ach, Leta, tak – Leta Lestrange, choć z tego co jej było wiadome, to Leta była asystentką kogoś ważnego. Prawdą jednak było, że nosiła te wszystkie piękne suknie i szpilki. - Jeszcze te sukienki to bym może zrozumiała, jakby nie była taka krępująca ruchy no jak cię mogę. Ale te szpilki to też dla mnie zagadka – mimo wszystko nie przypuszczała, że będzie z Brenną dyskutować na temat mody dawnych lat, sukienek i szpilek. Nie było to rzecz jasna nic złego! Tylko po prostu… do tej pory, choć nigdy nie żywiły do siebie nienawiści, raczej obracały się w zupełnie różnych kręgach. Rozmowa z Brenną zawsze niosła ze sobą pewną lekkość, jednak mimo to – nie tak wyobrażała sobie ten wieczór, tutaj, z alkoholem i z koleżanką, której droga blisko ocierała się o drogę Victorii. I było to miłe zaskoczenie – tutaj, dzisiaj. Bo o ile milej było się napić i prowadzić z kimś jakąś przyjemną rozmowę, niż pić w samotności? - Hahaha, oszczędziliby nam trochę roboty, gdyby stawali na te swoje przemowy – zmrużyła brązowe oczy w uśmiechu, który rozjaśnił jej twarz. Kiedy się uśmiechała to nawet nie wyglądała na tak zmęczoną.
- To wariaci. Oni czerpią przyjemność z zadawania bólu – jedni zasmakowali się w zabijaniu blondynek, jedni brunetek, jedni mężczyzn, a jeszcze inni mugoli. Victoria starała się tego nie kategoryzować w stylu, że jedno lepsze od drugiego – każde było złe. I była pewna, ze mugole mieli też swoich wariatów, którzy gdyby wiedzieli o świecie czarodziejów, pewnie chcieliby zrobić krzywdę i im. I prawdą było, że ich bronie bywały skuteczniejsze od magicznej różdżki. - Działania takich osób trudno zrozumieć – Victoria ogólnie bardzo starała się być tolerancyjna. Starała się, by lata nauk z domu nie przyćmiewały jej osądu. Starała się nie być stronnicza, choć nie zawsze to wychodziło, jeśli chodziło o mugoli. Do mugolaków jako tako nic nie miała. Ot – jednak mieli w sobie magię, potrafili czarować, więc co w nich złego? Jej rodzina miała całą listę tego, co w tym złego, ale przecież nie musiała spraszać ich do domu. Z żadnym się nawet nie przyjaźniła. Jednak – nie widziała w nich niczego złego.
- Zdefiniuj „ciekawe” – parsknęła, bo jedyne co jej przychodziło do głowy, to wszystko co mało ciekawe.