04.01.2023, 01:57 ✶
Bez sukienki to nawet nie wyglądałaby dobrze przy Saurielu w garniturze – ba, prezentowałaby się śmiesznie. A to, że była przyzwyczajona… no była. Nie znaczyło, że musiała lubić ubierać się *aż tak*, bo sama uważała to za lekką przesadę. Lubiła sukienki, ale delikatniejsze. Mniej… przytłaczające. Choć z makijażu by nie zrezygnowała – inaczej nie dałaby rady zamaskować tych swoich cieni pod oczami, które po tych latach stały się już stałym bywalcem.
- Tak, bardzo gustowny. Twoja mama wybiera jasne kwiaty, chcąc przekazać, że intencje są szczere – kwiaty miały swój język, rodzaj kwiatów miał znaczenie, ich kolor, ilość. Sauriel mógł tego nie rozumieć, ale Victoria łapała. To były takie wiadomości, a po rozmowie z Anną naprawdę sądziła, że tak było.
- O? – wydobyło się z jej ust, kiedy Sauriel tak stał obok i mówił jak gdyby nigdy nic – tak było bezpieczniej. Bo kto by przypuszczał, że będą rozmawiać o tak poważnych rzeczach przy stole na r a n d c e zorganizowanej w Walentynki przez ich rodziców. No raczej nikt. Brunetka usiadła i pozwoliła się przysunąć, co w tym momencie było wielką pomocą, bo w tej nieszczęsnej sukni nie było to tak proste do wykonania. Za to, kiedy Sauriel siadał zobaczył, jak jego r a n d k a (w ciemno niemalże) właśnie ściąga ten przytłaczający naszyjnik i kolczyki i wsadza je do małej torebeczki, po czym uśmiechnęła się do Sauriela. - Muszę tylko pamiętać, żeby je założyć, jak będziemy stąd wracać – to tak jakby miał wątpliwości co do tego, czyj to był pomysł, żeby się tak ubrała. No na pewno nie jej. Ale sukienki przecież tak nie ściągnie. - To co z tym wejściem?
- Tak, bardzo gustowny. Twoja mama wybiera jasne kwiaty, chcąc przekazać, że intencje są szczere – kwiaty miały swój język, rodzaj kwiatów miał znaczenie, ich kolor, ilość. Sauriel mógł tego nie rozumieć, ale Victoria łapała. To były takie wiadomości, a po rozmowie z Anną naprawdę sądziła, że tak było.
- O? – wydobyło się z jej ust, kiedy Sauriel tak stał obok i mówił jak gdyby nigdy nic – tak było bezpieczniej. Bo kto by przypuszczał, że będą rozmawiać o tak poważnych rzeczach przy stole na r a n d c e zorganizowanej w Walentynki przez ich rodziców. No raczej nikt. Brunetka usiadła i pozwoliła się przysunąć, co w tym momencie było wielką pomocą, bo w tej nieszczęsnej sukni nie było to tak proste do wykonania. Za to, kiedy Sauriel siadał zobaczył, jak jego r a n d k a (w ciemno niemalże) właśnie ściąga ten przytłaczający naszyjnik i kolczyki i wsadza je do małej torebeczki, po czym uśmiechnęła się do Sauriela. - Muszę tylko pamiętać, żeby je założyć, jak będziemy stąd wracać – to tak jakby miał wątpliwości co do tego, czyj to był pomysł, żeby się tak ubrała. No na pewno nie jej. Ale sukienki przecież tak nie ściągnie. - To co z tym wejściem?