13.06.2024, 13:13 ✶
Gdy Atreus się na niego obejrzał, Lestrange uniósł lekko różdżkę, która rozbłysła światłem lumos. Kiwnął głową na znak, że już jest w porządku - odzyskał jasność myślenia, dziwny paraliż opuścił już jego ciało, a inferius spłonął doszczętnie, a jego zwęglone zwłoki zostały odepchnięte w głąb korytarza.
Dziwne wycie jeszcze przez kilka chwil odbijało się echem od kamiennych ścian, ale potem nastała cisza. Nic więcej nie wyłaziło z ciemności, teraz oświetlanej nie tylko światłem różdżek, ale również palącymi się jeszcze zwłokami inferiusa. Rodolphus skrzywił się, gdy doszedł go smród spalenizny i swąd czarnej magii, tak mu przecież znajomy.
- Bulstrode, idź przodem - powiedział cicho, mrużąc nieco oczy, by przyzwyczaiły się do nagłej zmiany oświetlenia. - Nie wiadomo czy nie ma ich więcej.
Nie do końca wiedział, czy inferiusy chodziły parami. Czy może trójkami? Albo w większej grupie. Ale jedno wiedział na pewno - to, że spotkali jednego i go łatwo pokonali wcale nie oznaczało, że nie ma ich tu więcej. Który czarnoksiężnik fatygowałby się tylko po to, żeby stworzyć jedno takie stworzenie? Żaden.
Gdy ruszyli dalej, jeszcze ostrożniej i wolniej niż wcześniej, nie czuli tego uścisku wokół głowy, który poczuli jeszcze chwilę temu. Wydawało się, że magia tego miejsca albo się wyczerpała, albo postanowiła nie atakować ich w tej chwili, dając im odrobinę wytchnienia. Odrobinę, bo z każdym kolejnym pokonywanym metrem korytarz się poszerzał, aż w końcu dostrzegli błękitne światło, wydobywające się z końca. Mieli przed sobą grotę, a raczej wejście do niej, bo nie zdążyli się na tyle zbliżyć, żeby zobaczyć co jest dalej. Słyszeli jednak te same dźwięki, które słyszeli wcześniej gdy zbliżał się do nich inferius. Obrzydliwe szuranie, pojękiwanie i charkoty. Tym razem jednak mieli na tyle dużo miejsca i lotności umysłu, że cała trójka mogła być przygotowana na to, co zastaną w grocie. Pytanie tylko - kto pójdzie na pierwszy ogień?
Dziwne wycie jeszcze przez kilka chwil odbijało się echem od kamiennych ścian, ale potem nastała cisza. Nic więcej nie wyłaziło z ciemności, teraz oświetlanej nie tylko światłem różdżek, ale również palącymi się jeszcze zwłokami inferiusa. Rodolphus skrzywił się, gdy doszedł go smród spalenizny i swąd czarnej magii, tak mu przecież znajomy.
- Bulstrode, idź przodem - powiedział cicho, mrużąc nieco oczy, by przyzwyczaiły się do nagłej zmiany oświetlenia. - Nie wiadomo czy nie ma ich więcej.
Nie do końca wiedział, czy inferiusy chodziły parami. Czy może trójkami? Albo w większej grupie. Ale jedno wiedział na pewno - to, że spotkali jednego i go łatwo pokonali wcale nie oznaczało, że nie ma ich tu więcej. Który czarnoksiężnik fatygowałby się tylko po to, żeby stworzyć jedno takie stworzenie? Żaden.
Gdy ruszyli dalej, jeszcze ostrożniej i wolniej niż wcześniej, nie czuli tego uścisku wokół głowy, który poczuli jeszcze chwilę temu. Wydawało się, że magia tego miejsca albo się wyczerpała, albo postanowiła nie atakować ich w tej chwili, dając im odrobinę wytchnienia. Odrobinę, bo z każdym kolejnym pokonywanym metrem korytarz się poszerzał, aż w końcu dostrzegli błękitne światło, wydobywające się z końca. Mieli przed sobą grotę, a raczej wejście do niej, bo nie zdążyli się na tyle zbliżyć, żeby zobaczyć co jest dalej. Słyszeli jednak te same dźwięki, które słyszeli wcześniej gdy zbliżał się do nich inferius. Obrzydliwe szuranie, pojękiwanie i charkoty. Tym razem jednak mieli na tyle dużo miejsca i lotności umysłu, że cała trójka mogła być przygotowana na to, co zastaną w grocie. Pytanie tylko - kto pójdzie na pierwszy ogień?