04.01.2023, 04:05 ✶
Udało mu się zasnąć.
Pierwszy raz od wielu dni nie musiał nawet zażywać eliksiru czy znieczulać się szczypiącymi w podniebienie łykami alkoholu. To drugie nie było dobrym nawykiem, więc uciekał się do podjęcia tej akcji tylko w momencie, gdy smak płynnego snu w butelce, uważonego przez alchemika, szczelnie zakorkowanego, przysparzał skórę o gęsia skórkę, a resztę ciała o odruch wymiotny. Była to prawdopodobnie psychologiczna reakcja spowodowana nienawiścią do własnej słabości, do braku idealności w każdym aspekcie istnienia - cały był pokraczny, nieodpowiednio użyteczny, takie właśnie sygnały i słowa dostawał w domu, po wyniesieniu się z niego nieprzyjemne myśli gasły, z roku na rok stawały się tylko odległym krzykiem, odbijającym się echem od chłodnych ścian umysłu i przechodzących dreszczem po jeszcze chłodniejszej skórze.
Pomimo swoich niedoskonałości chciał mieć wszystko i chciał mieć to szybko, po swojemu. Płacił za przyjemności, te materialne, bo mimo satysfakcji w posiadaniu kogoś, nigdy nie chciałby zmuszać drugiego istnienia do fizycznego obnażenia się przed sobą. W krainie obfitości nieznane jest słowo 'nie', jeżeli czegoś chciał, to musiało się to ziścić, inaczej głosik w głowie krzyczący 'daj' stawał się nieznośnie głośny, zagłuszał wszystkie inne myśli. Tak samo postępował z problemami na swojej drodze, z niespodziewanymi okolicznościami, które mogły zasabotować równowagę jego małego wszechświata. To wszystko, jednak, jest tylko przedstawieniem, gdzie kukiełki stają się emocjami i uczuciami, sztucznymi na tyle, aby być w stanie przebrnąć przez kolejny dzień bez szwanku. Niestety, opinie i zachowania Simone mogły stać się nożyczkami, które przecięłyby linki wprawiające w ruch postacie w teatrzyku, Elliott nie mógł na to pozwolić, więc pozbył się jej jedynym sposobem, jaki znał, zamiótł jej istnienie pod dywan i sprawił, że prawda nigdy nie wyjdzie na jaw. Zgasił światło, ale nie spodziewał się, że będzie musiał funkcjonować w tej ciemności, nie wiedząc czy ktoś nie stoi z nożem za jego plecami. Ale czy była to aż tak nieznajoma sytuacja? Na pewno bardziej intensywna, ale nie całkowicie obca.
Otworzył oczy, gwałtownie. Był pewien, ze wyczuwa czyjąś obecność, a sam jego sen podszyty był niepokojem - jak każdy jeden we wcześniejszych nocach, gdy udało mu się zmrużyć oczy chociaż na chwilę. Czuł nieprzyjemny powiew na czole, a raczej jego echo, jakby ktoś dopiero przed chwilą uszczelnił okna w sypialni, a przed oczyma miał żonę. Bladą, prawie że zlewającą się z tłem ciemnego pomieszczenia. Poczuł jak jego ciało paraliżuje niepokój, jak serce przyspiesza. Przerabiał to już którą noc z kolei, widział ją nad sobą, po przebudzeniu prawie każdej nocy, ale za każdym razem była tylko wytworem wyobraźni, paraliżem. Tym razem było jednak inaczej, mógł się ruszyć, więc mimo zimnego potu sięgnął pod poduszkę, gdzie trzymał różdżkę.
- Nie jesteś prawdziwa. Zaraz mi przejdzie i będę w stanie zamknąć oczy, a jak je otworzę to ciebie nie będzie. - powiedział bardziej do siebie i choć jego twarz była wygięta w grymasie niezadowolenia, to niebieskie oczy wpatrywały się w półprzezroczystą kobietę tak, jakby była ostatnią rzeczą, jaką miał zobaczyć przed śmiercią. Mimo logiki, która podpowiadała, że jest to tylko mara senna, nieprawdziwa iluzja, było w Simone coś znajomego, innego niż we wszystkich tych obrazach, jakie widział w poprzednich nocach.
Pierwszy raz od wielu dni nie musiał nawet zażywać eliksiru czy znieczulać się szczypiącymi w podniebienie łykami alkoholu. To drugie nie było dobrym nawykiem, więc uciekał się do podjęcia tej akcji tylko w momencie, gdy smak płynnego snu w butelce, uważonego przez alchemika, szczelnie zakorkowanego, przysparzał skórę o gęsia skórkę, a resztę ciała o odruch wymiotny. Była to prawdopodobnie psychologiczna reakcja spowodowana nienawiścią do własnej słabości, do braku idealności w każdym aspekcie istnienia - cały był pokraczny, nieodpowiednio użyteczny, takie właśnie sygnały i słowa dostawał w domu, po wyniesieniu się z niego nieprzyjemne myśli gasły, z roku na rok stawały się tylko odległym krzykiem, odbijającym się echem od chłodnych ścian umysłu i przechodzących dreszczem po jeszcze chłodniejszej skórze.
Pomimo swoich niedoskonałości chciał mieć wszystko i chciał mieć to szybko, po swojemu. Płacił za przyjemności, te materialne, bo mimo satysfakcji w posiadaniu kogoś, nigdy nie chciałby zmuszać drugiego istnienia do fizycznego obnażenia się przed sobą. W krainie obfitości nieznane jest słowo 'nie', jeżeli czegoś chciał, to musiało się to ziścić, inaczej głosik w głowie krzyczący 'daj' stawał się nieznośnie głośny, zagłuszał wszystkie inne myśli. Tak samo postępował z problemami na swojej drodze, z niespodziewanymi okolicznościami, które mogły zasabotować równowagę jego małego wszechświata. To wszystko, jednak, jest tylko przedstawieniem, gdzie kukiełki stają się emocjami i uczuciami, sztucznymi na tyle, aby być w stanie przebrnąć przez kolejny dzień bez szwanku. Niestety, opinie i zachowania Simone mogły stać się nożyczkami, które przecięłyby linki wprawiające w ruch postacie w teatrzyku, Elliott nie mógł na to pozwolić, więc pozbył się jej jedynym sposobem, jaki znał, zamiótł jej istnienie pod dywan i sprawił, że prawda nigdy nie wyjdzie na jaw. Zgasił światło, ale nie spodziewał się, że będzie musiał funkcjonować w tej ciemności, nie wiedząc czy ktoś nie stoi z nożem za jego plecami. Ale czy była to aż tak nieznajoma sytuacja? Na pewno bardziej intensywna, ale nie całkowicie obca.
Otworzył oczy, gwałtownie. Był pewien, ze wyczuwa czyjąś obecność, a sam jego sen podszyty był niepokojem - jak każdy jeden we wcześniejszych nocach, gdy udało mu się zmrużyć oczy chociaż na chwilę. Czuł nieprzyjemny powiew na czole, a raczej jego echo, jakby ktoś dopiero przed chwilą uszczelnił okna w sypialni, a przed oczyma miał żonę. Bladą, prawie że zlewającą się z tłem ciemnego pomieszczenia. Poczuł jak jego ciało paraliżuje niepokój, jak serce przyspiesza. Przerabiał to już którą noc z kolei, widział ją nad sobą, po przebudzeniu prawie każdej nocy, ale za każdym razem była tylko wytworem wyobraźni, paraliżem. Tym razem było jednak inaczej, mógł się ruszyć, więc mimo zimnego potu sięgnął pod poduszkę, gdzie trzymał różdżkę.
- Nie jesteś prawdziwa. Zaraz mi przejdzie i będę w stanie zamknąć oczy, a jak je otworzę to ciebie nie będzie. - powiedział bardziej do siebie i choć jego twarz była wygięta w grymasie niezadowolenia, to niebieskie oczy wpatrywały się w półprzezroczystą kobietę tak, jakby była ostatnią rzeczą, jaką miał zobaczyć przed śmiercią. Mimo logiki, która podpowiadała, że jest to tylko mara senna, nieprawdziwa iluzja, było w Simone coś znajomego, innego niż we wszystkich tych obrazach, jakie widział w poprzednich nocach.
“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦