13.06.2024, 17:40 ✶
Popraw kołnierzyk. Ale Atreus przestał zwracać uwagę na Lorraine, zostawiając jej słowa bez odpowiedzi czy gestu świadczącego, że jakkolwiek przyjął je do wiadomości. Przesunął się przez salę, omijając kolejne stoliki, aż wreszcie zatrzymał się przy ochroniarzu, który właśnie odprawiał zaklęcia nad paprotką, która jeszcze chwilę temu wcisnęła kelnerowi Malfoy. Bulstrode uśmiechnął się sztywno, a potem uniósł dłoń z odznaką, pokazując ją mężczyźnie.
- W państwa wydarzeniu bierze udział poszukiwana przez Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów osoba i jest nią mężczyzna, który właśnie znajduje się na scenie. Proszę mnie przepuścić i współpracować podczas jego zatrzymania - wyrzucił z siebie sztywnym, formalnym głosem, ale na koniec uśmiechnął się do ochroniarza grzecznie. Jeśli machanie mu odznaką przed twarzą nie było już konieczne - schował ją do kieszeni, zamiast tego sięgając po różdżkę. Na razie jej jednak jeszcze nie podniósł, ale wypadało być w gotowości.
Siedząca z nim wcześniej wila miała trochę racji. Był Atreus i był Auror i w gruncie rzeczy te dwie osoby potrafiły się od siebie diametralnie różnić, a aktualna sytuacja nie pozwalała na chociaż odrobinę zwyczajowej dla niego swobody. Nie chciał tu być - nagle zaczął żałować, że poprzedniego dnia w Belfaście nie trzasnęło w niego tak, że kolejny tydzień spędziłby w Mungu. Wtedy przynajmniej nie musiałby spychać gdzieś w bok poczucia winy, że właśnie idzie aresztować swojego przyjaciela.
- W państwa wydarzeniu bierze udział poszukiwana przez Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów osoba i jest nią mężczyzna, który właśnie znajduje się na scenie. Proszę mnie przepuścić i współpracować podczas jego zatrzymania - wyrzucił z siebie sztywnym, formalnym głosem, ale na koniec uśmiechnął się do ochroniarza grzecznie. Jeśli machanie mu odznaką przed twarzą nie było już konieczne - schował ją do kieszeni, zamiast tego sięgając po różdżkę. Na razie jej jednak jeszcze nie podniósł, ale wypadało być w gotowości.
Siedząca z nim wcześniej wila miała trochę racji. Był Atreus i był Auror i w gruncie rzeczy te dwie osoby potrafiły się od siebie diametralnie różnić, a aktualna sytuacja nie pozwalała na chociaż odrobinę zwyczajowej dla niego swobody. Nie chciał tu być - nagle zaczął żałować, że poprzedniego dnia w Belfaście nie trzasnęło w niego tak, że kolejny tydzień spędziłby w Mungu. Wtedy przynajmniej nie musiałby spychać gdzieś w bok poczucia winy, że właśnie idzie aresztować swojego przyjaciela.