Jak mogła o tym zapomnieć? Kołatało się to w głowie Victorii, tamte uczucia wyobcowania nie były wszak czymś nowym, ale cała sytuacja w tamtym czasie była tak napięta… to prawie tak, jakby miała zapomnieć o dalszej części tamtego wieczoru, o eleganckim mężczyźnie, który wcale nie wodził za nią maślanym wzrokiem, gdy piła wino i rozmawiali… a to zupełnie innego rodzaju napięcie po prostu się nabudowało po drodze i miało swój całkiem niespodziewany dla Victorii finisz: w tych męskich ramionach, które półtora roku później obejmowały ją z przestrachem, gdy stali na tej plaży. Nie wyczuwała tego strachu, tej potrzeby, by wyrwać ją z… czegokolwiek, w czym się znajdowała. W zamyśleniu? Chyba tak, tak głębokim, że nie słyszała szumu fal, ani kroków na piasku, ani szelestu materiału, ani…
Victoria uśmiechnęła się bardzo leciutko i pokonała tę niewielką odległość, jaka ich dzieliła, opierając głowę o jego, przytulając się w ten sposób i nawet otarła się policzkiem o jego skroń.
– Tak, tak, w porządku. Zamyśliłam się po prostu – odparła, ponownie patrząc przed siebie, w morze i rysujące się za nim czarne niebo. – Wspominałam tamte urodziny pani Slughorn – urodziny, które stały się punktem zwrotnym ich nieistniejącej wtedy relacji. Wcześniej właściwie obcy sobie znajomi ze szkoły, z jednego domu, a teraz przyjaciele, a Victoria pokusiłaby się o dodanie „najlepsi”, a nawet więcej. – Tak… Nawet nie chodzi mi o ciepło, ale nie jest tu tak ponuro… nawet pomimo tego, że chyba zbiera się na deszcz. Pewnie mocniej widać gwiazdy, gdyby tylko nie było tych chmur – mieli więc bardzo podobne zdanie. Nic dziwnego, że Anglicy byli wiecznie tacy nachmurzeni, skoro kapryśna pogoda ich nie rozpieszczała i padało chyba przez znaczną większość roku. Ale jedzenie bardziej Victorii smakowało tutaj, na Sycylii, chociaż może to przez jego odmienność? Victoria też zwykle miała na wszystko czas, ale to dlatego, że każdy dzień miała bardzo dobrze rozplanowany i prawie nigdy się nigdzie nie spieszyła… Pasowała tu, swoją urodą również. – Hehe, może – poniekąd właśnie o to pytała, chociaż nie chciała tego zrobić tak wprost. Sama chciała ten czas spędzić z Laurentem, ale jeśli ktoś wpadłby mu w oko, to kim by była, by mu tego bronić albo stawać na drodze?
Laurent usiadł obok niej, niemalże u jej stóp, a Lestrange poczuła, jak jej sukienka łopocze od delikatnego wiatru, ocierając się o jej nogi.
– Ja z tobą też – zakołysała chłodnym drinkiem, bardziej dla zabawy niż z konieczności. – Podoba, chociaż wolałabym, żeby było czyste niebo – wolałaby spojrzeć w migające gwiazdy. – A tobie?