04.01.2023, 12:31 ✶
- Tak, rodzaj wręczanych kwiatów ma znaczenie, tak samo jak ich kolor. Ale też ilość, chociaż chodzi głównie o to, czy kwiatów w bukiecie jest parzysta czy nieparzysta ilość. Nieparzyste są na szczęście, a parzyste na pogrzeb – ależ faux pas można było popełnić wręczając komuś bukiet i dołożyć tam parzystą ilość kwiatów, to głowa mała. Niby pierdoła, ale warto było takie rzeczy wiedzieć, choć wątpliwe, by Sauriel miał mieć styczność z kwiatami inną, niż bukiety komponowane przez jego matkę. Prawda była taka za to, że rzeczywiście musiał się uzbroić w cierpliwość, bo nie dość, że jego matka lubiła kwiaty, to już przy pierwszym spotkaniu okazało się, że jego przyszła – również. On lubił, kochał muzykę, a one kwiaty. W przypadku Victorii to chodziło ogólnie o rośliny, nie tylko te piękne, cieszące oko.
Och, widziała to spojrzenie! Rookwood zupełnie nie spodziewał się takiego obrotu sprawy, że przyjdą tutaj odstrzeleni w te szykowne stroje na późny walentynkowy obiad, który będzie jadła tylko ona (plus był taki, że już nie będzie pytania pod tytułem "a ty nie zamawiasz jedzenia?"), a pierwsze co zrobi Victoria, to ściągnie bogatą, zbyt strojną i zbyt ciężką (tak do noszenia jak i wizerunkowo) biżuterię, i wciśnie ją do torebki. O c z y w i ś c i e, że planowała to od samego początku! I absolutnie się z tym nie krępowała. No przecież nie będzie w tym siedzieć. Bardzo chciała też powyciagać te wszystkie spinki z włosów, ale już sobie darowała robienia tutaj przedstawienia. Za to uniosła wyżej jedną brew, kiedy Sauriel najwyraźniej ośmielony, poszedł w jej ślady i poluzował sobie koszulę i pozbył się krawatu. No i proszę – od razu swobodniej, pomimo ubioru, w jakim oboje tkwili. Ale nie wyróżniali się, bo dziś był taki dzień, że nie tylko oni postanowili (no, postanowiono za nich) przyjść tutaj na jakże miły wieczór – był luty i nadal wcześnie robiło się ciemno. A że była to restauracja z renomą, no to wszyscy byli poubierani jak na wielkie przyjęcie.
- O nie nie, nie zamierzam. Przecież wszyscy będą się gapić – ale podarta sukienka to nie problem, byłaby w stanie naprawić ją magią, gdyby została tylko trochę podarta. Tym niemniej… Raczej nie planowała ryzykować. - Jakbys dał mi znać wcześniej, to wzięłabym sobie coś na zmianę – torebeczkę może i miała małą, ale to był najmniejszy problem w świecie czarodziejów.
Och, widziała to spojrzenie! Rookwood zupełnie nie spodziewał się takiego obrotu sprawy, że przyjdą tutaj odstrzeleni w te szykowne stroje na późny walentynkowy obiad, który będzie jadła tylko ona (plus był taki, że już nie będzie pytania pod tytułem "a ty nie zamawiasz jedzenia?"), a pierwsze co zrobi Victoria, to ściągnie bogatą, zbyt strojną i zbyt ciężką (tak do noszenia jak i wizerunkowo) biżuterię, i wciśnie ją do torebki. O c z y w i ś c i e, że planowała to od samego początku! I absolutnie się z tym nie krępowała. No przecież nie będzie w tym siedzieć. Bardzo chciała też powyciagać te wszystkie spinki z włosów, ale już sobie darowała robienia tutaj przedstawienia. Za to uniosła wyżej jedną brew, kiedy Sauriel najwyraźniej ośmielony, poszedł w jej ślady i poluzował sobie koszulę i pozbył się krawatu. No i proszę – od razu swobodniej, pomimo ubioru, w jakim oboje tkwili. Ale nie wyróżniali się, bo dziś był taki dzień, że nie tylko oni postanowili (no, postanowiono za nich) przyjść tutaj na jakże miły wieczór – był luty i nadal wcześnie robiło się ciemno. A że była to restauracja z renomą, no to wszyscy byli poubierani jak na wielkie przyjęcie.
- O nie nie, nie zamierzam. Przecież wszyscy będą się gapić – ale podarta sukienka to nie problem, byłaby w stanie naprawić ją magią, gdyby została tylko trochę podarta. Tym niemniej… Raczej nie planowała ryzykować. - Jakbys dał mi znać wcześniej, to wzięłabym sobie coś na zmianę – torebeczkę może i miała małą, ale to był najmniejszy problem w świecie czarodziejów.