Przez jakiś czas trudno mu było odnaleźć się po ostatnich wydarzeniach w Hogwarcie. Śmierć Marty Warren była dla wszystkich dużym szokiem, a do tego zachwiała poczuciem bezpieczeństwa wielu uczniów. Peregrin nie był pod tym względem wyjątkiem. Choć starał się nie okazywać tego na zewnątrz, pojawił się w nim pewny strach przed korytarzami zamku. Być może z czasem to minie i wszystko będzie tak jak dawniej, ale jeszcze do końca się z tym nie uporał. Zwierzył się nawet z tego cioci Minerwie, która oczywiście zapewniła go, że żadnemu z uczniów nic już nie grozi. Cóż innego miała powiedzieć? To samo zadeklarowałaby na pewno tuż przed śmiercią Marty. McGonagall martwił się, że tak naprawdę nawet nauczyciele nie wiedzą, czy zagrożenie już minęło. Hagrid został co prawda uznany za sprawcę tego "nieszczęśliwego wypadku", ale zdania na temat jego winy były mocno podzielone. Wszyscy znali oficjalną wersję, ale po Hogwarcie krążyły również plotki i inne różne historie. Trudno było wyłuskać prawdę ze wszystkich zasłyszanych wersji, więc wiele osób miało po prostu swoje zdanie na ten temat i nie zawsze było one zgodne z oświadczeniem Ministerstwa.
Peregrin miał nadzieję, że na spotkaniu Klubu Ślimaka, pierwszym od dawna, przeżyta trauma nie będzie tematem przewodnim. Profesor Slughorn był z natury ciekawski i lubił wypytywać ich o różne rzeczy, ale być może tym razem postara się oderwać uczniów od smutnych historii i skupi ich uwagę na czymś mniej dołującym? McGonagall wybierał się właśnie, aby się o tym przekonać. Razem z innymi zaproszonymi Gryfonami trafili do sali, w których czekali już Ślizgoni. Chłopak tylko rzucił na nich okiem i zamierzał się odwrócić z powrotem do swoich, gdy usłyszał swoje imię. Trochę zaskoczony zauważył, że to Robert Mulciber przywoływał go do siebie. Nie znali się dobrze, bo tak to już było z tym podziałem na Domy, że każdy obracał się głównie wśród "domowników", ale Peregrin nie miał nic przeciwko integracji. Nie domyślał się jednak, czego mogą od niego chcieć. Przeprosił więc swoich i nie każąc czekać tym ze Slytherinu, zaraz pojawił się przy nich.
- Tak? Hej. Słucham? - Przywitał się może trochę niezgrabnie, bo był nieco onieśmielony, ale jednocześnie zaciekawiony tym, czego mogą chcieć od niego uczniowie, do tego starsi, z którymi nie zadaje się na co dzień.