14.06.2024, 17:48 ✶
– Raczej nie – powiedział, utkwiwszy na chwilę wzrok w zgrabnych dłoniach Longbottoma. – Ale jeśli pan chce mogę zlecić panu kilka badań dla pewności – dokończył uprzejmym tonem, jasno wskazującym na to, że Morpheus chce to sprawdzić, nawet jeśli jedynie na wszelki wypadek.
Na dalsze słowa mężczyzny Basilius nie mógł się powstrzymać, by nie roześmiać się cicho na wizję fanów pewnego słynnego wieszcza przy drzwiach jego pokoju. Zaraz jednak spoważniał, bo w rzeczywistości byłoby to strasznie irytujące.
– Zgadzam się z panem. Brzmi to bardzo... Niekorzystnie dla wszystkich w to zaangażowanych. – Ale rzeczywiście pewne dostosowania byłyby wszystkim na rękę, chociaż sam prawdę mówiąc skupił się na tym z pozycji uzdrowiciela, a nie samego pacjenta. Nie wspominając już o tym, że nowy oddział wiązałby się z dodatkowymi kosztami, a to zawsze było problemem, chyba że pewnego dnia wpadnie do niego Brenna, a zły los sprawi, że jej wizyta wysadzi cały szpital. Wtedy pewnie dostaną spore dofinansowanie. Na całe szczęście nie był dyrektorem Munga, więc mógł ma spokojnie krytykować niektóre działania i decyzję placówki. – Nie powiedziałbym jednak, że izolatki byłyby aż tak konieczne. Zresztą wydaje się pan być nadwyraz mało dramatycznym jasnowidzem. – To powiedział głównie z grzeczności, chociaż Longbottom dzisiejszego dnia rzeczywiście robił dość dobra reklamę, zarówno innym jasnowidzom, jak i swojej rodzinie, a przecież Longbottomowie z trzecim okiem, byli raczej czymś, co potencjalnie mogło przyprawić go o potężny ból głowy. Nie miał pojęcia, jakby to wytrzymał, gdyby jego piątkowe spotkania z Brenną były jeszcze urozmaicone wizjami.
Basilius zazwyczaj unikał wróżenia mu jak ognia, może nieco paranoiczne martwiąc się tym, że usłyszy coś na temat siebie, a zwłaszcza swojego zdrowia, czego usłyszeć nie chciał. Było to idiotyczne i doskonale zdawał sobie z tego sprawę, bo przecież jako uzdrowiciel wiedział, że lepiej było być przygotowanym na różne ewentualności, ale jakoś w tym przypadku, wyjątkowo ciężko było mu to sobie przetłumaczyć. Nie chciał jednak stawiać Longbottomowi żadnych ograniczeń w tym, co miał wróżyć, bo brzmiałoby to chyba jeszcze bardziej podejrzanie, a jedynie zaufał czarodziejowi, że ten skupi się na innych tematach, lub w ogóle nie na nim. Nie udało mu się jednak ukryć tego cichego westchnięcia ulgi, gdy usłyszał wróżbę.
– Brzmi na pewno sympatycznie – stwierdził, nie mając zielonego pojęcia o co mogło chodzić, ale ten uśmiech Longbottoma jakoś tak sprawił, że sam się uśmiechnął. – Dziękuję za trzymanie się jedynie mojej działalności zawodowej. Docenian. – Ciekawe o co chodziło z tym, że było to trudne? Nie znał się szczególnie dobrze na jasnowidzeniu, poza tym, że posiadała je również jego kuzynka, ale zakładał, że pewnie w wielu przypadkach te wszystkie nici jakoś na siebie nachodziły.
Ponownie przyjrzał się oczom Morpheusa.
– To wszystko wygląda dobrze panie Longbottom. Musi pan po prostu teraz odpoczywać i dać lekom działać. Jeszcze zweryfikuję listę specyfików, z którym został pan wysłany i to chyba tyle. Proszę tylko uważać na siebie w przyszłości.
Na dalsze słowa mężczyzny Basilius nie mógł się powstrzymać, by nie roześmiać się cicho na wizję fanów pewnego słynnego wieszcza przy drzwiach jego pokoju. Zaraz jednak spoważniał, bo w rzeczywistości byłoby to strasznie irytujące.
– Zgadzam się z panem. Brzmi to bardzo... Niekorzystnie dla wszystkich w to zaangażowanych. – Ale rzeczywiście pewne dostosowania byłyby wszystkim na rękę, chociaż sam prawdę mówiąc skupił się na tym z pozycji uzdrowiciela, a nie samego pacjenta. Nie wspominając już o tym, że nowy oddział wiązałby się z dodatkowymi kosztami, a to zawsze było problemem, chyba że pewnego dnia wpadnie do niego Brenna, a zły los sprawi, że jej wizyta wysadzi cały szpital. Wtedy pewnie dostaną spore dofinansowanie. Na całe szczęście nie był dyrektorem Munga, więc mógł ma spokojnie krytykować niektóre działania i decyzję placówki. – Nie powiedziałbym jednak, że izolatki byłyby aż tak konieczne. Zresztą wydaje się pan być nadwyraz mało dramatycznym jasnowidzem. – To powiedział głównie z grzeczności, chociaż Longbottom dzisiejszego dnia rzeczywiście robił dość dobra reklamę, zarówno innym jasnowidzom, jak i swojej rodzinie, a przecież Longbottomowie z trzecim okiem, byli raczej czymś, co potencjalnie mogło przyprawić go o potężny ból głowy. Nie miał pojęcia, jakby to wytrzymał, gdyby jego piątkowe spotkania z Brenną były jeszcze urozmaicone wizjami.
Basilius zazwyczaj unikał wróżenia mu jak ognia, może nieco paranoiczne martwiąc się tym, że usłyszy coś na temat siebie, a zwłaszcza swojego zdrowia, czego usłyszeć nie chciał. Było to idiotyczne i doskonale zdawał sobie z tego sprawę, bo przecież jako uzdrowiciel wiedział, że lepiej było być przygotowanym na różne ewentualności, ale jakoś w tym przypadku, wyjątkowo ciężko było mu to sobie przetłumaczyć. Nie chciał jednak stawiać Longbottomowi żadnych ograniczeń w tym, co miał wróżyć, bo brzmiałoby to chyba jeszcze bardziej podejrzanie, a jedynie zaufał czarodziejowi, że ten skupi się na innych tematach, lub w ogóle nie na nim. Nie udało mu się jednak ukryć tego cichego westchnięcia ulgi, gdy usłyszał wróżbę.
– Brzmi na pewno sympatycznie – stwierdził, nie mając zielonego pojęcia o co mogło chodzić, ale ten uśmiech Longbottoma jakoś tak sprawił, że sam się uśmiechnął. – Dziękuję za trzymanie się jedynie mojej działalności zawodowej. Docenian. – Ciekawe o co chodziło z tym, że było to trudne? Nie znał się szczególnie dobrze na jasnowidzeniu, poza tym, że posiadała je również jego kuzynka, ale zakładał, że pewnie w wielu przypadkach te wszystkie nici jakoś na siebie nachodziły.
Ponownie przyjrzał się oczom Morpheusa.
– To wszystko wygląda dobrze panie Longbottom. Musi pan po prostu teraz odpoczywać i dać lekom działać. Jeszcze zweryfikuję listę specyfików, z którym został pan wysłany i to chyba tyle. Proszę tylko uważać na siebie w przyszłości.