Regina miała z nimi do czynienia już w Hogwarcie, gdzie w Zakazanym Lesie zamieszkiwało jedno stado tych wielkookich istot. Z początku nie była pewna, czy są dostatecznie interesujące na referat na ONMZ, ale później wykombinowała, że nocne wyjścia można wspaniale uargumentować i nawet zdobyć na nie oficjalne pozwolenie. To, że nie zawsze docierała do Lunaballi, to już inna sprawa…
Ze skórzaną torbą przewieszoną przez ramię, szalikiem szczelnie owiniętym dookoła szyi (i smoczoognikiem) aportowała się do Doliny Godryka, gdzie bytowało stado Lunaballi, prawdopodobnie jedyne w tych okolicach.
Wiosna może i była coraz bliższe, ale nocami nadal rządził mróz. Igiełki zimna zakłuły ją w policzki, a lekki wiatr prędko odnalazł miejsca najbardziej odkryte. Lekko przygarbiona ruszyła wzgórzem, za którym jakieś pół mili dalej, według najświeższych informacji, powinna znajdować się łąka zamieszkała przez lunaballe.
Nim dotarła na szczyt, zdziwione syknięcie Cymbała, sprawiło, że spojrzała ponad pagórkiem, na niebo. Nie spodziewała się czerwonej magicznej racy, która zaczęła powoli opadać gdzieś na lewo.
— Zgadzam się z tobą, paskudniku, jest to cholernie dziwne. — wymruczała do pupila i na nowo podjęła marsz, tylko teraz był on zdecydowanie bardziej żwawy.
Z daleka nie widziała, kto lub co mogło wyczarować posłaną racę, ale w miarę, jak zbliżała się do miejsca, w którym leżał Castiel, zaczynała dostrzegać śpiące lunaballe. Trzysta metrów, dwieście, stanęła niecałe sto metrów dalej i wyciągnęła różdżkę, przyglądając się śpiącemu stadu.
Od razu uderzyły ją dwie rzeczy. Jedna, że spóźniła się na tańce, a dwa, że zwierzęta spały na zewnątrz, nie w norach. Nadal jednak nie znalazła odpowiedzi na to, skąd w powietrzu czerwona smuga. Dopiero po tym, jak wyciągnęła notatnik, zauważyła jedną z lunaballi śpiącą na czymś, co przypominało człowieka.
— Na brodę Merlina… — wyszeptała, mrugając parę razy, bo myślała, że wyobraźnia płata jej figle.
Pośród stada płochliwych stworzonek leżał człowiek. Spał? Nie żył? Kto normalny kładzie się po nocy pośród lunaballi? Rowle bardziej niż pokrzyżowanych planów, nie lubiła nie wiedzieć rzeczy. Dlatego schowała notatnik i zaczęła się skradać do dziwacznej śpiącej królewny i jej krasnoludków.
Sukces!