Ruda nie spodziewała się, że ten dzień będzie aż taki bogaty w różne dziwne wydarzenia. Dawno nie miały takiego licznego grona osób, które musiały ukarać. Były tutaj tylko we dwie. Osób w kajdankach przybywało. Nie spodziewała się zupełnie, że tak się to wszystko skończy. Z każdą minutą przybywało im oskarżonych, co za dzień.
Miały jak zawsze więcej szczęścia, niż rozumu. W tłumie bowiem znalazł się jeden z ich kolegów z brygady. Same na pewno nie ogarnęłyby do końca tego burdelu. Na szczęście się nad nimi zlitował, mimo, że był po służbie. Będą musiały mu kupić za to pączka, czy coś. Na pewno się mu odwdzięczą.
Ruda również dołączyła do podziękowań Brenny, naprawdę to był jakiś cud, że ktoś z współpracowników akurat był gdzieś obok. Cała sytuacja strasznie eskalowała, tak naprawdę miały kilka dodatkowych osób do zabrania, bo też dołączyły się do tej sprzeczki. Nie było szans, żeby poradziły sobie we dwie, nawet one czasem miewały pewne ograniczenia, mimo ogromnej samodzielności.
Heather mrugnęła porozumiewawczo, gdy zobaczyła, kto będzie z nią podróżował. Wiedziała dlaczego panna Longbottom wybrała dla niej tych bardziej problematycznych osobników. Zdawała sobie sprawę z tego, jak wyglądały podróże przy pomocy teleportacji z Rudą. Nie było to nic przyjemnego z racji na jej wrażliwy żołądek. Praktycznie każda teleportacja kończyła się wymiotami.
Oczywiście taką już miała pracę, że czasem musiała podróżować w ten sposób, dzisiaj był jeden z takich dni. Wiedziała czego się spodziewać. - Widzimy się w biurze. - Rzuciła jeszcze do Brenny, po czym złapała swoich sprawców za fraki i się teleportowała.
Na pewno na długo zapamiętają to lądowanie, bo Heather obrzygała im buty, gdy tylko znaleźli się w Biurze Aurorów. Wyjątkowo - nie miała z tego powodu wyrzutów sumienia.