- Nie jest najgorszy, tak właściwie. - Odparła krzywiąc się niemiłosiernie, gdy zamoczyła usta w alkoholu. Mógł jej nie uwierzyć, zważając na jej reakcję. Stella nie była specjalistką od chlania, raczyła się głównie słodkim winem, nie tym musującym, to ono było jej ulubionym trunkiem, ale w tej sytuacji powinni się cieszyć z tego, co mieli. W końcu była to ich wspólna nagroda, którą dostali za ten jakże udany występ, na który każde z nich miało wpływ.
- Nie, chyba nie, po prostu nie znoszę takiego smaku i tych bąbelków. - Dodała, żeby nieco nakreślić mu sytuację. Nie sądziła, że były to jakieś szczyny, chociaż trochę tak smakowały, znaczy to nie tak, że znała smak moczu, po prostu wyobrażała go sobie podobnie.
Przyglądała się uważnie Borginowi, kiedy zaczął snuć swoje spiskowe teorie. Zmrużyła przy tym oczy, widać było, że zastanawiała się mocno nad tym, co mówił. - Myślisz, że ten dziad liczył na to, że uda mu się poznać mnie bliżej? - Była w tym śmiertelnie poważna, sama nie wpadłaby nawet na taki pomysł. Tamten mężczyzna zdecydowanie nie był w jej typie, no i był stary, a ona była młodziutką, śliczną wiolonczelistką, do tego wiłą. Mogłaby zdobyć każdego, znaczy oczywiście to nie tak, żeby chciała, bo przecież znalazła już miłość, więc w ogóle nie zwracała uwagi na innych mężczyzn, ani na ich domniemane zamiary. - Chyba jestem ślepa. - Rzuciła jeszcze.
Stella nie miała pojęcia, co działo się teraz w głowie Borgina. Wyglądał, jakby gdzieś odpłynął, tyle, że nie wiedziała gdzie. Nie wiedziała, co się dzieje, to żadna nowość, bo często nie mogła odnaleźć się w rzeczywistości. Przyglądała się mu więc z ogromnym zainteresowaniem, miała ochotę machnąć mu ręką przed nosem, żeby zobaczyć, czy nadal jest tu z nią duchem, a nie tylko ciałem.
Wrócił w końcu jednak do niej, sięgnęła po butelkę, którą jej przekazał i upiła z niej niewielki łyk. - Nie, nic nie mówiłam, ale mam wrażenie, że jesteś gdzieś indziej. - Nadal nie opuszczała wzroku, była ciekawa o czym myślał.