Na pewno było to miłe. Ta troska, którą jej okazał. Nie przywykła do podobnych zachowań. Rzadko kiedy ktokolwiek martwił się jej uczuciami, dlatego też nie do końca umiała się odnaleźć w takiej sytuacji. Zainteresowanie Lou jednak było miłe, a przynajmniej tak się jej wydawało. Sytuacja nie należała do najprostszych w końcu wszystko działo się w rodzinie, nie rozmawiali o nikim obcym, co mogło tylko i wyłącznie skomplikować sprawę. Black wiedziała, że nie może sobie pozwolić na demonstrację swoich uczuć, gdy się złościła, to nie do końca nad sobą panowała. Tutaj musiała uważać, nie chciała, aby ich rodziny się poróżniły. Musieli patrzeć w jedną stronę, wspierać się, czy tego chciała, czy też nie. Miała to gdzieś z tyłu głowy.
Postawiło ją to nieco pod ścianą, zabrało sposoby do rozwiązania konfliktu, przynajmniej te, po które zazwyczaj sięgała. Może nie wyglądała, jednak naprawdę lubiła najprostsze, najmniej skomplikowane wyjścia, przemoc wydawała się być zawsze odpowiednim rozwiązaniem. Może i kuzyn nieco ją podburzył, ale nie zmieniła podejścia. Miała świadomość, że nie może sobie pozwolić na wiele. Priorytetem było to, żeby wspólnie pomagali Czarnemu Panu dotrzeć do władzy. Jej uczucia, mrzonki, nie miały w tej chwili żadnego, nawet najmniejszego znaczenia, liczyła się przede wszystkim idea.
Zauważyła zmianę w jego tonie głosu, kiedy zmieniła temat rozmowy. Nie chciała się nad sobą zbyt długo użalać, wolała przejść do rzeczy. W końcu Lou chciał skorzystać z jej pomocy, była gotowa zrobić dla niego wszystko, tak bardzo ceniła sobie nastawienie kuzyna. Chciała, żeby wiedział, iż zawsze, w każdej sprawie może na nią liczyć, było to dla niej ważne.
Przyglądała mu się uważnie, kiedy wstał. Nie do końca wiedziała, czego powinna się spodziewać. Lubiła czuć taką dozę niepewności.
W końcu zaczął mówić. Przyglądała się wtedy naszyjnikowi, który położył na stole. Był piękny, minerały, z których został stworzony robiły naprawdę ogromne wrażenie. Wyglądał na coś, co chciałaby dostać niejedna panna. Zastanawiała się kim ona jest i dlaczego Louvain pragnie wymierzyć jej karę. Oczywiście nie zamierzała o to wypytywać, bo to nie była jej sprawa.
Poczuła jego dłonie na swoich ramionach, uniosła głowę delikatnie do góry, żeby na niego spojrzeć. - Nie wiem, czym zawiniła ci ta panna, ani kim jest, ależ oczywiście możesz liczyć na moje wsparcie, najdroższy. - Nie obchodziło ją to, komu może zrobić krzywdę. Liczyło się tylko i wyłącznie to, że może pomóc kuzynowi w osiągnięciu celu. Potrafiła rzucać uroki, była w tym naprawdę świetna, nie chciała go zawieść. Sięgnęła więc po różdżkę i mruknęła pod nosem zaklęcie. Chciała przekląć naszyjnik, dokładnie tak, jak życzył sobie tego kuzyn. Miał zaciskać się na gardle osoby, która chciała go zdjąć.
Nie musiał jej do tego namawiać, bardzo chętnie pomogła mu w tej drobnej sprawie.
Sukces!
Sukces!
zauroczenie