04.01.2023, 17:06 ✶
Skoro zamierzała być Meduzą, jak wiele kamiennych rzeźb miała w swoim ogrodzie? Zastygłych w wiecznym strachu, z nieruchomymi ślepiami wbitymi w jej postać. Czy krzyczały? Ich głosy odbijały się echem od innych posągów, aż w końcu całkiem zamilkły. Nieme wołanie o pomoc, która nigdy nie nadejdzie, bo już za późno.
Fergus czuł wstręt do węży, niebotyczny lęk przed ich wiciem się, oślizgłą, pokrytą łuskami skórą i sykiem, choć cichym, to rozdzierającym uszy. Nie znosił tych stworzeń wręcz chorobliwie, tak więc i sama postać gorgony wzbudzała w nim nieprzyjemne odczucia. Gdyby wiedział o tym porównaniu, pewnie patrzyłby teraz inaczej na Lycoris.
Biorąc pod uwagę, że Fergus wywoływał irytację w większości osób, nawet wśród swoich najbliższych, kąśliwe uwagi ze strony panny Black nijak nie wpływały na postrzeganie jej osoby. Może nawet bardziej go nakręcały, miast zbywać, jak planowała.
Z jednej speluny, do kolejnej. Takie obrotu spraw tego wieczoru zdecydowanie nie planował. Najwyraźniej jednak Nokturn miał mu przynieść jeszcze sporo niespodzianek, choć tę sprzed dwóch dni z pewnością ciężko będzie przebić. Nie miał jednak siły, by zaprzątać sobie tym głowę, w której już szumiało od wypitej do tej pory whisky, a miał się jeszcze bardziej doprawić.
Wiatr czochrał mu włosy, wpychając je na twarz i ziębił dłonie, które za przykładem kobiety wcisnął do kieszeni, by nieco je ogrzać. Na niewiele się to zdawało przy tej temperaturze, której nie przewidział, choć przecież wychodził niepierwszy raz. W końcu znaleźli się w miejscu, które bardziej przypominało mu brudny schowek na miotły, niż pub. Swoją drogą najciemniej pod latarnią, skoro w miejscach, gdzie przechowywało się środki czystości i sprzęt stworzony do zamiatania, było najwięcej pajęczyn.
- Twierdzisz, że nie doceniam twojej głowy – zauważył, siadając obok niej na obskurnej kanapie, ale zachowując jednak dystans. – A potem oszukujesz w ten sposób, Lydio.
Umieścił łokieć na oparciu kanapy, obracając się w jej kierunku i spoglądając z uniesionymi brwiami.
- Ciężko będzie stwierdzić, czy jesteś lepsza ode mnie, skoro wypijesz dwa razy mniej – ciągnął dalej, choć z tyłu głowy siedziało mu, że pewnie już teraz uważała się za istotę wyższą od niego. Tak pewnie zresztą było, skoro urodziła się w rodzinie Blacków i robiła karierę w Ministerstwie, ale na Nokturnie byli sobie równi – tak samo, jak barmanowi, który postawił przed nimi szklanki. – Co to właściwie jest? – dopytał jeszcze, przyglądając się niepewnie zawartości naczynia.
Fergus czuł wstręt do węży, niebotyczny lęk przed ich wiciem się, oślizgłą, pokrytą łuskami skórą i sykiem, choć cichym, to rozdzierającym uszy. Nie znosił tych stworzeń wręcz chorobliwie, tak więc i sama postać gorgony wzbudzała w nim nieprzyjemne odczucia. Gdyby wiedział o tym porównaniu, pewnie patrzyłby teraz inaczej na Lycoris.
Biorąc pod uwagę, że Fergus wywoływał irytację w większości osób, nawet wśród swoich najbliższych, kąśliwe uwagi ze strony panny Black nijak nie wpływały na postrzeganie jej osoby. Może nawet bardziej go nakręcały, miast zbywać, jak planowała.
Z jednej speluny, do kolejnej. Takie obrotu spraw tego wieczoru zdecydowanie nie planował. Najwyraźniej jednak Nokturn miał mu przynieść jeszcze sporo niespodzianek, choć tę sprzed dwóch dni z pewnością ciężko będzie przebić. Nie miał jednak siły, by zaprzątać sobie tym głowę, w której już szumiało od wypitej do tej pory whisky, a miał się jeszcze bardziej doprawić.
Wiatr czochrał mu włosy, wpychając je na twarz i ziębił dłonie, które za przykładem kobiety wcisnął do kieszeni, by nieco je ogrzać. Na niewiele się to zdawało przy tej temperaturze, której nie przewidział, choć przecież wychodził niepierwszy raz. W końcu znaleźli się w miejscu, które bardziej przypominało mu brudny schowek na miotły, niż pub. Swoją drogą najciemniej pod latarnią, skoro w miejscach, gdzie przechowywało się środki czystości i sprzęt stworzony do zamiatania, było najwięcej pajęczyn.
- Twierdzisz, że nie doceniam twojej głowy – zauważył, siadając obok niej na obskurnej kanapie, ale zachowując jednak dystans. – A potem oszukujesz w ten sposób, Lydio.
Umieścił łokieć na oparciu kanapy, obracając się w jej kierunku i spoglądając z uniesionymi brwiami.
- Ciężko będzie stwierdzić, czy jesteś lepsza ode mnie, skoro wypijesz dwa razy mniej – ciągnął dalej, choć z tyłu głowy siedziało mu, że pewnie już teraz uważała się za istotę wyższą od niego. Tak pewnie zresztą było, skoro urodziła się w rodzinie Blacków i robiła karierę w Ministerstwie, ale na Nokturnie byli sobie równi – tak samo, jak barmanowi, który postawił przed nimi szklanki. – Co to właściwie jest? – dopytał jeszcze, przyglądając się niepewnie zawartości naczynia.