15.06.2024, 12:43 ✶
Południowe stragany obok Szato de Dragon
razem z Bertim
potem do jedzenia Norki Figg
Nie był ciałem, które potrzebowała, nie był kotwicą, która zatrzymywała ją w rzeczywistym świecie, miłością, która przebiła błonę nieistnienia, błonę bezmyślności i sprowadziła ją znów na ten beznadziejnie nieprzyjazny świat. Nie był, ale jego obecność wystarczała, siła ramion, objęcie, które mówiło, że Beltane jest już dawno za nimi.
Gdyby to od niej zależało, to nie puszczałaby go wcale. I rzeczywiście ów uścisk trwał zdecydowanie dłużej niż kiedykolwiek. A może to czas się zatrzymał, słodki jak miód produkowany w ulach Bertiego, domach bzyczących towarzyszek oddających kawałek istnienia jego ciastkom i jej kawie. Zatrzymał się i koił ten plaster, złocisty chłopiec w którym nie było tyleż napięcia i czujności co w Alastorze, zupełnie jakby byli odbiciem tej samej monety. Ciemność i jasność, gotowość i rozluźnienie. Podobnie jak podczas uścisku we troje, tak teraz gdy byli we dwójkę pośród tłumów, miała podobne, złudne wrażenie odpowiedniego w czasoprzestrzeń wpasowania. I to osadziło ją wystarczająco.
– Nie mogę stąd iść mam... mmam występ. – wymamrotała nie mając pojęcia jak wejdzie za moment na płonącą scenę, na miejsce kaźni, na polanę rozerwanych światów. Ale to nie było to miejsce. To nie był ten czas. Teraz powinni sięrelaksować, teraz powinni...
– Chodźmy do spożywczego coś zjeść. Coś słodkiego. Mm? Chodźmy, potrzebuję cukru, a przecież nie mogę zjeść Ciebie mm? – była wciąż w niego wczepiona, trochę drżąca, choć mniej tych prądów przechodziło przez ciało. Chroniła się pod płaszczem jego prawego ramienia, wiedząc, że jej brat ma ważniejsze teraz sprawy na głowę. – Chodźmy. – poprosiła i pociągnęła go do stoisk Nory, w poszukiwaniu jakiegoś skutecznego odwrócenia uwagi. Choć nie, ta już została odwrócona, teraz to trzeba było ugruntować. Czymś z dużą ilością lukru najlepiej.
razem z Bertim
potem do jedzenia Norki Figg
Nie był ciałem, które potrzebowała, nie był kotwicą, która zatrzymywała ją w rzeczywistym świecie, miłością, która przebiła błonę nieistnienia, błonę bezmyślności i sprowadziła ją znów na ten beznadziejnie nieprzyjazny świat. Nie był, ale jego obecność wystarczała, siła ramion, objęcie, które mówiło, że Beltane jest już dawno za nimi.
Gdyby to od niej zależało, to nie puszczałaby go wcale. I rzeczywiście ów uścisk trwał zdecydowanie dłużej niż kiedykolwiek. A może to czas się zatrzymał, słodki jak miód produkowany w ulach Bertiego, domach bzyczących towarzyszek oddających kawałek istnienia jego ciastkom i jej kawie. Zatrzymał się i koił ten plaster, złocisty chłopiec w którym nie było tyleż napięcia i czujności co w Alastorze, zupełnie jakby byli odbiciem tej samej monety. Ciemność i jasność, gotowość i rozluźnienie. Podobnie jak podczas uścisku we troje, tak teraz gdy byli we dwójkę pośród tłumów, miała podobne, złudne wrażenie odpowiedniego w czasoprzestrzeń wpasowania. I to osadziło ją wystarczająco.
– Nie mogę stąd iść mam... mmam występ. – wymamrotała nie mając pojęcia jak wejdzie za moment na płonącą scenę, na miejsce kaźni, na polanę rozerwanych światów. Ale to nie było to miejsce. To nie był ten czas. Teraz powinni sięrelaksować, teraz powinni...
– Chodźmy do spożywczego coś zjeść. Coś słodkiego. Mm? Chodźmy, potrzebuję cukru, a przecież nie mogę zjeść Ciebie mm? – była wciąż w niego wczepiona, trochę drżąca, choć mniej tych prądów przechodziło przez ciało. Chroniła się pod płaszczem jego prawego ramienia, wiedząc, że jej brat ma ważniejsze teraz sprawy na głowę. – Chodźmy. – poprosiła i pociągnęła go do stoisk Nory, w poszukiwaniu jakiegoś skutecznego odwrócenia uwagi. Choć nie, ta już została odwrócona, teraz to trzeba było ugruntować. Czymś z dużą ilością lukru najlepiej.