04.01.2023, 17:22 ✶
Największą ironią teraz by było, gdyby Sauriel zam zaczął liczyć kwiaty w bukietach, jakie będzie dawała mu jego matka dla Victorii. Ba, Lestrange była niemal pewna, że będzie to robił – mimowolnie. Liczył i sprawdzał czy jest parzyście czy nieparzyście. I na tą wizję nawet zachichotała, zakrywając sobie usta dłonią. Nie było po co, Sauriel i tam widział już, że rozbawiło ją coś, co zapewne nie powinno i o czym nie miał pojęcia, bo nie był dobrym synkiem i nie opanował legilimencji.
- Och, nawymyślali to ludzie, którzy nie posiadali odpowiedniej wiedzy. Kiedyś florystyka i bukieciarstwo związane były z obrządkami religijnymi, dekorowano tak świątynie. No i oczywiście jako bardzo wczesna i mało skuteczna forma ochrony przed czarną magią, czyli do odstraszania duchów i potworów z domu – Sauriel już to przecież wiedział: w czasach szkolnych była kujonką, ale ona nie uczyła się tylko po to, żeby zdać i zapomnieć. Uczyła się, bo lubiła to robić. A to, o czym mu teraz opowiadała, nie uczono w szkole. - No i oczywiście do zaklinania. Bo wierzyli, że przyjdzie do nich miłość, jeśli powieszą sobie pod sufitem odpowiednie kwiaty – nie sądziła, że zrobi się z tego taki mały wykład o historii florystyki, ale proszę bardzo. Chłop się zainteresował, a że Victoria czasami zachowywała się jak encyklopedia na dwóch nogach, to efekt był jaki był. - Oczywiście mówię o czasach szóstego wieku – czyli naprawdę już doość dawno. Szlachetna sztuka, którą uprawiały szlachetne domy czystej krwi oraz czarodziej półkrwi i mugolaki. I mugole. Sztuka, która łączyła ich wszystkich.
- Powiedziałam, że niech ci będzie – powtórzyła zupełnie niezrażona i zaintrygowana co to się stało, że Sauriel ma taką minę, jaką ma. Sama zaraz wróciła do studiowania menu, skoro zarządziła już, że tak czy siak chce zjeść. - Kiedy? – zapytała, nie podnoszą na niego nawet wzroku.
- Och, nawymyślali to ludzie, którzy nie posiadali odpowiedniej wiedzy. Kiedyś florystyka i bukieciarstwo związane były z obrządkami religijnymi, dekorowano tak świątynie. No i oczywiście jako bardzo wczesna i mało skuteczna forma ochrony przed czarną magią, czyli do odstraszania duchów i potworów z domu – Sauriel już to przecież wiedział: w czasach szkolnych była kujonką, ale ona nie uczyła się tylko po to, żeby zdać i zapomnieć. Uczyła się, bo lubiła to robić. A to, o czym mu teraz opowiadała, nie uczono w szkole. - No i oczywiście do zaklinania. Bo wierzyli, że przyjdzie do nich miłość, jeśli powieszą sobie pod sufitem odpowiednie kwiaty – nie sądziła, że zrobi się z tego taki mały wykład o historii florystyki, ale proszę bardzo. Chłop się zainteresował, a że Victoria czasami zachowywała się jak encyklopedia na dwóch nogach, to efekt był jaki był. - Oczywiście mówię o czasach szóstego wieku – czyli naprawdę już doość dawno. Szlachetna sztuka, którą uprawiały szlachetne domy czystej krwi oraz czarodziej półkrwi i mugolaki. I mugole. Sztuka, która łączyła ich wszystkich.
- Powiedziałam, że niech ci będzie – powtórzyła zupełnie niezrażona i zaintrygowana co to się stało, że Sauriel ma taką minę, jaką ma. Sama zaraz wróciła do studiowania menu, skoro zarządziła już, że tak czy siak chce zjeść. - Kiedy? – zapytała, nie podnoszą na niego nawet wzroku.