15.06.2024, 20:37 ✶
Kobieta na moment zastygła, gdy usłyszała słowa dziewczyny, ale zaraz potem jej uśmiech nabrał zupełnie innego tonu. Bardziej drapieżnego. Przestała być milutką babcią z dziwnym szalem, a stała się bardzo złowrogo wyglądającą wiedźmą, której domek z pewnością był z piernika, a w jego wnętrzu buchał bardzo niebezpiecznie piec. Jej paciorkowate oczka lustrowały Ritę, ale najwidoczniej uznała, że śliczna dziewczyna nie kłamie.
– Ależ oczywiście kochanieńka, doskonale trafiłaś. Mam dokładnie to czego on potrzebuje, ale ale... uważaj prosze, to bardzo... mmm... specyficzny okaz. – jej głos ściszył się niemal do szeptu, zmuszając Ritę do tego by się do niej pochyliła, by poczuła zapach starości doprawiony obficie wonią morkej ziemi, ziół i przepalonego tytoniu. Była tam też nutka wina jabłkowego. Wypitego teraz, czy wczoraj.. bez znaczenia.
Starowinka gdy tylko wypowiedziała swoje ostrzeżenie, uśmiechnęła się znów szeroko, zalśnił jej pojedynczy ząb twardo trzymający się dziąsła, a zaraz potem w ręce stażystki trafiła... skrzynka, dość wysoka, na trzydzieści cali, drewniana i... na oko nie były aż tak widoczne, ale z bliska widać było zabezpieczające na drewnie wydziabane runy.
Nim Rita zdążyła cokolwiek powiedzieć, nagle zza jej pleców padło:
– Aha! Mam was ptaszki! Handel nielegalnym towarem! To będzie sroga grzywna, a Ciebie czeka zamknięcie tego paskudnego straganu! – młody chłopak był na oko rówieśnikiem Rity. Ubrany był elegancko w szary mundur Brygady Uderzeniowej, a insygnia wskazywały na to, że pełni tę rolę raczej od bardzo niedawna. Był jednak bardzo przejęty, niemal zapowietrzony.
– Kochaneczku... – uśmiech nie schodził z pomarszczonej twarzy, ale w tym jednym słowie było tak wiele słodyczy, że aż strach przechodził po kręgosłupie. Była w tym jakaś zaszyta groźba, szczególnie że szal właśnie... podniósł łeb i okazał się być rzeczywiście udomowionym kuguharem pozbawionym jednego oka. – Jaki handel? Ten eksponat należy do panienki, ja w dłoniach nie mam ani grosza, nie było tu żadnej wymiany. – uniosła ręce brudne od ziemi ku górze. – A to, że Jessi Cię nie chciała, nie oznacza że musisz się...
– Dość! – niemal pisnął rudowłosy funkcjonariusz, oblany obficie rumieńcem. – A więc będzie nielegalne posiadanie nielegalnej rośliny o! Dziś się wywiniesz, ale nie jutro – pogroził palcem kobiecinie, i spojrzał gniewnie na Ritę, jakby to była jej wina, że ta cała akcja się nie udała. – Proszę ze mną, trzeba złożyć wyjaśnienia. Tylko bez żadnych numerów! – starał się brzmieć możliwie poważnie, ale przebijały przez jego słowa gniew i upokorzenie.
– Ależ oczywiście kochanieńka, doskonale trafiłaś. Mam dokładnie to czego on potrzebuje, ale ale... uważaj prosze, to bardzo... mmm... specyficzny okaz. – jej głos ściszył się niemal do szeptu, zmuszając Ritę do tego by się do niej pochyliła, by poczuła zapach starości doprawiony obficie wonią morkej ziemi, ziół i przepalonego tytoniu. Była tam też nutka wina jabłkowego. Wypitego teraz, czy wczoraj.. bez znaczenia.
Starowinka gdy tylko wypowiedziała swoje ostrzeżenie, uśmiechnęła się znów szeroko, zalśnił jej pojedynczy ząb twardo trzymający się dziąsła, a zaraz potem w ręce stażystki trafiła... skrzynka, dość wysoka, na trzydzieści cali, drewniana i... na oko nie były aż tak widoczne, ale z bliska widać było zabezpieczające na drewnie wydziabane runy.
Nim Rita zdążyła cokolwiek powiedzieć, nagle zza jej pleców padło:
– Aha! Mam was ptaszki! Handel nielegalnym towarem! To będzie sroga grzywna, a Ciebie czeka zamknięcie tego paskudnego straganu! – młody chłopak był na oko rówieśnikiem Rity. Ubrany był elegancko w szary mundur Brygady Uderzeniowej, a insygnia wskazywały na to, że pełni tę rolę raczej od bardzo niedawna. Był jednak bardzo przejęty, niemal zapowietrzony.
– Kochaneczku... – uśmiech nie schodził z pomarszczonej twarzy, ale w tym jednym słowie było tak wiele słodyczy, że aż strach przechodził po kręgosłupie. Była w tym jakaś zaszyta groźba, szczególnie że szal właśnie... podniósł łeb i okazał się być rzeczywiście udomowionym kuguharem pozbawionym jednego oka. – Jaki handel? Ten eksponat należy do panienki, ja w dłoniach nie mam ani grosza, nie było tu żadnej wymiany. – uniosła ręce brudne od ziemi ku górze. – A to, że Jessi Cię nie chciała, nie oznacza że musisz się...
– Dość! – niemal pisnął rudowłosy funkcjonariusz, oblany obficie rumieńcem. – A więc będzie nielegalne posiadanie nielegalnej rośliny o! Dziś się wywiniesz, ale nie jutro – pogroził palcem kobiecinie, i spojrzał gniewnie na Ritę, jakby to była jej wina, że ta cała akcja się nie udała. – Proszę ze mną, trzeba złożyć wyjaśnienia. Tylko bez żadnych numerów! – starał się brzmieć możliwie poważnie, ale przebijały przez jego słowa gniew i upokorzenie.