Przesunął palcami po inskrypcję na katafalku. Nie byłby Niewymownym od... Wielu lat, gdyby nie wiedział, na co patrzy. Triona albo oddała życie dla protekcji tego miejsca albo została zabita, aby je chronić. Był siłą tego miejsca, która chroni, jednak z jakiegoś powodu zbyt agresywnie.
Uniósł głowę w stronę Peppy, słuchając jej ze swojego miejsca, przekładając ciężar ciała na drugą stronę ciała, aby odciążyć kostkę. Chciał oprzeć się o kamień ostatniego spoczynku kobiety, ale wtedy panika w głosie Peppy dotarła do jego uszu, gwałcąc je dźwiękiem. Nagle zamiast dziewczyny mieli prosiaka, któremu tylko brakowało koronkowego czepka na głowie. Świetnie. Cudownie.
Millie by nie uciekła.
Gdyby Morpheus miał dostać knuta za każde spotkanie z nieumarłymi w ciągu tygodnia, miałby dwa knuty, co nie jest wielką sumą, ale nadal dziwne, że zdarzyło się to dwa razy. Musieli opracować jakiś plan.
— Jeśli to infernusy, to skuteczny będzie tylko ogień, ale nie możemy ich spalić na ziemi, bo zabiją nas rośliny. Spróbujmy unieść je w górę i wtedy je spopielić— spojrzał na Trionę. — Myślę, że trupy to ta czarna energia, która siłuje się z tą fioletową. Musimy wybronić tego miejsca, żeby móc później zbadać na jakiej podstawie zostało zbudowane fioletowe zaklęcie ochronne. Sądzę, że nieumarli chcą je zniszczyć, a ofiara z kukieł symbolizuję Trionę.
Nie chciał, nie miał przestrzeni na to, aby analizować swoje przeżycia wewnętrzne, chociaż twarz Peregrinusa pojawiła się w jego umyśle i z całkowicie innym filtrem myślowym. Zawstydzenie przybyło jako pierwsze, bo jak mógł myśleć o morderstwie tylko dlatego, że ktoś u kogoś myślał? Koniec końców nie byli wcale aż tak podobni, Vakel... Zasługiwał na szczęście. Nawet jeśli by bolało jak cholera, to byłby szczęśliwy wiedząc, że tamta dwójka odnajduje radość w swoim towarzystwie.
Łatwiej myśleć o własnej śmierci, myśląc o tym, że Dolohov ma coś więcej niż nienawiść i sławę, która napędza jego życie. Pociągnął nosem.
— Ambrosio, możesz chodzić? Nie mamy za wiele czasu.
Byli na straconej pozycji, nie widząc nadchodzących trupów, nie znając ich liczby, znajdując się wewnątrz osuwiska, komnaty, będącej miejscem ostatniego spoczynku ofiary. Zielarki Triony. Ktoś, może ona, musiał ukochać to miejsce, aby posunąć się do jego ochrony aż do śmierci człowieka. Coś powdpwoiadalo mu, że nie była ochotnikiem dla tej ofiary.
Machnął różdżką, jego szybkie ruchy trochę zmienione, aby nie obciążać kostki. Chronił kości, centrum mocy.
Sukces!
Sukces!