Gdy zaczęła wyciągać notatki, coś jej się przypomniało. Mężczyzna, któremu przypadkiem wydano klucz do jej domku. Czemu wtedy wydawał jej się taki oszałamiający i idealny? Czemu zazdrościła mu nawet jego badziewnego stroju? Prychnęła pod nosem. Jakie to było bez sensu. Przecież nigdy wcześniej nie porównywała się do tak przypadkowych ludzi.
Notatki nie pomogły za wiele, ale jednak jakaś informacja się w nich pojawiła.
— Ludzie mają tutaj tradycję palenia słomianej kukły na stosie. Robią to co roku. Ostatnią spalili w noc zniknięcia Bagshota. Niestety nie znalazłam, co dokładniej ma to symbolizować, więc być może to coś nieprzychylnego dla nas... i Bagshota — krzyknęła na tyle głośno, by osoby w dole ją usłyszały.
A po chwili krzyknęła ponownie, ale tym razem to nawet martwa Triona by usłyszała, jak i być może ewentualni pozostali w Windermere.
Zbladła, zamarła na chwilę, po czym chorobliwie zaczęła cofać się, nie zważając na pozostawioną torbę i notatki.
Krzyknęła znów kilka nieskładnych sylab, z których reszta mogła poskładać dopiero ostatnie z nich — Truposze!
Nie była w stanie stwierdzić, czy to ona jest ich celem, czy nie. Nawet się nad tym nie zastanawiała. Była zbyt przerażona. Pamiętała jednak, że za nią znajduje się dziura i dalsze wycofywanie się może się źle skończyć. Dlatego przemieniła się w prosiaka i rzuciła do ucieczki. Mijając urwisko, rzuciła się do najbliższych krzewów, by stamtąd obejrzeć się za siebie, czy żywe trupy wciąż za nią podążały..