04.01.2023, 19:01 ✶
Drgnął, słysząc jego komentarz i z tego też powodu lewitująca zapalniczka upadła głośno na stolik.
- Fergus.- mruknął ostrzegawczo kiedy ten się zapędzał. Uniósł rękę do oczu i palcami nacisnął ich kąciki.
- Musimy wyrobić sobie pewien nawyk. Wiesz co mam na myśli. - czuł, że będzie topniał od środka jeśli Fergus podsunie mu kilka podobnych tekstów. Czasami miał ochotę posłać wszystko do diabła, całe to pilnowanie się i po prostu zmienić plan spotkania na ten, który najbardziej nęcił. Mogą rozmawiać w zaciszu swojej prywatności i intymności. Z drugiej strony zdawał sobie sprawę, że muszą nauczyć się być obok siebie w miejscu publicznym aby nie wyrobić w sobie odruchu okazania uczucia przy niepowołanych osobach (w chwili obecnej przy nikim).
- Wolę, żebyś mi ułatwiał a nie utrudniał.- mimowolnie kącik jego ust drgał od powstrzymywanego uśmiechu. Popatrzył na niego nieco dłużej a gdy zdał sobie z tego sprawę poprawił się na krześle i upił spory łyk piwa.
- Im więcej opowiadasz tym moje samopoczucie jest lepsze.- to już wymamrotał spomiędzy ledwo otwierających się warg. Nabrał powietrza i skrzywił się od poplątanych zapachów piwa, cygara, papierosów, jedzenia, drewna, mokrej szmatki.
- No proszę, przejrzałem wzory.- uśmiechnął się, kiwając grzecznie głową na znak obietnicy udawania, że wciąż wierzy w to, co się powszechnie mówi. Miło jest wiedzieć jak to wygląda z zaplecza. Uch, znów się poczerwieniał kiedy przypomniał sobie co robili na zapleczu. Piwo wypił już do połowy a w tym tempie może dziś wyjść stąd slalomem.
Nastroszył brwi i zmarszczył czoło słysząc dziwne tony troski w jego głosie. Popatrzył nań z ukosa.
- Bo to raz w życiu oberwałem rykoszetem? Jak widać, jestem cały. - wzruszył ramionami. - Jeśli uważasz, że wymaga naprawy to mi ją napraw. - rozwiązanie było dla niego jasne jak słońce, nie upierał się teraz przy swoim bo nie czuł potrzeby zaklinać się, że wszystko jest w porządku. Rozmawiał w końcu z różdżkotwórcą i w tej dziedzinie mu ustępował, chcąc okazać też szacunek tej wiedzy jaką posiadał.
- To napraw mi ją do poniedziałku a zapłacę z nawiązką.- jego wzrok zalśnił, jakby miał na myśli wiele walut, nie tylko galeony. Trudno było to jednak odgadnąć z tej wiecznie zaciśniętej szczęki. Obrócił kufel, przyglądając się falującej tafli.
- Jeśli usprawnisz moją różdżkę to zminimalizujesz ryzyko utraty zdrowia w moim zawodzie o dziesięć procent. Pracuję gorliwie po to, aby dostawać przydział do rzadszych, niekiedy bardziej niebezpiecznych klątw. To coś jak awans jednak wiąże się to z wymaganiami nie tylko większej precyzji zaklęć, umiejętności ale i możliwością trwałych obrażeń. - nakreślił swój punkt widzenia, odnośnie jego zirytowanego zapytania czy "chce zginąć". Nagle zdał sobie sprawę, że Fergus tak naprawdę nie wie czym się Castiel zajmuje na co dzień. "Łamanie klątw" jest dosyć ogólnikowym określeniem, mającym bardzo szeroki wachlarz możliwości. Oparł brodę o swoje palce i spoglądał spokojnie na Fergusa choć wewnątrz żołądek miał związany z supeł z wielu powodów. Nie umiał rozluźniać się w tłumie.
- Fergus.- mruknął ostrzegawczo kiedy ten się zapędzał. Uniósł rękę do oczu i palcami nacisnął ich kąciki.
- Musimy wyrobić sobie pewien nawyk. Wiesz co mam na myśli. - czuł, że będzie topniał od środka jeśli Fergus podsunie mu kilka podobnych tekstów. Czasami miał ochotę posłać wszystko do diabła, całe to pilnowanie się i po prostu zmienić plan spotkania na ten, który najbardziej nęcił. Mogą rozmawiać w zaciszu swojej prywatności i intymności. Z drugiej strony zdawał sobie sprawę, że muszą nauczyć się być obok siebie w miejscu publicznym aby nie wyrobić w sobie odruchu okazania uczucia przy niepowołanych osobach (w chwili obecnej przy nikim).
- Wolę, żebyś mi ułatwiał a nie utrudniał.- mimowolnie kącik jego ust drgał od powstrzymywanego uśmiechu. Popatrzył na niego nieco dłużej a gdy zdał sobie z tego sprawę poprawił się na krześle i upił spory łyk piwa.
- Im więcej opowiadasz tym moje samopoczucie jest lepsze.- to już wymamrotał spomiędzy ledwo otwierających się warg. Nabrał powietrza i skrzywił się od poplątanych zapachów piwa, cygara, papierosów, jedzenia, drewna, mokrej szmatki.
- No proszę, przejrzałem wzory.- uśmiechnął się, kiwając grzecznie głową na znak obietnicy udawania, że wciąż wierzy w to, co się powszechnie mówi. Miło jest wiedzieć jak to wygląda z zaplecza. Uch, znów się poczerwieniał kiedy przypomniał sobie co robili na zapleczu. Piwo wypił już do połowy a w tym tempie może dziś wyjść stąd slalomem.
Nastroszył brwi i zmarszczył czoło słysząc dziwne tony troski w jego głosie. Popatrzył nań z ukosa.
- Bo to raz w życiu oberwałem rykoszetem? Jak widać, jestem cały. - wzruszył ramionami. - Jeśli uważasz, że wymaga naprawy to mi ją napraw. - rozwiązanie było dla niego jasne jak słońce, nie upierał się teraz przy swoim bo nie czuł potrzeby zaklinać się, że wszystko jest w porządku. Rozmawiał w końcu z różdżkotwórcą i w tej dziedzinie mu ustępował, chcąc okazać też szacunek tej wiedzy jaką posiadał.
- To napraw mi ją do poniedziałku a zapłacę z nawiązką.- jego wzrok zalśnił, jakby miał na myśli wiele walut, nie tylko galeony. Trudno było to jednak odgadnąć z tej wiecznie zaciśniętej szczęki. Obrócił kufel, przyglądając się falującej tafli.
- Jeśli usprawnisz moją różdżkę to zminimalizujesz ryzyko utraty zdrowia w moim zawodzie o dziesięć procent. Pracuję gorliwie po to, aby dostawać przydział do rzadszych, niekiedy bardziej niebezpiecznych klątw. To coś jak awans jednak wiąże się to z wymaganiami nie tylko większej precyzji zaklęć, umiejętności ale i możliwością trwałych obrażeń. - nakreślił swój punkt widzenia, odnośnie jego zirytowanego zapytania czy "chce zginąć". Nagle zdał sobie sprawę, że Fergus tak naprawdę nie wie czym się Castiel zajmuje na co dzień. "Łamanie klątw" jest dosyć ogólnikowym określeniem, mającym bardzo szeroki wachlarz możliwości. Oparł brodę o swoje palce i spoglądał spokojnie na Fergusa choć wewnątrz żołądek miał związany z supeł z wielu powodów. Nie umiał rozluźniać się w tłumie.