04.01.2023, 20:09 ✶
Nie widziała żadnej ujmy w tym, że to nie jej "wybranek" zajmował się dobieraniem bukietu, że w ogóle o nim nie myślał i gdyby nie jego matka, to pojawiłby się z pustymi rękoma. To był już trzeci bukiecik; był bardzo zgrabny, kwiaty były śliczne, ale Victorii najbardziej podobał się chyba zapach.
Czy Victoria była religijna? Tak sobie. Ale i tak bliżej jej było do obrządków i religii, które wyznawali czarodzieje, a nie mugole. Znała oczywiście daty czarodziejskich świąt, jak Ostara, Beltane, Yule i tak dalej – i jeśli miałaby coś świętować, to właśnie te. Sama za to bardzo wątpiła, by Sauriel był religijny. Ale może po prostu powinni sobie opracować kwestionariusz pytań podstawowych i wzajemnie na nie odpowiedzieć, by potem nie było takich wątpliwości, jak miał Sauriel: że nie wiedział i w sumie się bał nawet wspomnieć, żeby nie było znowu obrażonej dumy Victorii i skarżenia rodzicom. Ostatecznie brunetka była osobą, która dość mocno kierowała się przecież logiką, na pewno był sposób, by się dogadać bez szkody dla nikogo.
- Pewnie, że ma. Nasze różdżki, eliksiry, świece zapachowe i pewnie wiele innych – przecież różdżki były wykonane z określonego drewna, jedne nadawały się bardziej do zaklęć, jedne do transmutacji, jedne symbolizowały, że właściciel stanie się kimś wielkim. Ale Victoria w zasadzie był jednocześnie zaskoczona i całkiem zadowolona, że Sauriel w ogóle ją słuchał i nawet o czymś z tym związanym myślał, a nie tylko był tutaj ciałem (i niekoniecznie duchem). - Oczywiście, że są. Oszołomów nie brakuje – Victoria się skrzywiła. Jeśli był, ktoś, kim szczerze gardziła, to kimś kto jest ignorantem i nic nie próbuj w związku z tym zrobić. Naprawdę. Mugoli mogła tolerować, ba, teraz kiedy nasiliły się ataki czarnoksiężników i co jakiś czas ginęli mugole, to siłę rzeczy miała z nimi styczność. Najczęściej z martwymi, ale nie tylko. Zresztą w Departamencie Magicznych Wypadków i Katastrof też miała styczność z mugolami. I naprawdę… To tolerowała, jakoś. Ostatecznie to nie ich wina, że urodzili się poza tym magicznym światem. Ale ignoranci? Nie. Oni urodzili się mogąc wiedzieć i celowo wybierali życie z klapkami na oczach.
- Pytałam kiedy sobie żartowałeś – uśmiechnęła się, podnosząc w końcu spojrzenie znad karty. - Ale w zasadzie to i taka odpowiedź mi wystarczy – i przeniosła wzrok z Sauriela na kelnera, który gdzieś się tam kręcił, a wyczuwszy na sobie świdrujące spojrzenie kobiety, zaraz się pojawił, by przyjąć od nich zamówienie. Victoria coś tam sobie wybrała, poprosiła też o wino i rozsiadła się wygodniej.
Czy Victoria była religijna? Tak sobie. Ale i tak bliżej jej było do obrządków i religii, które wyznawali czarodzieje, a nie mugole. Znała oczywiście daty czarodziejskich świąt, jak Ostara, Beltane, Yule i tak dalej – i jeśli miałaby coś świętować, to właśnie te. Sama za to bardzo wątpiła, by Sauriel był religijny. Ale może po prostu powinni sobie opracować kwestionariusz pytań podstawowych i wzajemnie na nie odpowiedzieć, by potem nie było takich wątpliwości, jak miał Sauriel: że nie wiedział i w sumie się bał nawet wspomnieć, żeby nie było znowu obrażonej dumy Victorii i skarżenia rodzicom. Ostatecznie brunetka była osobą, która dość mocno kierowała się przecież logiką, na pewno był sposób, by się dogadać bez szkody dla nikogo.
- Pewnie, że ma. Nasze różdżki, eliksiry, świece zapachowe i pewnie wiele innych – przecież różdżki były wykonane z określonego drewna, jedne nadawały się bardziej do zaklęć, jedne do transmutacji, jedne symbolizowały, że właściciel stanie się kimś wielkim. Ale Victoria w zasadzie był jednocześnie zaskoczona i całkiem zadowolona, że Sauriel w ogóle ją słuchał i nawet o czymś z tym związanym myślał, a nie tylko był tutaj ciałem (i niekoniecznie duchem). - Oczywiście, że są. Oszołomów nie brakuje – Victoria się skrzywiła. Jeśli był, ktoś, kim szczerze gardziła, to kimś kto jest ignorantem i nic nie próbuj w związku z tym zrobić. Naprawdę. Mugoli mogła tolerować, ba, teraz kiedy nasiliły się ataki czarnoksiężników i co jakiś czas ginęli mugole, to siłę rzeczy miała z nimi styczność. Najczęściej z martwymi, ale nie tylko. Zresztą w Departamencie Magicznych Wypadków i Katastrof też miała styczność z mugolami. I naprawdę… To tolerowała, jakoś. Ostatecznie to nie ich wina, że urodzili się poza tym magicznym światem. Ale ignoranci? Nie. Oni urodzili się mogąc wiedzieć i celowo wybierali życie z klapkami na oczach.
- Pytałam kiedy sobie żartowałeś – uśmiechnęła się, podnosząc w końcu spojrzenie znad karty. - Ale w zasadzie to i taka odpowiedź mi wystarczy – i przeniosła wzrok z Sauriela na kelnera, który gdzieś się tam kręcił, a wyczuwszy na sobie świdrujące spojrzenie kobiety, zaraz się pojawił, by przyjąć od nich zamówienie. Victoria coś tam sobie wybrała, poprosiła też o wino i rozsiadła się wygodniej.