04.01.2023, 20:22 ✶
Frustracja Fergusa mieszała się z przyciąganiem. Odczuwał to coraz wyraźniej i szczerze mówiąc, oprócz tłumionego podekscytowania budziło się w nim zirytowanie. Nie życzył sobie zmian nastroju w trakcie tej rozmowy bowiem potrzebował ukojenia w spokoju. Chciał poznawać go, słuchać i odciągać myśli od swojego zniecierpliwienia a Fergus uważał, że to nudne spotkanie skoro nie może go prowokować. Tak trudno było mu powstrzymać zaciśnięcie zębów i uporczywe trzymanie się barwnych tematów rozmów. Trzeba jakoś funkcjonować. Muszą nauczyć siebie kontrolować bowiem wykrycie wiązało się z utratą honoru rodziny. Nie chciał być wydziedziczony ale zarazem nie chciał z niego rezygnować. Nikt nie mówił, że będzie im łatwo lecz na litość Merlina, mógłby od czasu do czasu współpracować.
- Zwykłe zniecierpliwienie cudzą opieszałością z podjęciem decyzji. Są kwestie i dziedziny przy których cierpliwość słono mnie kosztuje. Rozmawiam z tobą żeby zabić w sobie chęć ponaglania.- chętnie podzielił się swoją bolączką a napięcie w tonie głosu zdradzało jak mocno ta sprawa go uwierała. Przez to wszystko coraz bardziej się spinał. Nie odpoczywał tutaj, to nie był jego świat. Zastanawiał się czy nie popełnił błędu wybierając to miejsce. Mógł wybrać się do tej klubokawiarni z pysznymi pączkami, którymi nakarmiła go niegdyś Brenna.
- Nie potrzebuję czarnowidzenia. - zabrzmiał oschle ale już raz zignorował jego odzywkę i drugi raz nie zamierzał. Co go ugryzło? Nagle zaczął się denerwować i palić papierosa dmuchając dymem prosto w jego twarz. Jednocześnie znów go prowokował, utrudniał zachowanie spokoju. W końcu Fergus osiągnął to, co chyba próbował stworzyć - Flint się zwyczajnie zdenerwował. W nosie miał jego przeprosiny. Zacisnął mocniej palce na uchu kufla a resztki piwa zabulgotały groźnie, zdradzając reakcję magiczną ściśle związaną z nastrojem siedzącego tu Casa. Otrzymywał zbyt dużo bodźców i informacji w chwili kiedy nie odnalazł się przy poprzedniej fali słów i emocji. W jego oczach namalowało się zaskoczenie, zasłonięte zaraz to zirytowaniem. Sięgnął nad stołem po papierosa, którego Fergus miał zamiar kolejny raz wsunąć do ust. Zabrał mu go i obejrzał sobie z bliska wypalającą się linię gilsy i proces powstawania popiołu.
- Wiele rzeczy się dzisiaj o tobie dowiaduję. Powiedz mi tylko co cię, do jasnej avady, ugryzło, że próbujesz mnie zdenerwować? Zaczyna ci się to udawać, a zapewniam, że w ostatnich dniach nie jestem ucieleśnieniem cierpliwości i spokoju.- mówił szybko, niegłośno ale na tyle słyszalnie by słowa mogły bez problemu dotrzeć do jego uszu.
- Najpierw się cieszysz kiedy opowiadasz mi o swojej pracy, później mnie opieprzasz bez powodu, teraz przypadkiem wyjawiasz, że znasz się trochę na klątwach, raz mnie prowokujesz, potem się irytujesz. Możesz mi powiedzieć co jest grane? Odnoszę wrażenie, że chcesz żebym tu z tobą siedział i jednocześnie się na mnie z tego powodu wściekasz.- może jeśli wyjawi wprost swoje odczucia to dojdą do jakiegoś rozwiązania? Nie chciał znów zamawiać piwa aby wyciszyć spięcie. Preferował bardziej zdrowe metody odreagowywania. Mimo tej zasady przysunął papierosa do swoich ust i lekko zaciągnął się tytoniem, wpuszczając do płuc ulubioną przez Fergusa truciznę. Od razu oczy zaszły łzami a w krtani wywiązał się kaszel. Organizm protestował choć dzięki temu otaczał go znajomy już zapach papierosów, kojarzących się z Fergusem, a nie mętlik aromatów płynących z gospody. Oddał mu papierosa, dziękując za taką truciznę.
- Zwykłe zniecierpliwienie cudzą opieszałością z podjęciem decyzji. Są kwestie i dziedziny przy których cierpliwość słono mnie kosztuje. Rozmawiam z tobą żeby zabić w sobie chęć ponaglania.- chętnie podzielił się swoją bolączką a napięcie w tonie głosu zdradzało jak mocno ta sprawa go uwierała. Przez to wszystko coraz bardziej się spinał. Nie odpoczywał tutaj, to nie był jego świat. Zastanawiał się czy nie popełnił błędu wybierając to miejsce. Mógł wybrać się do tej klubokawiarni z pysznymi pączkami, którymi nakarmiła go niegdyś Brenna.
- Nie potrzebuję czarnowidzenia. - zabrzmiał oschle ale już raz zignorował jego odzywkę i drugi raz nie zamierzał. Co go ugryzło? Nagle zaczął się denerwować i palić papierosa dmuchając dymem prosto w jego twarz. Jednocześnie znów go prowokował, utrudniał zachowanie spokoju. W końcu Fergus osiągnął to, co chyba próbował stworzyć - Flint się zwyczajnie zdenerwował. W nosie miał jego przeprosiny. Zacisnął mocniej palce na uchu kufla a resztki piwa zabulgotały groźnie, zdradzając reakcję magiczną ściśle związaną z nastrojem siedzącego tu Casa. Otrzymywał zbyt dużo bodźców i informacji w chwili kiedy nie odnalazł się przy poprzedniej fali słów i emocji. W jego oczach namalowało się zaskoczenie, zasłonięte zaraz to zirytowaniem. Sięgnął nad stołem po papierosa, którego Fergus miał zamiar kolejny raz wsunąć do ust. Zabrał mu go i obejrzał sobie z bliska wypalającą się linię gilsy i proces powstawania popiołu.
- Wiele rzeczy się dzisiaj o tobie dowiaduję. Powiedz mi tylko co cię, do jasnej avady, ugryzło, że próbujesz mnie zdenerwować? Zaczyna ci się to udawać, a zapewniam, że w ostatnich dniach nie jestem ucieleśnieniem cierpliwości i spokoju.- mówił szybko, niegłośno ale na tyle słyszalnie by słowa mogły bez problemu dotrzeć do jego uszu.
- Najpierw się cieszysz kiedy opowiadasz mi o swojej pracy, później mnie opieprzasz bez powodu, teraz przypadkiem wyjawiasz, że znasz się trochę na klątwach, raz mnie prowokujesz, potem się irytujesz. Możesz mi powiedzieć co jest grane? Odnoszę wrażenie, że chcesz żebym tu z tobą siedział i jednocześnie się na mnie z tego powodu wściekasz.- może jeśli wyjawi wprost swoje odczucia to dojdą do jakiegoś rozwiązania? Nie chciał znów zamawiać piwa aby wyciszyć spięcie. Preferował bardziej zdrowe metody odreagowywania. Mimo tej zasady przysunął papierosa do swoich ust i lekko zaciągnął się tytoniem, wpuszczając do płuc ulubioną przez Fergusa truciznę. Od razu oczy zaszły łzami a w krtani wywiązał się kaszel. Organizm protestował choć dzięki temu otaczał go znajomy już zapach papierosów, kojarzących się z Fergusem, a nie mętlik aromatów płynących z gospody. Oddał mu papierosa, dziękując za taką truciznę.