Geraldine również nie do końca rozumiała to, co właściwie działo się w Windermere. Miała przyjechać tu odetchnąć, w miłym towarzystwie, może towarzystwo nadal było miłe, jednak o spokojnym oddychaniu było coraz ciężej mówić, szczególnie pod wodą.
Gdy Esmé otworzył szerzej oczy dotarło do niej, że wreszcie zrozumiał, o czym mówiła. Rozmowy pod wodą nie należały do najprostszych, szczególnie, kiedy miało się na twarzy bańkę, która miała umożliwić oddychanie, przy okazji przeszkadzała jednak w przekazywaniu swoich myśli. Trochę żałowała, że nigdy nie wpadła na to, aby nauczyć się fal, bo chyba osoby, które to potrafiły mogły bez słów informować o tym, co myślą. Cóż, jak widać jej wybory życiowe nigdy nie przynosiły niczego dobrego.
Nie sądziła, że przyjdzie jej w takim miejscu zapoznać Esmé ze swoim wampirzym bratem, cóż jego osoba mogła być dosyć kontrowersyjna w niektórych kręgach, bo przecież nie był do końca żywy. Rowle na pewno zauważy, że coś jest z nim nie tak, skoro bez mniejszego problemu mógł się poruszać w wodzie, to znaczy pod wodą oddychać, a raczej nie oddychać. Nie potrzebował tlenu, bo nie żył, przynajmniej nie tak do końca. Później będzie się martwiła tym, jak mu to wyjaśni. Nie zamierzała zbyt szybko opowiadać mu o swoich rodzinnych tajemnicach, jak widać nie zawsze wszystko szło po jej myśli, jednak nie był to odpowiedni moment. No i nie bardzo miała jak teraz wytłumaczyć mu tego wszystkiego.
Yaxley udało się uwolnić brata z celi, jedna z nielicznych rzeczy, która jej się dzisiaj udała. Miała wrażenie, że jej umiejętności nigdy nie zawodziły, kiedy w grę chodziło bezpieczeństwo jej brata. Może to jakaś siła podświadomości? Którą miały starsze siostry, nie miała pojęcia, jak inaczej można było to właściwie wytłumaczyć.
Widziała, że tryton, który był uwięziony w jednej z cel mówił coś do Esmé. Przeniosła spojrzenie na brata, jakby chciała go zapytać, co o tym wszystkim myśli. Co mieli teraz robić, może powinni go uwolnić, może to stworzenie wiedziało, gdzie mogą znaleźć jakieś rozwiązanie.
Widziała, że mają kilka dróg do wyboru, nie do końca chyba jednak chciała podejmować decyzję, brać na siebie odpowiedzialność za to, gdzie popłyną.
Czuła, że jest tu więcej stworzeń, jej zmysły ją o tym informowały. Astaroth pewnie też to wiedział, póki co jednak nie znajdowały się odpowiednio blisko. Mieli czas, żeby zastanowić się nad tym, co zrobić.
Nie zamierzała jednak zwlekać zbyt długo. Machnęła różdżką i mruknęła pod nosem zaklęcie, które miało oswobodzić tego nieszczęsnego trytona, który najwyraźniej był w tym wszystkim ich sojusznikiem. Może on będzie wiedział w którą stronę powinni płynąć.
Akcja nieudana
Sukces!
kształtowanie sił, która uwolni naszego trytonka