16.06.2024, 19:53 ✶
Dopiero teraz, gdy praktycznie stał już pod domem, zdał sobie sprawę z tego, że jego genialny plan na "pobudzenie się" był nieco dziurawy. Udało mu się nieco rozbudzić i nie ciągnęło go już aż tak do spania, ale jednocześnie był całkowicie przemoczony. Żeby dotrzeć do swojego pokoju, musiał przejść przez aptekę, w której zapewne spotka rodziców. Miał dziwne, nieprzyjemne przeczucie, że jego matuli wyjątkowo mocno nie spodoba się to, jak aktualnie wygląda. Gwałtownie zatrzymał się w miejscu, zastanawiając się, co powinien zrobić. Wkraść się zapleczem? Niby by mógł, ale zapomniał klucz. Opowiedzieć, że ochlapało go przejeżdżające miastem auto? W to uwierzyłby co najwyżej ojciec. Poza tym nie do końca chciał ich okłamywać. W takim razie... może magia? Mógł nieco osuszyć ubrania i włosy. Tak, to brzmiało jak dobry plan. Już chciał sięgnąć po różdżkę, ale nagle poczuł stukanie w ramię. Był zbyt zmęczony, żeby jego mózg poradził sobie z wykonywaniem kilku rzeczy jednocześnie. Bez większego namysłu się odwrócił, pozbycie się nadmiaru zostawiając na później. O ile wtedy jeszcze będzie o tym pamiętał.
— Słucha... och, Brenna? — zaczął, lekko zaskoczony jej obecnością. Skąd ona się tutaj wzięła? Ewidentnie musiał jej nie zauważyć i przejść obok. Cholera, chyba naprawdę był przemęczony. Przez jego głowę przewijało się wiele różnych myśli, ale w tej chwili skupił się na niej. Dopiero teraz zauważył, że nie miała żadnego parasola, co zdecydowanie mu się nie spodobało. Głupie i nierozsądne, co będzie, jeśli się przez to wszystko przeziębi? Bez większego zastanowienia wyciągnął różdżkę i zgrabnym machnięciem przywołał parasol na tyle duży, żeby zakryć ją w całości. Dzięki temu sam Cedric również zyskał nieco osłony, mniej więcej do połowy ciała. Jego plecy wciąż obrywały rzęsistym deszczem, ale nawet nie zwracał na to uwagi. — Nie powinnaś stać w deszczu. Jest chłodno. Poza tym, jeśli n mnie szukałaś, mogłaś poczekać w aptece. Mama z pewnością ucieszyłaby się z Twojej wizyty — rzucił nieco surowo, posyłając jej przy tym oceniające spojrzenie. Nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, ile było w nim teraz hipokryzji.
Jej pytanie było dość bezpośrednie i nieco specyficzne, ale w tym stanie nie zdziwiłoby go nawet stado słoni przebiegające ulicą.
— Co prawda jestem po godzinach pracy, ale dla bliskich i przyjaciół dostępny jestem zawsze. W czym mogę pomóc? Co się stało? — zagaił, posyłając jej przyjazne, zatroskane spojrzenie.
— Słucha... och, Brenna? — zaczął, lekko zaskoczony jej obecnością. Skąd ona się tutaj wzięła? Ewidentnie musiał jej nie zauważyć i przejść obok. Cholera, chyba naprawdę był przemęczony. Przez jego głowę przewijało się wiele różnych myśli, ale w tej chwili skupił się na niej. Dopiero teraz zauważył, że nie miała żadnego parasola, co zdecydowanie mu się nie spodobało. Głupie i nierozsądne, co będzie, jeśli się przez to wszystko przeziębi? Bez większego zastanowienia wyciągnął różdżkę i zgrabnym machnięciem przywołał parasol na tyle duży, żeby zakryć ją w całości. Dzięki temu sam Cedric również zyskał nieco osłony, mniej więcej do połowy ciała. Jego plecy wciąż obrywały rzęsistym deszczem, ale nawet nie zwracał na to uwagi. — Nie powinnaś stać w deszczu. Jest chłodno. Poza tym, jeśli n mnie szukałaś, mogłaś poczekać w aptece. Mama z pewnością ucieszyłaby się z Twojej wizyty — rzucił nieco surowo, posyłając jej przy tym oceniające spojrzenie. Nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, ile było w nim teraz hipokryzji.
Jej pytanie było dość bezpośrednie i nieco specyficzne, ale w tym stanie nie zdziwiłoby go nawet stado słoni przebiegające ulicą.
— Co prawda jestem po godzinach pracy, ale dla bliskich i przyjaciół dostępny jestem zawsze. W czym mogę pomóc? Co się stało? — zagaił, posyłając jej przyjazne, zatroskane spojrzenie.