16.06.2024, 20:12 ✶
Namioty cyrkowe w ogrodzie, nieopodal występów cyrkowców
Nie otrzymałem już ani jednego słowa. Ani jednego słowa. Żadnego słowa. Cisza, brak wyrazu - to mnie spotkało. Jakbym był powietrzem, a nie troszczącym się bratem... albo partnerem... może? Albo po prostu już nikim...?
Czy aby na pewno? Może jednak się myliłem, może przesadzałem w osądzie? Zważmy, że wcześniej zwrócił moją uwagę na gwiazdy. Co z tymi gwiazdami?! Były jedynie tłem czy ważnym komunikatem?! Potrzebowałem informacji! Potrzebowałem uwagi, miłości albo... chociaż odpowiedzi, czy bolało? Czy bolało mocno? Pytałem bardziej z troski, nie zaś dla własnej uciechy. Nie chciałem już go bić dla własnej satysfakcji, ale on o tym nie wiedział, bo nie zdążyłem mu o tym powiedzieć. Tak na dobrą sprawę, niewiele mu powiedziałem. Nie zdążyłem. Wszystko działo się tak szybko, wszędzie byli potencjalni świadkowie, a ja tak bardzo pragnąłem... mu powiedzieć tak wiele, że go kocham, że mi na nim zależy, że te przeprosiny były prawdziwe, że tęsknię, że mi go brakuje, że cierpię, że chciałbym się do niego przytulić... Trochę tego było.
Ale z pewnością go bolało, gdyż podkreślił ochroniarzowi, że będzie miał siniaka przez to zdarzenie, ten incydent. Najgorzej, bo znał tego ochroniarza z imienia. Może znali się od dawna? Może nawet ze Ścieżek? Może był jedną z tych osób, z którymi Flynn był naprawdę blisko? Raz czy dwa, a może częściej...? Pełen obaw, aż przyjrzałem mu się uważniej, ale Flynn był aktualnie taki oficjalny, tak do bólu oficjalny, że ciężko było mi określić, czy mieli jakieś inne relacje poza tymi służbowymi. Zresztą, do mnie również się nie przyznawał zanadto, poza suchym wspomnieniem o bracie. Tylko brat. I powiedział jedynie swoje, i poszedł, nie podarowawszy mi ani jednego spojrzenia.
To był ewidentny koniec. Zostawił mnie samego, a ja wpatrywałem się jak odchodzi w pośpiechu. Widziałem jedynie jego plecy, przez zdecydowanie zbyt krótką chwilę. Nic nie mogłem zrobić, nic na to poradzić, bo wokół ludzie się bawili, moi ludzie występowali wraz z ogniem... Powinienem nad tym czuwać, jakoś ich wspomagać, ale zdawałem się być daleko od tego wszystkiego. Właśnie te gwiazdy, o których mówił Flynn, te gwiazdy z nieba spadały na mnie, spadały i mnie przygniatały. Potrzebowałem zniknąć, zniknąć i usiąść, więc pożegnałem się sztywnym skinieniem głowy z ochroniarzem albo mu po prostu przytaknąłem na słowa Flynna, po czym zniknąłem w jednym z namiotów.
Przysiadłem tam na jakiś czas, na chociażby drobną chwilę, żeby nieco ochłonąć, zanim znowu będę musiał wysłuchiwać czyichś uwag i innych wymagań odnośnie cyrkowców i ich występów.
Nie otrzymałem już ani jednego słowa. Ani jednego słowa. Żadnego słowa. Cisza, brak wyrazu - to mnie spotkało. Jakbym był powietrzem, a nie troszczącym się bratem... albo partnerem... może? Albo po prostu już nikim...?
Czy aby na pewno? Może jednak się myliłem, może przesadzałem w osądzie? Zważmy, że wcześniej zwrócił moją uwagę na gwiazdy. Co z tymi gwiazdami?! Były jedynie tłem czy ważnym komunikatem?! Potrzebowałem informacji! Potrzebowałem uwagi, miłości albo... chociaż odpowiedzi, czy bolało? Czy bolało mocno? Pytałem bardziej z troski, nie zaś dla własnej uciechy. Nie chciałem już go bić dla własnej satysfakcji, ale on o tym nie wiedział, bo nie zdążyłem mu o tym powiedzieć. Tak na dobrą sprawę, niewiele mu powiedziałem. Nie zdążyłem. Wszystko działo się tak szybko, wszędzie byli potencjalni świadkowie, a ja tak bardzo pragnąłem... mu powiedzieć tak wiele, że go kocham, że mi na nim zależy, że te przeprosiny były prawdziwe, że tęsknię, że mi go brakuje, że cierpię, że chciałbym się do niego przytulić... Trochę tego było.
Ale z pewnością go bolało, gdyż podkreślił ochroniarzowi, że będzie miał siniaka przez to zdarzenie, ten incydent. Najgorzej, bo znał tego ochroniarza z imienia. Może znali się od dawna? Może nawet ze Ścieżek? Może był jedną z tych osób, z którymi Flynn był naprawdę blisko? Raz czy dwa, a może częściej...? Pełen obaw, aż przyjrzałem mu się uważniej, ale Flynn był aktualnie taki oficjalny, tak do bólu oficjalny, że ciężko było mi określić, czy mieli jakieś inne relacje poza tymi służbowymi. Zresztą, do mnie również się nie przyznawał zanadto, poza suchym wspomnieniem o bracie. Tylko brat. I powiedział jedynie swoje, i poszedł, nie podarowawszy mi ani jednego spojrzenia.
To był ewidentny koniec. Zostawił mnie samego, a ja wpatrywałem się jak odchodzi w pośpiechu. Widziałem jedynie jego plecy, przez zdecydowanie zbyt krótką chwilę. Nic nie mogłem zrobić, nic na to poradzić, bo wokół ludzie się bawili, moi ludzie występowali wraz z ogniem... Powinienem nad tym czuwać, jakoś ich wspomagać, ale zdawałem się być daleko od tego wszystkiego. Właśnie te gwiazdy, o których mówił Flynn, te gwiazdy z nieba spadały na mnie, spadały i mnie przygniatały. Potrzebowałem zniknąć, zniknąć i usiąść, więc pożegnałem się sztywnym skinieniem głowy z ochroniarzem albo mu po prostu przytaknąłem na słowa Flynna, po czym zniknąłem w jednym z namiotów.
Przysiadłem tam na jakiś czas, na chociażby drobną chwilę, żeby nieco ochłonąć, zanim znowu będę musiał wysłuchiwać czyichś uwag i innych wymagań odnośnie cyrkowców i ich występów.