17.06.2024, 01:26 ✶
- Nic mi nie jest - powiedziała uspokajająco do Morpheusa, na moment spoglądając na niego czujnie, bo wpadł to tej dziury całkiem źle i przestępował z nogi na nogę, wyraźnie jedną oszczędzając. Ale ona sama czuła, że w tym miejscu coś było - że siły wracają i nawet ten upadek, który przed chwilą zaliczyła, nie trzyma jej w swojej mocy tak długo, jak mogłaby się tego spodziewać.
Wsparła się na ramieniu Alexandra, palcami drugiej ręki przeczesując trawę w poszukiwaniu różdżki, a kiedy ją złapała, szybko przyciągnęła ją do siebie. Spojrzenie zielonych oczu przetoczyło się dookoła, ale nie natrafiło już na Trionę. Ta zniknęła, kiedy tylko Ambrosia poczuła się lepiej.
- To nie duch - powiedziała, tym razem rozglądając się za wypuszczoną z dłoni czaszką Robertsa. - To bardziej echo, napędzane magią, która działa w tym miejscu - na moment zamilkła, kiwając tylko do Alexa głową, że już jest dobrze, żeby zaraz odsunąć się od niego i wyciągnąć czaszkę z trawy. To było głupie, ale możliwość potrzymania czegoś w rękach uspokajał ją trochę. - Mugole nie mogą stać się duchami. Pamiętacie? Złożył ofiarę z mugolni, a nie z czarownicy. Tak było napisane na karteczce, którą znalazłam wcześniej. Ona nie żąda ofiary. Ona była ofiarą - spojrzała na ołtarz gdzie znajdowały się kości Triony.
Na słowa Morpheusa pokiwała głową, bo pewnie była w stanie gdzieś dalej się przemieścić, ale zamiast zaprezentować swoje nowo odzyskane umiejętności przemieszczania się, usiadła na ziemi po turecku, opierając się plecami o ołtarz.
- Jesteśmy w dziurze, nie wiemy gdzie iść, nie wiemy ile ich jest, a ta głupia dziewucha uciekła - powiedziała, spoglądając Morpheusowi w oczy. - Jeśli trzeba będzie to albo mnie zanieście albo obudźcie - ułożyła czaszkę na podołku, obejmując ją dłońmi. A potem spróbowała odpłynąć. Chciała wyjść z ciała, a potem rozejrzeć się; czy za porośniętymi bluszczem ścianami tego miejsca coś znajdowało. Czy było tam przejście, ale czy tak, czy nie, potem chciała wrócić na nasyp żeby zorientować się gdzie są nieumarli i ilu ich było.
nekro na eksterioryzację
Wsparła się na ramieniu Alexandra, palcami drugiej ręki przeczesując trawę w poszukiwaniu różdżki, a kiedy ją złapała, szybko przyciągnęła ją do siebie. Spojrzenie zielonych oczu przetoczyło się dookoła, ale nie natrafiło już na Trionę. Ta zniknęła, kiedy tylko Ambrosia poczuła się lepiej.
- To nie duch - powiedziała, tym razem rozglądając się za wypuszczoną z dłoni czaszką Robertsa. - To bardziej echo, napędzane magią, która działa w tym miejscu - na moment zamilkła, kiwając tylko do Alexa głową, że już jest dobrze, żeby zaraz odsunąć się od niego i wyciągnąć czaszkę z trawy. To było głupie, ale możliwość potrzymania czegoś w rękach uspokajał ją trochę. - Mugole nie mogą stać się duchami. Pamiętacie? Złożył ofiarę z mugolni, a nie z czarownicy. Tak było napisane na karteczce, którą znalazłam wcześniej. Ona nie żąda ofiary. Ona była ofiarą - spojrzała na ołtarz gdzie znajdowały się kości Triony.
Na słowa Morpheusa pokiwała głową, bo pewnie była w stanie gdzieś dalej się przemieścić, ale zamiast zaprezentować swoje nowo odzyskane umiejętności przemieszczania się, usiadła na ziemi po turecku, opierając się plecami o ołtarz.
- Jesteśmy w dziurze, nie wiemy gdzie iść, nie wiemy ile ich jest, a ta głupia dziewucha uciekła - powiedziała, spoglądając Morpheusowi w oczy. - Jeśli trzeba będzie to albo mnie zanieście albo obudźcie - ułożyła czaszkę na podołku, obejmując ją dłońmi. A potem spróbowała odpłynąć. Chciała wyjść z ciała, a potem rozejrzeć się; czy za porośniętymi bluszczem ścianami tego miejsca coś znajdowało. Czy było tam przejście, ale czy tak, czy nie, potem chciała wrócić na nasyp żeby zorientować się gdzie są nieumarli i ilu ich było.
nekro na eksterioryzację
Rzut N 1d100 - 38
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut N 1d100 - 34
Akcja nieudana
Akcja nieudana
she was a gentle
sort of horror
sort of horror