17.06.2024, 09:17 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.06.2024, 09:37 przez Mirabella Plunkett.)
Morpheus, Anthony, Penny, Philip, Pandora
Morpheus rzucił zaklęcie, tworząc płomień. Jeżeli jednak spodziewał się słupa śmiercionośnego ognia, to się przeliczył: najwyraźniej nie tylko jego trzecie oko postanowiło dzisiaj być kapryśne, a do fochów dołączyła różdżka, bo wystrzeliła zaledwie kilka ognistych jęzorów. Nie dosięgnęły środka rośliny, ale zaledwie musnęły jedną z macek, nie robiąc jej większej krzywdy. Jednak jedno Longbottomowi się udało - macka cofnęła się i zrezygnowała z atakowania Penny. Uniosła się w górę i otrzepała niczym pies, który dopiero co wyszedł z wody.
Podobny efekt dało zaklęcie Anthony'ego, które zamiast zniszczyć mackę, to ledwo ją drasnęły, zmuszając jednak do cofnięcia się. Penny była bezpieczna, przynajmniej na razie - bo rudowłosa kobieta umknęła daleko od macki. Nawet jeśli ta postara się ją znowu zaatakować, to nie sięgnie: Weasley wyszła poza jej zasięg. Niestety kobieta była tak zdenerwowana tym, że ledwo uniknęła ciosu, że nie była w stanie ogarnąć wzrokiem tego, co działo się w sadzie. Dostrzegała tylko fragmenty chaosu, kołyszący się namiot, ciskających zaklęciami w roślinę Morpheusa i Anthony'ego oraz Philipa, który machnął w jej kierunku różdżką, lecz żadna tarcza wokół niej się nie uformowała. Za to kolejna próba, tym razem na przecięcie rośliny, była częściowo udana. Strumień energii chlasnął mackę, która zakołysała się przez kilka sekund, a potem niczym na mugolskich filmach górna część ześlizgnęła się na ziemię i plasnęła o nią obrzydliwie.
Ze środka macki zaczęła wypływać dziwna, czarna maź, wypalająca trawę, której dotknęła. Jakby roślina była wypełniona kwasem.
Pandora próbowała transmutować szpilkę w szpadę, ale podobnie jak w przypadku różdżek pozostałych - ta wydawała się nie współpracować. Szpilka pozostała szpilką, a wokół Penny ponownie nie pojawiła się żadna tarcza.
Nora, dzieci oraz namiot zmieniający się w konfetti, Isaac
- CHCĘ DO MAMY!
- TATA!
- UEEEEEEEEEEEE
Nora chyba nie do końca takiej reakcji oczekiwała, bo dzieciaki były tak przerażone, że nie zamierzały się jej słuchać. Albo chciały jej słuchać, ale strach uniemożliwiał logiczne, racjonalne myślenie. To były w końcu dzieci - dorośli tutaj byli przerażeni, jak te owce prowadzone na rzeź beczeli, tratowali się nawzajem i w ogóle nie myśleli składnie, a co dopiero takie maluchy... O tyle dobrze, że dzieciaki się nie rozbiegły na wszystkie strony. Przeciwnie: skuliły się w jedną, zbitą grupkę i przytulały się nawzajem, z przerażeniem patrząc jednak nie na Norę a na scenę, która rozgrywała się przy namiocie.
- Ooooo - wyrwało się chłopczykowi, gdy Nora zmieniła namiot w konfetti. Różnokolorowe płatki rozsypały się i opadły łagodnie na tłum, który na chwilę przystanął, nie będąc pewnym, co ma robić dalej. A gdy Isaac rzucił zaklęcie, ludzie stanęli. Uspokoili się odrobinę, ktoś nawet się schylił i przerzucił rękę mężczyzny, który upadł, przez swoje ramię, by dźwignąć go do pionu.
Roślinne macki
Pozostały trzy macki, z czego jedna wyrwała się z letargu i zaczęła pędzić z prędkością światła w kierunku zamkniętej części sadu Abbottów. Na ten ruch przy wysokim ogrodzeniu teleportowały się dwie osoby: James Abbott i jego małżonka. Wznieśli różdżki, by wyczarować magiczną barierę i nie dopuścić krwiożerczej rośliny do Złotej Jabłoni.
Druga z trzech macek pomknęła w stronę namiotu, zmienionego w konfetti, lecz odbiła się od tarczy, wyczarowanej przez Isaaca. Rąbnęła jednak z takim impetem, że strach pomyśleć co by się stało, gdyby uderzyła w człowieka. Jakby na ten ruch pąki wypuściły chmurę dymu.
Trzecia macka otrząsnęła się i jakby w odwecie za to, co zrobił jej Anthony, pomknęła w jego kierunku, jednocześnie wypuszczając z pąków chmurę dymu.
Kasujemy kolejkę - ale utrzymujemy 1 post na turę. Proszę o odpisy do czwartku do godziny 24.
![[Obrazek: 3a2c53f862609fbf8340d1349530a8cc.jpg]](https://i.pinimg.com/736x/3a/2c/53/3a2c53f862609fbf8340d1349530a8cc.jpg)