Może nie była jakimś wspaniałym magiem, ale udało jej się zamienić ten nieszczęsny namiot w konfetti. Jak widać panna Figg w sytuacji zagrożenia czasem potrafiła nawet rzucić zaklęcie. Kto by się spodziewał... na pewno nie ona sama.
Niestety nie poszło jej jakoś wspaniale z dzieciakami, ale się nie poddawała. Nadal próbowała je przekonać do tego, aby jej posłuchały. - Mama i tata teraz wam nie pomogą. Musicie podbiec do płotu, pomożemy wam stąd uciec. - Spróbowała je przekonać nadal łagodnym tonem głosu, chociaż zaczynała się coraz bardziej martwić o to, że jej nie posłuchają.
Sukces!
Akcja nieudana
Póki co jednak mieli szczęście, bo Anthony wyczarował tarczę, która skutecznie broniła ich przed krwiożerczą rośliną, nie zmieniało to jednak faktu, że powinni zabrać stąd dzieciaki, albo same mogły się stąd zabrać, tak jak im już sugerowała.
- Nie ma sensu ryzykować, nie może pan ryzykować. - Rzuciła jeszcze do Shafiqa. Oczywiście, jeśli będzie chciał to zrobić to mu nie przeszkodzi, ale jej zdaniem było to zupełnie bezsensowne.
Norka była dobrej myśli, wierzyła w to, że nikomu nie stanie się tutaj krzywda, w końcu w ogrodzie było wiele osób, które były wprawione w czarowaniu, jakoś powinni ogarnąć to wszystko.