04.01.2023, 23:11 ✶
Nie była studnią empatii, ale też nie była jej pozbawiona. Może taka się wydawała, jakby miała jej aż za dużo w kontraście do innych jej podobnych: stereotypowych czystokrwistych panienek, które bardzo wysoko zadzierały nos – ale naprawdę bez przesady, nie było sensu tutaj jej dawać kredytu, którego nie potrzebowała.
Starała się zachowywać normalnie, starała się nie patrzeć na niego jak na potwora, starała się nie podchodzić też negatywnie. Nie wszystko sobie jeszcze w głowie poukładała, ale nie widziała powodu, by tutaj teraz urządzać jakieś sceny z tytułu, że przyszła na walentynkową kolację z wampirem, który ma zostać jej mężem. Wystarczało, że panikowała ostatnio. No i nie uważała, by miała luksus okazywać tutaj takie emocje, bo to nie Sauriela się bała. Raczej… tej wspólnej przyszłości i tego, jak wiele w niej będzie brakować z tego, co sobie wyobrażała o swojej przyszłej rodzinie. Ona sama też nie znała go jeszcze na tyle, by wiedzieć co mówić i kiedy, albo jak. To była wzajemna sztuka uczenia się siebie, ale chyba szło jej to nieco lepiej niż jemu. Pewnie dlatego, że choć jej się to nie podobało, to jednak wkładała trud w jakieś poznanie go. Dowiedzenie się, że jest wampirem było takim ogromnym krokiem: przede wszystkim nie musiała się już pytać czemu się nie ubiera, albo dlaczego nie zamawia jedzenia. Bo już wszystko rozumiała. Tak jak nie musiała pytać o uczulenie na słońce. Powstawały za to inne pytania, ale znacznie bardziej prywatne i nie czuła, by byli w na tyle bliskiej relacji, by w ogóle mogła o to pytać.
- Wiesz, technicznie to nikt mi nie powiedział, że nie mogę się włamać do własnego pokoju. Ani że nie możemy wyjść gdzieś razem poza tę restaurację – więc chyba nadal była grzeczną dziewczynką, która posłusznie wykonywała polecenia rodziców? To po prostu rodzice nie przewidzieli takiego scenariusza, że ich córunia nagle stwierdzi, że zrobić coś zupełnie inaczej, niż do tej pory się zachowywała. Niż można to było przewidzieć. - Nie muszą o wszystkim wiedzieć – Victoria uczyła się szybko i najwyraźniej obrała ich taktykę, to jest, że nie muszą o wszystkim rozmawiać. Oni nie mówili jej o rzeczach, które bezpośrednio ją dotyczą… a ona uznała, że też nie będzie im o tych rzeczach mówić. Chyba wszyscy powinni być zadowoleni, prawda?
- Jeśli cię to pocieszy, to powiem ci, że niby powinnam już wiedzieć co i jak, bo to nie jest dla mnie nowa sytuacja… A i tak nie mam pojęcia co mam robić – złożyła dłonie na stoliku. Nie nosiła żadnych pierścionków. I była w tej sytuacji równie mocno zagubiona co i on. - Jakoś się to wyklaruje za jakiś czas zapewne. Ale jakby ci to miało pomóc i chciałbyś mnie o coś zapytać, to po prostu pytaj.
Starała się zachowywać normalnie, starała się nie patrzeć na niego jak na potwora, starała się nie podchodzić też negatywnie. Nie wszystko sobie jeszcze w głowie poukładała, ale nie widziała powodu, by tutaj teraz urządzać jakieś sceny z tytułu, że przyszła na walentynkową kolację z wampirem, który ma zostać jej mężem. Wystarczało, że panikowała ostatnio. No i nie uważała, by miała luksus okazywać tutaj takie emocje, bo to nie Sauriela się bała. Raczej… tej wspólnej przyszłości i tego, jak wiele w niej będzie brakować z tego, co sobie wyobrażała o swojej przyszłej rodzinie. Ona sama też nie znała go jeszcze na tyle, by wiedzieć co mówić i kiedy, albo jak. To była wzajemna sztuka uczenia się siebie, ale chyba szło jej to nieco lepiej niż jemu. Pewnie dlatego, że choć jej się to nie podobało, to jednak wkładała trud w jakieś poznanie go. Dowiedzenie się, że jest wampirem było takim ogromnym krokiem: przede wszystkim nie musiała się już pytać czemu się nie ubiera, albo dlaczego nie zamawia jedzenia. Bo już wszystko rozumiała. Tak jak nie musiała pytać o uczulenie na słońce. Powstawały za to inne pytania, ale znacznie bardziej prywatne i nie czuła, by byli w na tyle bliskiej relacji, by w ogóle mogła o to pytać.
- Wiesz, technicznie to nikt mi nie powiedział, że nie mogę się włamać do własnego pokoju. Ani że nie możemy wyjść gdzieś razem poza tę restaurację – więc chyba nadal była grzeczną dziewczynką, która posłusznie wykonywała polecenia rodziców? To po prostu rodzice nie przewidzieli takiego scenariusza, że ich córunia nagle stwierdzi, że zrobić coś zupełnie inaczej, niż do tej pory się zachowywała. Niż można to było przewidzieć. - Nie muszą o wszystkim wiedzieć – Victoria uczyła się szybko i najwyraźniej obrała ich taktykę, to jest, że nie muszą o wszystkim rozmawiać. Oni nie mówili jej o rzeczach, które bezpośrednio ją dotyczą… a ona uznała, że też nie będzie im o tych rzeczach mówić. Chyba wszyscy powinni być zadowoleni, prawda?
- Jeśli cię to pocieszy, to powiem ci, że niby powinnam już wiedzieć co i jak, bo to nie jest dla mnie nowa sytuacja… A i tak nie mam pojęcia co mam robić – złożyła dłonie na stoliku. Nie nosiła żadnych pierścionków. I była w tej sytuacji równie mocno zagubiona co i on. - Jakoś się to wyklaruje za jakiś czas zapewne. Ale jakby ci to miało pomóc i chciałbyś mnie o coś zapytać, to po prostu pytaj.