Jasper lubił czasami nie zgodzić się ze swoją matką tylko po to, by trochę się z nią podrażnić, oczywiście bez zbędnych świadków i raczej w mniej istotnych sprawach, także w tym momencie, przeglądając się w lustrze w przymierzonej koszuli (żółtej), w głowie miał już coś do powiedzenia, ale tu musiał przyznać matce rację - żółty to nie był jego kolor. Czy mógł to być jeden z powodów, dla których Tiara nie przydzieliła go do Domu, który wcześniej zdominowała Charlotte?
-Wciąż zadziwia mnie, jak udało ci się wytrzymać te siedem lat, ubierając się tak samo, jak inni - powiedział, odwieszając nieszczęsną koszulę.-Siedem lat, dzień w dzień nosić taką samą szatę, jak mnóstwo innych dziewcząt. Jak udało ci się to wytrwać?
Nie wątpił, że Charlotte wtedy jeszcze Crouch znalazła w szkole sposób, by wyróżniać się w tłumie i z pewnością wyglądała w szacie lepiej, niż wszystkie te pozostałe dziewczęta, ale tę uwagę postanowił zachować jednak dla siebie.
Podszedł do jednego z wieszaków, by samemu przejrzeć oferowane przez Madame Malkin, podczas gdy jego matka rozmawiała z krawcową. Jego męczarnie pod tytułem "ten dzień spędzam z mamą na zakupach, a potem może jeszcze pójdziemy do kawiarni” trwały... długo... i Jessie wciąż nie znalazł nic, co uzyskałoby aprobatę jego matki, która przecież na ubraniach znała się o wiele lepiej, niż on, jak twierdziła.
Czy jej zakupy z Ritą wyglądały tak samo, czy może wobec swojej jedynej córeczki Charlotte była bardziej wyrozumiała?
Madame Malkin wróciła z dwiema nowy i koszulami, w tym samym kroju co ta, którą zgodnie odrzucili i... Na twarzy Jessiego pojawił się grymas na widok wręcz ohydnego koloru jednej z nich. Taki... Nawet nie wiedział, w jaki sposób miał określić ten kolor, nie używając słów, wzbudzających obrzydzenie. Czy jego matka naprawdę miała zamiar ubrać go w coś takiego?
Wziął jednak od krawcowej ubrania, odwiesił je na pusty wieszak, by zwolnić ręce i nałożył pierwszą z nich, właśnie tę w obrzydliwym kolorze. A może to był ten kolor, który widział inaczej i dla innych nie wyglądał on tak źle?
-I jak? - spytał, zapinając guziki i rozkładając ręce, by zaprezentować się matce.
Druga koszula, którą przyniosła krawcowa, wyglądała już o wiele lepiej, miała ładny kolor zieleni. A może by tak przymierzyć niebieską? Chyba nawet widział na wieszaku taką w barwie granatu. W końcu w szacie Ravenclaw wyglądał całkiem dobrze, skromnie mówiąc.
-Ma Pani może na zapleczu jakiś worek po ziemniakach? Chciałbym zobaczyć moją mamę w takim - pochylił się do Madame Malkin, zerkając na matkę ze złośliwym uśmiechem. -Może znaleźlibyśmy do tego jeszcze jakieś buty i torebkę?
No i musiał jeszcze rozejrzeć się za czymś dla swojego ojca chrzestnego.