— Dziękujemy, panie Julius — odpowiedział Morpheus do powietrza, do przestrzeni, jaką wypełniał wcześniej sobą duch człowieka, który utracił wszystko. Ćmił papierosa chwilę, wyraźna zmarszczka przemyśleń pogłębiała jego zmartwienie. Brenna zakupiła Księżycowy Staw, aby zapewnić członkom Zakonu Feniksa względne bezpieczeństwo, miejsce do przegrupowania, ostoję, najwyraźniej jednak los spłatał im figla i samo miejsce nie przywitało ich z otwartymi ramionami.
— Czy Mary zabiła się z powodu wyrzutów sumienia, czy przez Lydię, wiemy na pewno, że Lydia jest ostatnim puzzlem tej układanki. Bękart w rodzinie z obsesją na punkcie czystości krwi... Może bieda rodziny Lydii nie wynikała wcale z powodu złych czynów jej ojca, lecz była karą ze strony Ignacia? A to jej zemsta. Najlepiej zapytać samą zainteresowaną. Prędzej czy później ktoś z nas ją spotka — zrobił minę pomiędzy grymasem i uśmiechem pewności w przepowiadane przez siebie zdarzenia. Nie trzeba mieć Trzeciego Oka, aby wiedzieć, że kobieta pojawi się znów w tym miejscu. Pokonanie jej lub bardziej pacyfistyczna ścieżka, na pewno nieignorowanie jej osoby. Preferowana, jego zdaniem, była anihilacja śladów po istnieniu tego czarnego konia, ale nie wypowiedział tego na głos. Wolał nie spowiadać się z tego, że jeśli miałby stać się Odyseuszem i zrzucić z muru dziecko, dla życia swojej rodziny, stałby się tym właśnie potworem. Rzeczy, które czynimy z miłości.
Morpheus opowiedział Brennie o swoich obserwacjach na temat Ignasia i jego mijania się z prawdą, o swoich przemyśleniach na temat całego wywiadu, które pojawiły się w jego głowie i życzył jej powodzenia, żeby nie dali się zabić, z żartobliwym uśmiechem. Wszyscy z piętnem ognia na sercu (nawet jeśli Morpheus chciał widzieć w sobie wodę) mieli krótką datę przydatności. Płonęli tak pięknie, podpalali się, aby utrzymać innych w cieple. A później zniknął w odmętach Ministerstwa Magii i obsydianowych ścianach, czynić inną część swojej powinności.