17.06.2024, 12:39 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.06.2024, 08:48 przez Millie Moody.)
Westchnęła ciężko i skupiła się na ciastku i kawie. Nie było co udawać w tej materii, było ciężko w chuj.
– No wczoraj mi odjebało na tym pieprzonym jarmarku jak wszędzie były ognie, a ta banda debili się ponapierdalała chwile wcześniej. Leki mnie wkurwiają, otumaniają mnie a ten złamas mój psychiatra pierdoli jakieś kocopły na temat niezaleczonych traum z dzieciństwa. Jakby kurwa no, moim problemem są jebani czarnoksiężnicy i dziura w świecie, a nie jakieś ulalalla matka Ci umarła na rękach, to masz teraz emocjonalne problemy. Ja pierdole. Ohoho masz problem o tym, żeby rozmawiać w tym temacie więc TO NA PEWNO KURWA TO. Za mało wódki jest na tych pieprzonych sesjach terapeutycznych, żeby mnie to bawiło. – a ojcu i tak nie powie kurwa nigdy nic nikomu i Black nawet hipnozą nie wyciągnie z niej tego co działo się za zamkniętymi drzwiami domu Moodych. Wzdrygnęła się i załadowała całe ciastko do buzi, żeby przestać o tym myśleć i, a może przede wszystkim, żeby odzyskać władzę nad ciałem.
– Mi nie robi spanie z Tobą w jednym łóżku Ger, przecież wiesz, ale no ja w pakiecie idę, wiesz Alastor teraz jest bardzo...mmm... przeczulony. Mam wrażenie, że kiedy jestem w okolicy to w ogóle nie sypia, jakby się bał, że jeśli on zaśnie to ja się nie obudzę, nie wiem... Martwię się o niego w chuj. – przyznała, chociaż to miały być przecież lżejsze tematy. – A gdzie jedziesz? Może... może uda mi się go namówić, żeby mnie wypuścił gdzieś na kilka dni. Mogłybysmy się tam spotkać! – zaproponowała ożywiona sięgając po soczyste czereśnie, które rankiem nazbierała cały kosz, żeby się uziemnić chociaż trochę w rzeczywistości. Nawet jeśli była bardziej nierealna niż jej pojebane sny.
– No wczoraj mi odjebało na tym pieprzonym jarmarku jak wszędzie były ognie, a ta banda debili się ponapierdalała chwile wcześniej. Leki mnie wkurwiają, otumaniają mnie a ten złamas mój psychiatra pierdoli jakieś kocopły na temat niezaleczonych traum z dzieciństwa. Jakby kurwa no, moim problemem są jebani czarnoksiężnicy i dziura w świecie, a nie jakieś ulalalla matka Ci umarła na rękach, to masz teraz emocjonalne problemy. Ja pierdole. Ohoho masz problem o tym, żeby rozmawiać w tym temacie więc TO NA PEWNO KURWA TO. Za mało wódki jest na tych pieprzonych sesjach terapeutycznych, żeby mnie to bawiło. – a ojcu i tak nie powie kurwa nigdy nic nikomu i Black nawet hipnozą nie wyciągnie z niej tego co działo się za zamkniętymi drzwiami domu Moodych. Wzdrygnęła się i załadowała całe ciastko do buzi, żeby przestać o tym myśleć i, a może przede wszystkim, żeby odzyskać władzę nad ciałem.
– Mi nie robi spanie z Tobą w jednym łóżku Ger, przecież wiesz, ale no ja w pakiecie idę, wiesz Alastor teraz jest bardzo...mmm... przeczulony. Mam wrażenie, że kiedy jestem w okolicy to w ogóle nie sypia, jakby się bał, że jeśli on zaśnie to ja się nie obudzę, nie wiem... Martwię się o niego w chuj. – przyznała, chociaż to miały być przecież lżejsze tematy. – A gdzie jedziesz? Może... może uda mi się go namówić, żeby mnie wypuścił gdzieś na kilka dni. Mogłybysmy się tam spotkać! – zaproponowała ożywiona sięgając po soczyste czereśnie, które rankiem nazbierała cały kosz, żeby się uziemnić chociaż trochę w rzeczywistości. Nawet jeśli była bardziej nierealna niż jej pojebane sny.