05.01.2023, 00:45 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.01.2023, 00:46 przez Julien Fitzpatrick.)
Fineas nie zabawił przy alkoholu tyle, ile by chciał. To on zazwyczaj odpowiadał za to, że Charles nie chciał angażować się w wypełnianie idei, którym powinna być wierna cała rodzina, więc i teraz nie było inczaej. Spojrzał na Sauriela wymownie zanim odstawił pustą już szklankę na stolik i wymaszerował z pokoju spinając ramiona, odgarniając ciemne włosy z czoła, doprowadzając się do porządku. Był zbyt wyrozumiały, co do swojego młodszego brata, było mu to wytykane już wiele razy, ale nie potrafił pójść i zmusić Charliego, aby ten robił to, samo, do czego oni byli zmuszani. Myślał, że z kolejnymi tygodniami, miesiącami i latami wszystko stanie się prostsze, ale niestety - działo się odwrotnie. Brzemię odebrania życia innym spoczęło na jego młodych ramionach, a wraz z nim, niczym kula u nogi, los młodszego brata, za którego, odkąd jeszcze byli dziećmi, biegającymi w piasku plaż Devonu, czuł się odpowiedzialny.
Drzwi zamknęły się za starszym Rookwoodem zostawiając Sauriela ze szklanką, do połowy pusta butelką i dogasającym kominkiem.
Pokój nie pozostał jednak w ciszy na długo, bo zaraz drzwi otworzyły się znowu, a deski ugięły pod ciężarem kogoś innego. Niezbyt przyzwyczajona do rzadko pojawiającego się na niej, akuratnie tego konkretnego, ciężaru wydala z siebie chropowate skrzypnięcia, a tej intonacji winszowały nienaoliwione, ciężkie drzwi, które zamknęły się ponownie, tak samo gwałtownie, jak otworzyły, z głośnym kliknięciem, uderzeniem drewna o drewno.
- Fin, widziałeś to? - pretensjonalny głos Charlesa obudziłby zmarłego, a sam chłopak nie zorientował się jeszcze, że osoba siedząca tyłem do wejścia, a przodem do kominka nie jest jego starszym bratem - To jest absurdalne. Nikt nikomu nie powinien usługiwać, to ze urodziliśmy się bogaci czy w całkowicie czarodziejskiej rodzinie nie czyni nas Panami nikogo. Ile jeszcze ludzi musi zginąć, aby wszyscy to zrozumieli? Ministerstwo nic z tym nie robi, nie babrzesz się w tym dalej, prawda? Nie toniesz w tym głębiej? Powiedz, że trzymasz się od tego z daleka... - podszedł bliżej, bo chciał zobaczyć dlaczego brat nie reaguje na jego dosadne wypowiedzi. Zaraz tez pożałował swoich akcji, wtargnięcia do tego pokoju jak i nie przemyślenia swoich słów i akcji. Przełknął ślinę i wypuścił powietrze przez nos. Nie spodziewał się konfrontacji z innym członkiem rodziny, ale chyba powinien był, skoro przyszedł do rodowej rezydencji.
Zacisnął usta, wyglądał jak nadąsany uczeń, który miał więcej racji niż nauczyciel, ale wciąż wisiał nad nim autorytet dorosłego. Był też podobnie zirytowany, a ta emocja biła od niego bardziej niż zapach listopadowego, wilgotnego powietrza, który osiadł na niezbyt kojarzącej się z czarodziejską modą bluzie i umorusanych butach.
Zacisnął ręce w pięści, gotowy na zażartą dyskusję. Pożałował, że w ogóle tu przyszedł, ale troska o brata była ważniejsza niż cokolwiek innego, niż własne bezpieczeństwo, niż zdrowy rozsądek. Charlesem kierowały emocje i gryfowska brawura, której ilość musiała starczyć na całą rodzinę. Nie było to najlepsze połączenie, przynajmniej nie przynosiło nic dobrego, pomimo pozytywnych chęci samego młodego Rookwooda.
- Gdzie jest Fineas? - zapytał wręcz z pretensją, a materiał gazety, którą ściskał w ręce rozdarł się odrobinę pod naporem siły. Ciemne, grube brwi zmarszczyły się tworząc zmarszczki pomiędzy sobą, a w brązowych oczach zatańczyła buta zakrywając wcześniejsze niezdecydowanie.
Drzwi zamknęły się za starszym Rookwoodem zostawiając Sauriela ze szklanką, do połowy pusta butelką i dogasającym kominkiem.
Pokój nie pozostał jednak w ciszy na długo, bo zaraz drzwi otworzyły się znowu, a deski ugięły pod ciężarem kogoś innego. Niezbyt przyzwyczajona do rzadko pojawiającego się na niej, akuratnie tego konkretnego, ciężaru wydala z siebie chropowate skrzypnięcia, a tej intonacji winszowały nienaoliwione, ciężkie drzwi, które zamknęły się ponownie, tak samo gwałtownie, jak otworzyły, z głośnym kliknięciem, uderzeniem drewna o drewno.
- Fin, widziałeś to? - pretensjonalny głos Charlesa obudziłby zmarłego, a sam chłopak nie zorientował się jeszcze, że osoba siedząca tyłem do wejścia, a przodem do kominka nie jest jego starszym bratem - To jest absurdalne. Nikt nikomu nie powinien usługiwać, to ze urodziliśmy się bogaci czy w całkowicie czarodziejskiej rodzinie nie czyni nas Panami nikogo. Ile jeszcze ludzi musi zginąć, aby wszyscy to zrozumieli? Ministerstwo nic z tym nie robi, nie babrzesz się w tym dalej, prawda? Nie toniesz w tym głębiej? Powiedz, że trzymasz się od tego z daleka... - podszedł bliżej, bo chciał zobaczyć dlaczego brat nie reaguje na jego dosadne wypowiedzi. Zaraz tez pożałował swoich akcji, wtargnięcia do tego pokoju jak i nie przemyślenia swoich słów i akcji. Przełknął ślinę i wypuścił powietrze przez nos. Nie spodziewał się konfrontacji z innym członkiem rodziny, ale chyba powinien był, skoro przyszedł do rodowej rezydencji.
Zacisnął usta, wyglądał jak nadąsany uczeń, który miał więcej racji niż nauczyciel, ale wciąż wisiał nad nim autorytet dorosłego. Był też podobnie zirytowany, a ta emocja biła od niego bardziej niż zapach listopadowego, wilgotnego powietrza, który osiadł na niezbyt kojarzącej się z czarodziejską modą bluzie i umorusanych butach.
Zacisnął ręce w pięści, gotowy na zażartą dyskusję. Pożałował, że w ogóle tu przyszedł, ale troska o brata była ważniejsza niż cokolwiek innego, niż własne bezpieczeństwo, niż zdrowy rozsądek. Charlesem kierowały emocje i gryfowska brawura, której ilość musiała starczyć na całą rodzinę. Nie było to najlepsze połączenie, przynajmniej nie przynosiło nic dobrego, pomimo pozytywnych chęci samego młodego Rookwooda.
- Gdzie jest Fineas? - zapytał wręcz z pretensją, a materiał gazety, którą ściskał w ręce rozdarł się odrobinę pod naporem siły. Ciemne, grube brwi zmarszczyły się tworząc zmarszczki pomiędzy sobą, a w brązowych oczach zatańczyła buta zakrywając wcześniejsze niezdecydowanie.
I won't deny I've got in my mind now all the things we'd do
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you