— Nie widzisz jakie piękne patery przygotowałem. W różowym fartuszku z falbankami. Jestem perfekcyjną panią domu — wyszczerzył się w stronę dwójki, ciągnąc żart o małżeństwie. Wiedzieli, że gdyby miał takowy wziąć z rozsądku, jego pierwszą kandydatką byłaby Florence Bulstrode, kobieta o niezszarganej opinii, według niektórych zimna, ale według niego wspaniała kobieta. Największą przeszkodą było to obciążenie trzecim okiem, ciężko powiedzieć, jakie monstrum by z nich wyszło. Na pewno nie mesjasz, prowadzący nacje do chwały.
Plotki. Trochę go zmroziło. Jakież znów plotki, chyba nikt nie zrobił mu zdjęcia, gdy robił maślane oczy do Vakela? Na bogów, tych niższych i tych na samym Olimpie, miał nadzieję, że nie. Oczywiście, że jego przyjaciele wiedzieli, że coś było na rzeczy, ale należał do tych osób, które ukrywały odmienność innych, tak jak oczekiwał, że inni będą chronić jego inność, więc nigdy nie wspominał o tym, co dokładnie łączyło jego i Dolohova. Nie byli jednak głupi, mógł zarzucić im wiele, ale nie to, nosił w sobie przekonanie, że wiedzą o powiązaniu z drugim wróżbitą. Zresztą Jonathan mógł po prostu to ujrzeć dzięki swojej magii widzenia nici. Kontynuacja jednak go zdziwiła, aż zmarszczył brwi.
Spakował swój zestaw do podawania insuliny z pedantyczną dokładnością. Zamknął go.
— Septima Ollivander. Chciałem jej wynagrodzić incydent, w którym przez przypadek zamieniliśmy się ciałami. Korzystałem z pomocy jej i jej ojca przy badaniach do powiązania z predestynacją, losem i różdżkami. Trochę za dużo wypiła z nerwów i odprowadziłem ją do Warowni, niczym rycerz w białej zbroi, a stare baby już mielą ozorem.
Podszedł do basenu i zanurzył stopę w wodzie. Za gorąca jak na jego gust, ale nie wszyscy lubili szczękać zębami po pięciu minutach, a po dziesięciu trząść się jak osika z sinymi ustami. Woda doskonała do rozluźnienia mięśni i usunięcia koszmarów z jego głowy. Przeszedł po schodkach w dół, w głąb basenu, zanurzył się całkiem zgrabnie i w ciszy wody sięgnął umysłem do Jonathana.
Slaby sukces...