05.01.2023, 08:50 ✶
Kiedy masz świadomość, że osoba, która ci się podobała, nie zostanie przez rodziców zaakceptowana, a oni mają swój plan na twoje zamążpójście i do tego myślenia jesteś przyzwyczajona całe swoje życie – to nie bierzesz na poważnie tych miłostek, które spotykasz po drodze. Możesz się chwilę pobawić, ale wiesz, że to nie jest i nie będzie na stałe, więc przywiązywanie się byłoby skrajnie głupie. Nie była nieczuła, oczywiście że miała swoje fascynacje, ale one przeminęły i nie miały już żadnego znaczenia, znaczy – nie były prawdziwe. I tak, tak mówiły kobiety, ale i mężczyźni też: że się przyzwyczaisz. A i z przyzwyczajenia można kogoś pokochać. Tylko o ile łatwiej, jeśli druga strona może nie tyle też tego chce, co po prostu nie utrudnia. Tak jak do tej pory robił to Sauriel, który póki co prezentował, że da się z nim porozmawiać kiedy tylko sam tego chciał. Albo ciągle pamiętał ból zadawany przez własnego ojca…
- Po prostu skoro uważają, że nie należy mnie wtajemniczać w moje własne sprawy, to rozumiem, że ich też nie trzeba w nie wtajemniczać – a więc innymi słowy: owszem. Victoria miała cały weekend na przetrawianie całej tej sytuacji i uznała, że póki co, to najlepszy kierunek: nic nie mówić. I udawać, że nie wie o co chodzi. Zastanawiała się ile czasu im zejdzie by jej powiedzieć, że jej przyszły mąż to wampir i że dzieci to z tego nie będzie. - Im mniej informacji, tym mniej pytań.
Może to o to chodziło. Że jak powiedzą jej później i ona zacznie bunty, to już będzie za późno, żeby się z tego wycofać?
- Tak, wspominałam ci też o tym – ostatnim razem kiedy byli razem w restauracji i wyszła z tego ogromna klapa. - Dlatego sądziłam, że dadzą mi trochę spokoju. Ale nie – wtedy mówił, że już o tym słyszał, dlatego sądziła, że wiedział, że jej poprzedni narzeczony zginął. I dlatego mu wspomniała, że mogłaby tęsknić za nim ile chce, i tak nic to nie zmieni – gdy Sauriel stwierdził, że teraz to jest miły i że jeszcze zatęskni za tamtym.
Przyglądała mu się przez chwilę w ciszy, spokoju, nie badawczo, ale jakby się próbowała przyzwyczaić, że jeszcze trochę i tak będzie wyglądać jej codzienność.
- Nie przeszkadza. Wiem dlaczego i to mi wystarcza – ostatnio jej przeszkadzało. Dlatego, że gdy go zapytała, to mówił to samo co ona, a potem tego nie jadł – bo cała sytuacja była absurdalna, zamiast po prostu zostawić to tak jak jest i nie cudować. Teraz wiedziała. Teraz rozumiała. Teraz wydawało się to zupełnie naturalnie, dlatego nie było z jej strony ani jednego komentarza w stylu, że mógłby chociaż udawać. Zrozumienie i wiedza dla Victorii byly najwyraźniej bardzo ważne. - Rozumiem, że chcesz się dystansować. Ale w tym wypadku nie wiem czy ma to sens, zważywszy że o ile nagle świat nie wybuchnie, to w pewnym sensie będziemy na siebie skazani – piła do tego, co chwilkę wcześniej sam mówił. Rozumiała to, ale… no właśnie.
- Po prostu skoro uważają, że nie należy mnie wtajemniczać w moje własne sprawy, to rozumiem, że ich też nie trzeba w nie wtajemniczać – a więc innymi słowy: owszem. Victoria miała cały weekend na przetrawianie całej tej sytuacji i uznała, że póki co, to najlepszy kierunek: nic nie mówić. I udawać, że nie wie o co chodzi. Zastanawiała się ile czasu im zejdzie by jej powiedzieć, że jej przyszły mąż to wampir i że dzieci to z tego nie będzie. - Im mniej informacji, tym mniej pytań.
Może to o to chodziło. Że jak powiedzą jej później i ona zacznie bunty, to już będzie za późno, żeby się z tego wycofać?
- Tak, wspominałam ci też o tym – ostatnim razem kiedy byli razem w restauracji i wyszła z tego ogromna klapa. - Dlatego sądziłam, że dadzą mi trochę spokoju. Ale nie – wtedy mówił, że już o tym słyszał, dlatego sądziła, że wiedział, że jej poprzedni narzeczony zginął. I dlatego mu wspomniała, że mogłaby tęsknić za nim ile chce, i tak nic to nie zmieni – gdy Sauriel stwierdził, że teraz to jest miły i że jeszcze zatęskni za tamtym.
Przyglądała mu się przez chwilę w ciszy, spokoju, nie badawczo, ale jakby się próbowała przyzwyczaić, że jeszcze trochę i tak będzie wyglądać jej codzienność.
- Nie przeszkadza. Wiem dlaczego i to mi wystarcza – ostatnio jej przeszkadzało. Dlatego, że gdy go zapytała, to mówił to samo co ona, a potem tego nie jadł – bo cała sytuacja była absurdalna, zamiast po prostu zostawić to tak jak jest i nie cudować. Teraz wiedziała. Teraz rozumiała. Teraz wydawało się to zupełnie naturalnie, dlatego nie było z jej strony ani jednego komentarza w stylu, że mógłby chociaż udawać. Zrozumienie i wiedza dla Victorii byly najwyraźniej bardzo ważne. - Rozumiem, że chcesz się dystansować. Ale w tym wypadku nie wiem czy ma to sens, zważywszy że o ile nagle świat nie wybuchnie, to w pewnym sensie będziemy na siebie skazani – piła do tego, co chwilkę wcześniej sam mówił. Rozumiała to, ale… no właśnie.