Podskoczył razem ze swoim kotem, kiedy rozległo się ciche trzaśnięcie teleportacji - ginęło w tłumie, ale kiedy byłeś wystarczająco blisko to w monotonii dźwięków, szczególnie rozległych oklasków, było to słyszalne aż zanadto. Kotka syknęła wściekle, nastroszyła się - a miała co stroszyć. Jej ogon przypominał teraz puszystą szczotkę do kibla, bądź w ładniejszym porównaniu - szopa pracza. Niestety kotka musiała zaczekać i zająć się sobą. Zajęła. Skoczyła za parapet i stroszyła się dalej, wbijając pazur w ziemię i wydając z siebie ostrzegawczy pomruk, jakby Edge naprawdę miał jakąkolwiek szansę się jej wystraszyć. Sam Laurent zerwał się z tego stołka, aż ten się zachwiał na swoich posadach i przykucnął przy Flynnie, opierając rękę na jego plecach gestem zachęcającym do przytulenia się, umożliwiającym przylgnięcie do kogoś - jeśli tylko tego potrzebował. Dotyk był delikatny, ostrożny, bo nie bardzo wiedział, co właśnie widzi. Przed chwilą pełen pasji tancerz, teraz... teraz co? Czy to wynik stresu i tremy?
- Flynn... - Odezwał się cichy, melodyjnym głosem. - Co się dzieje..? - Szkoda, że nie mam papierosów... Będzie musiał zacząć je nosić. Dla samego siebie przede wszystkim, bo ostatnio odżałowanie ich braku pod ręką bardzo mocno dawało mu się we znaki.
Uniósł głowę i rozejrzał się ponad plecami mężczyzny na namioty. Na to, czy ktoś zwraca na nich uwagę, czy może jednak niekoniecznie. Nie dlatego, że martwił się o jakąś swoją reputację - nie chciał problemów dla Bella, kiedy tamten nawiedzony wróżbiarz ich tutaj, nie daj Matko, zobaczył. Albo w ogóle gdyby ktoś mu naskarżył... Scena to scena, poza nią... to już trochę inna broszka. Tylko czemu Edge był tutaj, a nie na scenie? Nie powinien właśnie zbierać pochwał za swój fantastyczny występ? Laurent nie widział reakcji sceny, ale był pewien, że wszyscy pokochali to, co im pokazał.
- Piękny występ... do głowy by mi nie przyszło, że człowiek może się tak ruszać... ale może to domena karaluchów..? - Spróbował lekko zażartować, nawiązując do tamtego żartu z tarasu. Nie bardzo wiedział, co się dzieje, a bardzo chciał mu pomóc, chwilowo zapominając o wszystkich "ale", jakie powinien żywić.