17.06.2024, 18:14 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.06.2024, 18:15 przez Brenna Longbottom.)
CHATEAU DES DRAGONS, potem idę pod scenę
Brenna zbliżyła się do źródła zamieszania akurat, kiedy część uczestników się teleportowała, a część oddaliła z miejsca wydarzenia w inny sposób. Sophie pozbierała się z ziemi, a w tym, że ktoś oglądał Roberta Mulcibera, nie widziała niczego specjalnie niepokojącego, więc teraz ot płakała jakaś nastolatka. Najwyraźniej cokolwiek się tu działo, nie było aż tak poważne.
Och, naiwności.
Chociaż tym razem nie atakował Voldemort.
Ostatecznie Brenna odwróciła się więc do najbliższego stoiska. Nie za bardzo rozumiała, co wina miały wspolnego ze smokami, absolutnie nie znała się na trunkach i nie planowała sama alkoholu pić. Ani tego w butelce, ani broń Merlinie tego serwowanego przez egzotyczną piękność (kto wie, czym je doprawiono, Brenna od ostatniego sabatu była trochę podejrzliwa, i wszędzie na takich stoiskach była gotowa węszyć za zapachem amortencji, a tutaj rozdawano za losy veritaserum... chyba powinna uprzedzić Alastora). Gdy inni już tam stojący dokonali swoich zakupów kupiła jednak butelkę z myślą o ojcu, a potem po prostu skierowała się bliżej sceny. Miała zamiar pójść tam już wcześniej, prosto ze strefy gastronomicznej, ale dźwięki zamieszania skutecznie ściągnęły ją z powrotem do południowych straganów.
Teraz ustawiła się gdzieś nieco dalej, nie pchając się do pierwszego rzędu. Przegapiła wejście na scenę Nory, nie zobaczyła też Laurenta, mignęła jej jedynie Peppa, jedna ze słabej znanych kuzynek. Śledząc finał przedstawienia, za sprawą magii Bellów, przegapiła też i to, że w pobliżu znajdowali się Mabel i Thomas. I drugi Thomas. I Isaack. I bliżej niezidentyfikowana liczba znajomych. A potem została jeszcze, chcąc obejrzeć występ Geraldine.
Brenna zbliżyła się do źródła zamieszania akurat, kiedy część uczestników się teleportowała, a część oddaliła z miejsca wydarzenia w inny sposób. Sophie pozbierała się z ziemi, a w tym, że ktoś oglądał Roberta Mulcibera, nie widziała niczego specjalnie niepokojącego, więc teraz ot płakała jakaś nastolatka. Najwyraźniej cokolwiek się tu działo, nie było aż tak poważne.
Och, naiwności.
Chociaż tym razem nie atakował Voldemort.
Ostatecznie Brenna odwróciła się więc do najbliższego stoiska. Nie za bardzo rozumiała, co wina miały wspolnego ze smokami, absolutnie nie znała się na trunkach i nie planowała sama alkoholu pić. Ani tego w butelce, ani broń Merlinie tego serwowanego przez egzotyczną piękność (kto wie, czym je doprawiono, Brenna od ostatniego sabatu była trochę podejrzliwa, i wszędzie na takich stoiskach była gotowa węszyć za zapachem amortencji, a tutaj rozdawano za losy veritaserum... chyba powinna uprzedzić Alastora). Gdy inni już tam stojący dokonali swoich zakupów kupiła jednak butelkę z myślą o ojcu, a potem po prostu skierowała się bliżej sceny. Miała zamiar pójść tam już wcześniej, prosto ze strefy gastronomicznej, ale dźwięki zamieszania skutecznie ściągnęły ją z powrotem do południowych straganów.
Teraz ustawiła się gdzieś nieco dalej, nie pchając się do pierwszego rzędu. Przegapiła wejście na scenę Nory, nie zobaczyła też Laurenta, mignęła jej jedynie Peppa, jedna ze słabej znanych kuzynek. Śledząc finał przedstawienia, za sprawą magii Bellów, przegapiła też i to, że w pobliżu znajdowali się Mabel i Thomas. I drugi Thomas. I Isaack. I bliżej niezidentyfikowana liczba znajomych. A potem została jeszcze, chcąc obejrzeć występ Geraldine.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.