Kiwnęła głową na słowa Perseusa, przyjmując do wiadomości, że woda na pewno osłabiła opatrunek, jaki Perseus zrobił Cirillowi i pewnie będzie trzeba go powtórzyć. Chyba całe szczęście, że podali mu eliksir wiggenowy… Spojrzała na Perseusa kątem oka, w przelocie. Poczuła, że jego dar znowu się o nią otarł, ale teraz to już… Co to w tej chwili zmieniało? Nie powinien marnować na to swoich sił, ot co. Jeśli nad tym nie panował… Cóż. Czy była tak słaba, że nie potrafiła odeprzeć tego daru? Jej lata ćwiczenia oklumencji były na nic? Ale miała teraz ważniejsze rzeczy na głowie, jak na przykład pilnowanie by ich bańki powietrza po prostu nie pękły, a jeśli tak, to żeby szybko je odtworzyć, albo obserwowała otoczenie, czy nikt nie próbuje ich zaatakować, żeby w razie czego ich osłonić.
Victoria zmarszczyła brwi, słysząc wyznanie Laurenta skierowane do Perseusa. Co go nagle napadło? Tak, to nie był odpowiedni czas ani miejsce, przede wszystkim nie mieli za wiele czasu i powinni się pospieszyć. Jak dla niej zresztą Laurent zachowywał się… no wcale nie odtrącał Perseusa. To on go przecież tulił, gdy rozpłakał się w łódce, a reszta na nią za to siadła. To była ta oznaka nieufności? Albo to jak pozwolił mu opatrzyć drugiego selkie? Victoria spoglądała więc z pewnym niezrozumieniem na Laurenta, ale nic nie powiedziała: bo to nie był czas, ani miejsce. Pogadają o tym, kiedy już będzie po wszystkim… o ile Matka im na to pozwoli, rzecz jasna.
Wypłynęli w końcu z chaty i podpłyną do nich ten, który wcześniej z nimi rozmawiał. Laertes, tak? Jakkolwiek się nazywał, Victoria kiwnęła do niego głową, a potem popłynęła za nim. Adrenalina wciąż w niej buzowała, ale była pewna, że jak tylko to wszystko się skończy, to będzie czuła każdy kawałek swojego ciała, każdy jego milimetr, każdy mięsień; Pomału pracowała nad swoją kondycją, ale tutaj… dosłownie została rzucona na głęboką wodę. A jak w tym wszystkim radził sobie Laurent? Albo Perseus? Ona ćwiczyła, ruszała się, ale oni? Raczej niespecjalnie, oboje byli chudzi, Victoria zaś miała trochę zarysowane mięśnie, ale to wszystko było skryte pod ubraniem, które doń przylegało. [/a]Tu, gdzie płynęli, nie było martwych ryb. Czemu? To był przypadek? Zły omen, który miał ich przestrzec przed wchodzeniem do wody? Czy może to ta cała czarna aura tak na nie podziałała? Victoria nie mogła mieć pojęcia, jak to wygląda, jak się rozlewa po całym jeziorze. Więzienie? Nie trucizna? Mieliła w głowie słowa Laertesa, zastanawiając się, co chciał powiedzieć. Zapytałaby go o to, gdyby nie płynął tak szybko…
Ranna trytonka wypłynęła im naprzeciw, Laertes powiedział im, kto to jest, Laurent się odezwał, a Victoria… Obserwowała. Ściskała swoją różdżkę, by móc zareagować w razie czego, ale pozwalała mu mówić. Może ta trytonka posłucha kogoś, kto też wywodził się z wody, a nie… dwunoga takiego jak ona.
– Nie mamy złych zamiarów – potwierdziła jedynie, ale była tutaj w gotowości. Ale będziemy się bronić, jeśli zaatakujesz – tego, rzecz jasna, na głos nie powiedziała. Za to pomyślała.
Percepcja
Sukces!
Slaby sukces...