17.06.2024, 20:12 ✶
Słyszałem głupio zadowolony głos Flynna. Widziałem wciąż przed oczami jego pełen satysfakcji uśmiech. Bawiło go to. Bawił go dramat, który rozgrywał się w moim sercu. Bawiło go to, że wybuchłem. Bawiło go, że dałem się ponieść emocjom i przegrałem. Miał z pewnością wiele powodów ku radości i ewidentnie żadnych, które zamknęłyby mu mordę w tej chwili, pozwalając mi się zagłębić w żałobie. Prowokował i prowokował. Nie wiem, do czego dążył, ale najwyraźniej osiągał sukces na tym polu. W takim razie, co? Ja przegrywałem? Przegrałem? Miałem przegrać...?
Nie chciałem go bić, ale to zrobiłem. Nie chciałem go odrzucać, ale chyba to też robiłem. Starałem się nie, ale jednak moje słowa można było uznać za odrzucenie. Czyny jeszcze bardziej. Nie byłem pewien, jak to się stało, ale wyrzuciłem go z wozu. Własnoręcznie. Owładnęła mną taka wściekłość, taki żal, takie niezrozumienie... Nie panowałem nad sobą kompletnie, więc kiedy zatrzasnąłem za sobą na powrót drzwi, nastała względna cisza. Względna, bo wciąż słyszałem Flynna. Jego słowa wyrywały mi się w duszy.
Zakluczyłem drzwi. Bałem się, że wróci, że będzie chciał dodać kolejne cztery knuty, a ja nie byłem już w stanie udawać silnego. Wziąłem głęboki wdech, ale okazał się być zbyt płytki. Będę za nim ryczał - powtórzyłem w myślach, przytłoczony gwałtowną ciszą i pustką w wozie. Zawieszone na stojakach stroje połyskiwały kolorowymi cekinami w słońcu, ale jakoś tak to do mnie nie docierało, gdzie właściwie się znajduję i co też się stało chwilę temu. Docierało i nie docierało, bo wciąż wpatrywałem się w ściśniętą prawą pięść.
Przegrałem, tak. I będę kurwa za nim ryczał - pomyślałem, po czym osunąłem się w nieskończoną rozpacz.
Nie chciałem go bić, ale to zrobiłem. Nie chciałem go odrzucać, ale chyba to też robiłem. Starałem się nie, ale jednak moje słowa można było uznać za odrzucenie. Czyny jeszcze bardziej. Nie byłem pewien, jak to się stało, ale wyrzuciłem go z wozu. Własnoręcznie. Owładnęła mną taka wściekłość, taki żal, takie niezrozumienie... Nie panowałem nad sobą kompletnie, więc kiedy zatrzasnąłem za sobą na powrót drzwi, nastała względna cisza. Względna, bo wciąż słyszałem Flynna. Jego słowa wyrywały mi się w duszy.
Zakluczyłem drzwi. Bałem się, że wróci, że będzie chciał dodać kolejne cztery knuty, a ja nie byłem już w stanie udawać silnego. Wziąłem głęboki wdech, ale okazał się być zbyt płytki. Będę za nim ryczał - powtórzyłem w myślach, przytłoczony gwałtowną ciszą i pustką w wozie. Zawieszone na stojakach stroje połyskiwały kolorowymi cekinami w słońcu, ale jakoś tak to do mnie nie docierało, gdzie właściwie się znajduję i co też się stało chwilę temu. Docierało i nie docierało, bo wciąż wpatrywałem się w ściśniętą prawą pięść.
Przegrałem, tak. I będę kurwa za nim ryczał - pomyślałem, po czym osunąłem się w nieskończoną rozpacz.
Koniec sesji