17.06.2024, 20:52 ✶
Mogłoby się wydawać, że ktoś o tak mocnym charakterze jak Charlotte, może łatwo swoje dzieci zmiażdżyć. I pewnie coś w tym było, ale to nie tak, że oczekiwała, że nie będą wyrażały swoich poglądów – w końcu ona oczywiście wiedziała najlepiej, ale bardzo nie chciałaby, aby jej potomstwo było miałkimi osóbkami bez charakteru.
Acz gdyby Jessie nie zgodził się z nią teraz, i oświadczył, że w tej żółci wygląda doskonale, Charlotte mogłaby załamać się zupełnie, zrozpaczona absolutnym brakiem gustu swojego ukochanego synka.
– To było bardzo trudne przeżycie. Jedno z najtrudniejszych w Hogwarcie. Ratowały mnie oczywiście weekendy w Hogsmeade, wtedy czasem udawało się założyć pod szatę coś innego, i pozbyć się samej szaty. Poza tym były jeszcze fryzury i dodatki. Spinka, szalik, apaszka… – wyrecytowała Charlotte, uśmiechając się lekko do swoich wspomnień. – Twój chrzestny cierpiał dużo bardziej ode mnie. Jemu ciężej było robić każdego dnia nową fryzurę – uzupełniła, a w jej tonie pobrzmiewała satysfakcja.
Zacmokała i obeszła Jaspera, oglądając ze wszystkich stron. Koszula była czerwona, on więc nie mógł odpowiednio docenić barwy, ale zdaniem pani Kelly bardzo ładnie korespondowała z ciemnymi włosami jej syna. Uważała ogólnie, że najlepsze, co mogło spotkać dzieci, to wdanie się w nią, ale nie cierpiała jakoś mocno, że akurat włosy Jasper odziedziczył po tatusiu.
– Doskonale – stwierdziła. – Weźmiemy ją, ale musisz obiecać, że nigdy nie założysz jej przy Jonathanie. Za bardzo by się cieszył, widząc cię w czerwieni. Spróbujmy też zieloną – zarządziła, wpychając mu w ręce tę drugą, zieloną właśnie, zdobioną przy rękawach. Gdyby chciał mierzyć niebieską, cóż, jego decyzja, ale przewróciłaby pewnie oczyma, że znowu niebieski i ileż można. Ale przynajmniej nie był to czarny. Faza na czarne ubrania szczęśliwie ominęła jej dzieci.
Jej wyraz twarzy stwardniał nieco, kiedy Jasper poprosił o wręczenie jej worka ziemniaków. No doprawdy!
– Pani Malkin – oświadczyła iście królewskim tonem. – Proszę mi znaleźć jakiś worek. Niekoniecznie na ziemniaki. Zaraz udowodnię mojemu synowi, że nawet w takim mogę wyglądać doskonale.
– Pani mówi poważnie? – zapytała sprzedawczyni, mrugając oczyma ze zdumieniem.
– Oczywiście, że tak. Poza tym pasek i… Jessie, kochanie, na co czekasz? Idź do przymierzalni, zmierzyć tę zieloną koszulę.
Acz gdyby Jessie nie zgodził się z nią teraz, i oświadczył, że w tej żółci wygląda doskonale, Charlotte mogłaby załamać się zupełnie, zrozpaczona absolutnym brakiem gustu swojego ukochanego synka.
– To było bardzo trudne przeżycie. Jedno z najtrudniejszych w Hogwarcie. Ratowały mnie oczywiście weekendy w Hogsmeade, wtedy czasem udawało się założyć pod szatę coś innego, i pozbyć się samej szaty. Poza tym były jeszcze fryzury i dodatki. Spinka, szalik, apaszka… – wyrecytowała Charlotte, uśmiechając się lekko do swoich wspomnień. – Twój chrzestny cierpiał dużo bardziej ode mnie. Jemu ciężej było robić każdego dnia nową fryzurę – uzupełniła, a w jej tonie pobrzmiewała satysfakcja.
Zacmokała i obeszła Jaspera, oglądając ze wszystkich stron. Koszula była czerwona, on więc nie mógł odpowiednio docenić barwy, ale zdaniem pani Kelly bardzo ładnie korespondowała z ciemnymi włosami jej syna. Uważała ogólnie, że najlepsze, co mogło spotkać dzieci, to wdanie się w nią, ale nie cierpiała jakoś mocno, że akurat włosy Jasper odziedziczył po tatusiu.
– Doskonale – stwierdziła. – Weźmiemy ją, ale musisz obiecać, że nigdy nie założysz jej przy Jonathanie. Za bardzo by się cieszył, widząc cię w czerwieni. Spróbujmy też zieloną – zarządziła, wpychając mu w ręce tę drugą, zieloną właśnie, zdobioną przy rękawach. Gdyby chciał mierzyć niebieską, cóż, jego decyzja, ale przewróciłaby pewnie oczyma, że znowu niebieski i ileż można. Ale przynajmniej nie był to czarny. Faza na czarne ubrania szczęśliwie ominęła jej dzieci.
Jej wyraz twarzy stwardniał nieco, kiedy Jasper poprosił o wręczenie jej worka ziemniaków. No doprawdy!
– Pani Malkin – oświadczyła iście królewskim tonem. – Proszę mi znaleźć jakiś worek. Niekoniecznie na ziemniaki. Zaraz udowodnię mojemu synowi, że nawet w takim mogę wyglądać doskonale.
– Pani mówi poważnie? – zapytała sprzedawczyni, mrugając oczyma ze zdumieniem.
– Oczywiście, że tak. Poza tym pasek i… Jessie, kochanie, na co czekasz? Idź do przymierzalni, zmierzyć tę zieloną koszulę.