17.06.2024, 23:22 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.06.2024, 23:22 przez Millie Moody.)
– Dla mnie zawsze będziesz złotym chłopcem Grin, chuj mnie obchodzi co o sobie myślisz. – mruknęła pod nosem, ale nie wchodziła w większą interakcję, by nie zaburzyć układu. Nie modliła się do kart jak Morpheus, nie okadzała ich pierdami jednorożców, nie eksponowała na księżycowe światło. Ale szanowała aurę, a szczególnie aurę ciszy jaką trzeba było roztaczać wokół tych szeleszczących kurew, które wszystko podsłuchiwały i potem...
Uśmiechnęła się na widok układu, przysiadając się do Peregrinusa, biodro przy biodrze, głowę składając na jego ramieniu. Wyciągnęła dłoń ku kartom, zupełnie jakby krążenie opuszkiem po tekturkach pomagało lepiej wczytać się w znaczenie.
– Dobrze mi życzysz... – stwierdziła, nie zapytała. Dawno nie widziała takiego układu, dawno sama nie położyła sobie takich kart. Oczywiście były problemy. Wszechobecne siódemki, cyfra konfliktu. Walki, wewnętrznej, zewnętrznej, jej istnienia, prawdy o niej. I świat w korzeniach, czuła jak jej oczy zachodzą mgłą. Świat nigdy nie był jej pragnieniem, nie był czymś co byłoby w jakimkolwiek zasięgu jej dłoni. Świat, był czymś zarezerwowanym dla normalnych osób, ludzi, którzy wiedzieli jak żyć. Ona zatrzymywała się na Wieży. Na piorunie, który roztrzaskiwał jej istnienie na tysiące kawałków, z których nic już nie było warte odbudowy.
– Myślisz, ze król mieczy to realna osoba, czy tylko symbol, znaczenia, które za nią stoją? – Wybory, wybory milion wyborów, milion mieczy, rozlanych kielichów i niepewności. Ale proszę, o to na końcu siedzi królowa z buławą w ręku. Działanie. Pewność. Świat. Świat w korzeniach.
– Powinieneś mi częściej układać tarota, wiesz myślę, że Twoje karty mnie lubią... – odetchnęła uspokojona, po czym otarła się kilkukrotnie o jego ramię, jak kot szukający uwagi, a może taki, który bardzo chciałby powiedzieć drugiej człowiekowi jesteś mój, cały mój, tylko mój... – Masz moje farby gdzieś? Chce zobaczyć jaki mają pigment, w czasie gdy będziesz mi opowiadał dalej. Przez te węgle tak mało w moim życiu kolorów – Spalone węgle, podłóżne węgle, kikuty sczerniałych drzew wokół miejsca kaźni i rozdarcia światów. Ujęła pudełko delikatnie i sięgnęła po chłodniejszą wodę by pędzlami bardzo powoli, z rozmysłem pogłaskać, ukochać akwarelową kostkę. Na początek wybrała żółty. Kolor szaty królowej. Kolor nadziei. I zdrady. Kolor przyjaźni. Kolor zazdrości. Kolor poczucia własnej wartości. Kolor przyszłości.
Uśmiechnęła się na widok układu, przysiadając się do Peregrinusa, biodro przy biodrze, głowę składając na jego ramieniu. Wyciągnęła dłoń ku kartom, zupełnie jakby krążenie opuszkiem po tekturkach pomagało lepiej wczytać się w znaczenie.
– Dobrze mi życzysz... – stwierdziła, nie zapytała. Dawno nie widziała takiego układu, dawno sama nie położyła sobie takich kart. Oczywiście były problemy. Wszechobecne siódemki, cyfra konfliktu. Walki, wewnętrznej, zewnętrznej, jej istnienia, prawdy o niej. I świat w korzeniach, czuła jak jej oczy zachodzą mgłą. Świat nigdy nie był jej pragnieniem, nie był czymś co byłoby w jakimkolwiek zasięgu jej dłoni. Świat, był czymś zarezerwowanym dla normalnych osób, ludzi, którzy wiedzieli jak żyć. Ona zatrzymywała się na Wieży. Na piorunie, który roztrzaskiwał jej istnienie na tysiące kawałków, z których nic już nie było warte odbudowy.
– Myślisz, ze król mieczy to realna osoba, czy tylko symbol, znaczenia, które za nią stoją? – Wybory, wybory milion wyborów, milion mieczy, rozlanych kielichów i niepewności. Ale proszę, o to na końcu siedzi królowa z buławą w ręku. Działanie. Pewność. Świat. Świat w korzeniach.
– Powinieneś mi częściej układać tarota, wiesz myślę, że Twoje karty mnie lubią... – odetchnęła uspokojona, po czym otarła się kilkukrotnie o jego ramię, jak kot szukający uwagi, a może taki, który bardzo chciałby powiedzieć drugiej człowiekowi jesteś mój, cały mój, tylko mój... – Masz moje farby gdzieś? Chce zobaczyć jaki mają pigment, w czasie gdy będziesz mi opowiadał dalej. Przez te węgle tak mało w moim życiu kolorów – Spalone węgle, podłóżne węgle, kikuty sczerniałych drzew wokół miejsca kaźni i rozdarcia światów. Ujęła pudełko delikatnie i sięgnęła po chłodniejszą wodę by pędzlami bardzo powoli, z rozmysłem pogłaskać, ukochać akwarelową kostkę. Na początek wybrała żółty. Kolor szaty królowej. Kolor nadziei. I zdrady. Kolor przyjaźni. Kolor zazdrości. Kolor poczucia własnej wartości. Kolor przyszłości.