17.06.2024, 23:27 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.06.2024, 23:29 przez Desmond Malfoy.)
Zacisnął zęby i ściągnął brwi, we frustracji kontemplując nagłą inwersję dynamiki, którą zaserwowała mu Severine. Z jego przedłużającego się milczenia dało się wynieść, że tym razem zamierzał rozsądniej wybrać swój następny ruch. Uśmiechnął się uprzejmie a jego zaróżowione policzki nadawały temu gestowi swawolnej, idotycznie fałszywej figlarności.
– Wolałbym pozostać przy tradycyjnych środkach płatności – odparł szybko i sucho. – Nie jest to sytuacja. Taka prosta żebym. Mógł. Uzurpować sobie prawo do jedynej prawdy.
Mówił, jakby był taktowny i wielkoduszny. Zemdliło go, być może ze względu na ilości alkoholu wypite w ciągu ostatniej godziny. Przez chwilę błądził spojrzeniem po regale z książkami; ich grzbiety oprawione w drogą, barwioną skórę.
Niepokoił się tym, że nie brzmiał wystarczająco przekonująco. Zmusił się do ponownego skupienia uwagi na Severine.
– Chcę wiedzieć co on myśli po prostu nie szukam sojuszników. Ile to kosztuje trzysta. Pięćset... – Jego ton pozostawał martwy jak zawsze, ale po jego wilgotnych oczach widać było, że zamierzał zasypywać ją ofertami do czasu, aż na którąś się zgodzi.
Rozluźnił się z ulgą, gdy prawniczka opuściła pokój. Czuł taki niesmak w stosunku do siebie, ale nie miał pojęcia, jak mógłby rozwiązać ten problem. Postanowił po prostu poczekać, aż te emocje wypalą się same z siebie, jak dogasająca świeca.
Wyrwany z transu patrzenia ślepo w ścianę, mrugął przeciągle i nachylił się chwiejnie nad postawioną na stoliku cukiernicą.
– I co teraz – wymamrotał płasko. – Powiedz mi że. Nie muszę. Tego palić.
– Wolałbym pozostać przy tradycyjnych środkach płatności – odparł szybko i sucho. – Nie jest to sytuacja. Taka prosta żebym. Mógł. Uzurpować sobie prawo do jedynej prawdy.
Mówił, jakby był taktowny i wielkoduszny. Zemdliło go, być może ze względu na ilości alkoholu wypite w ciągu ostatniej godziny. Przez chwilę błądził spojrzeniem po regale z książkami; ich grzbiety oprawione w drogą, barwioną skórę.
Niepokoił się tym, że nie brzmiał wystarczająco przekonująco. Zmusił się do ponownego skupienia uwagi na Severine.
– Chcę wiedzieć co on myśli po prostu nie szukam sojuszników. Ile to kosztuje trzysta. Pięćset... – Jego ton pozostawał martwy jak zawsze, ale po jego wilgotnych oczach widać było, że zamierzał zasypywać ją ofertami do czasu, aż na którąś się zgodzi.
Rozluźnił się z ulgą, gdy prawniczka opuściła pokój. Czuł taki niesmak w stosunku do siebie, ale nie miał pojęcia, jak mógłby rozwiązać ten problem. Postanowił po prostu poczekać, aż te emocje wypalą się same z siebie, jak dogasająca świeca.
Wyrwany z transu patrzenia ślepo w ścianę, mrugął przeciągle i nachylił się chwiejnie nad postawioną na stoliku cukiernicą.
– I co teraz – wymamrotał płasko. – Powiedz mi że. Nie muszę. Tego palić.