05.01.2023, 15:34 ✶
To wszystko brzmiało jak niezła ironia. To ona powinna się bać jego, nie on jej. To ona powinna milczeć i próbować stąd uciec przy najbliższej nadarzającej się okazji, wymiksować się z tego układu. Ale jej wściekłość też już opadła – wtedy, gdy zorientowała się że jest możliwość z nim porozmawiać inaczej niż tylko warknięciami i obraźliwymi zwrotami. A tymczasem… to on się wycofywał, on się bał. Bo choć wiedział, że ona po prostu nie mogła przewidzieć tego, co się stało, to kij na głowie psa wciąż bolał.
- Zastanawiam się jak będzie im się podobać, kiedy się zorientują – kiedy nazywał to zemstą, to tylko na niego spojrzała, ale nie nie powiedziała. Miał jednak rację. To była zemsta. I to taka na zimno, a taka podobno smakuje najlepiej. Teraz po prostu bardziej wściekła była na swoją rodzinę niż na Sauriela – i to dużo razy bardziej niż na niego kiedykolwiek była. A do wściekłości doszło też złamane zaufanie. - Do głowy przychodzi mi mnóstwo powodów. Pierwszy to taki, że nie wiedzieli czego się po mnie spodziewać po takiej rewelacji, więc mogą to robić prewencyjnie. Albo dlatego, że gdybym zaczęła protesty, to powiedzieć mi, że już i tak za późno. To pierwsze dwa z brzegu, a są też inne. Nie mam jednak żadnego pojęcia – nie siedziała w ich głowach. Nie wiedziała, jakiego targu dobili – i to obie ze stron, skoro i jednym i drugim tak na tym zależało. A sami zainteresowani… rzuceni na głęboką wodę musieli się nauczyć pływać. I to bardzo szybko. - Tak jak nie wiem dlaczego mi nie powiedzieli, że znowu mi kogoś szukają i to tak szybko. Chociaż się domyślam – a teoria, jaka ostatnio w związku z tym urodziła jej się w głowie nie była zbyt ładna.
- Mówiłeś, że wiesz – że słyszał, czy coś tam takiego. - Ja też ciebie nie znam i nie wiem na co mogę sobie pozwolić – powiedziała po chwili. Póki co prezentowała mu na każdym spotkaniu swój dystans, chłód i pewną formę snobizmu wyniesioną z domu i przybieraną na twarz za każdym razem, kiedy dochodziło do jakiegoś oficjalnego spotkania, czy to na spotkaniach rodzinnych, nudnych jak flaki z olejem bankietach czystokrwistych albo właśnie… na tych spotkaniach z Saurielem. Sama miała problem jak to wyważyć. Co mówić, jak mówić, co mogła, czego nie, jak. Nie wiedziała kiedy on mówi serio, kiedy żartuje, kiedy próbuje ją obrazić… Więc ostrożnie założyła że cały czas, bo tak mówiła jego mowa ciała. Nie miała nawet zbytnio okazji spojrzeć na niego jak na mężczyznę. Od razu dostał na czoło nalepkę pod tytułem "niechciany problem / przyszły narzeczony", choć nie było to zbyt zdrowe. - Może gdybyś nie zaczął naszej znajomości od klaczy rozpłodowej, to nie uznałabym, że przy każdym słowie próbujesz mnie wkurwić i obrazić – te słowa jakby ustawiły ich relację na bardzo złym starcie. I tak, Victoria znała brzydkie słowa. - Może powinniśmy zacząć od początku. Jak chciałbyś mnie traktować? – skoro nie wiedział jak, to może chociaż wiedział czego by chciał? - Wdową? Prędzej ty zostaniesz wdowcem – nie była nieśmiertelna, ona się starzała, on nie. Plus była aurorem. W tej kombinacji naprawdę bardziej prawdopodobne było, że prędzej ona się przekręci niż on.
- Zastanawiam się jak będzie im się podobać, kiedy się zorientują – kiedy nazywał to zemstą, to tylko na niego spojrzała, ale nie nie powiedziała. Miał jednak rację. To była zemsta. I to taka na zimno, a taka podobno smakuje najlepiej. Teraz po prostu bardziej wściekła była na swoją rodzinę niż na Sauriela – i to dużo razy bardziej niż na niego kiedykolwiek była. A do wściekłości doszło też złamane zaufanie. - Do głowy przychodzi mi mnóstwo powodów. Pierwszy to taki, że nie wiedzieli czego się po mnie spodziewać po takiej rewelacji, więc mogą to robić prewencyjnie. Albo dlatego, że gdybym zaczęła protesty, to powiedzieć mi, że już i tak za późno. To pierwsze dwa z brzegu, a są też inne. Nie mam jednak żadnego pojęcia – nie siedziała w ich głowach. Nie wiedziała, jakiego targu dobili – i to obie ze stron, skoro i jednym i drugim tak na tym zależało. A sami zainteresowani… rzuceni na głęboką wodę musieli się nauczyć pływać. I to bardzo szybko. - Tak jak nie wiem dlaczego mi nie powiedzieli, że znowu mi kogoś szukają i to tak szybko. Chociaż się domyślam – a teoria, jaka ostatnio w związku z tym urodziła jej się w głowie nie była zbyt ładna.
- Mówiłeś, że wiesz – że słyszał, czy coś tam takiego. - Ja też ciebie nie znam i nie wiem na co mogę sobie pozwolić – powiedziała po chwili. Póki co prezentowała mu na każdym spotkaniu swój dystans, chłód i pewną formę snobizmu wyniesioną z domu i przybieraną na twarz za każdym razem, kiedy dochodziło do jakiegoś oficjalnego spotkania, czy to na spotkaniach rodzinnych, nudnych jak flaki z olejem bankietach czystokrwistych albo właśnie… na tych spotkaniach z Saurielem. Sama miała problem jak to wyważyć. Co mówić, jak mówić, co mogła, czego nie, jak. Nie wiedziała kiedy on mówi serio, kiedy żartuje, kiedy próbuje ją obrazić… Więc ostrożnie założyła że cały czas, bo tak mówiła jego mowa ciała. Nie miała nawet zbytnio okazji spojrzeć na niego jak na mężczyznę. Od razu dostał na czoło nalepkę pod tytułem "niechciany problem / przyszły narzeczony", choć nie było to zbyt zdrowe. - Może gdybyś nie zaczął naszej znajomości od klaczy rozpłodowej, to nie uznałabym, że przy każdym słowie próbujesz mnie wkurwić i obrazić – te słowa jakby ustawiły ich relację na bardzo złym starcie. I tak, Victoria znała brzydkie słowa. - Może powinniśmy zacząć od początku. Jak chciałbyś mnie traktować? – skoro nie wiedział jak, to może chociaż wiedział czego by chciał? - Wdową? Prędzej ty zostaniesz wdowcem – nie była nieśmiertelna, ona się starzała, on nie. Plus była aurorem. W tej kombinacji naprawdę bardziej prawdopodobne było, że prędzej ona się przekręci niż on.