18.06.2024, 02:19 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.06.2024, 02:20 przez Thomas Figg.)
Zaśmiał się, ale dość pusto, ale to była odruchowa reakcja na to co zrobiła kobieta z obrazu.
- Co za hipokrytka... - mruknął pod nosem i powoli podszedł do obrazu, który teraz był pusty. - Skoro miała gdzie zniknąć to podpalenie tego obrazu nic by jej nie zrobiło - prychnął oglądając obraz podczas słuchania wywodu Millie - przyjrzał się jej uważnie i pogrzebał w kieszeni, wyciągnął karmelkowego cukierka i rzucił go w stronę złorzeczącej kobiety. - Masz, trochę cukru poprawi ci humor - mruknął i przyłożył różdżkę do płótna. Ciekawiły go obrazy, były swoistą anomalią jeżeli chodzi o podróże i ogólnie czasoprzestrzenne wydarzenia - te szybkie podróże między swoimi obrazami i możliwość podróżowania do innych, ileż by dał, aby móc je zbadać, rozebrać na czynniki pierwsze.
- Tylko nie smażmy ich w bibliotece, dobra? - odezwał się z nutą niepewności co było intencją panny Moody. Jedno to sianie chaosu, a drugie to próba puszczenia z dymem tego domu, nawet jeśli nieintencjonalnie. - Może innym podczas rozmowy z duchem udało się ustalić coś więcej - powiedział przypominając sobie o czym rozmawiał o świcie z Brenną, to był bardzo pracowity poranek w Księżycowym Stawie.
- Co za hipokrytka... - mruknął pod nosem i powoli podszedł do obrazu, który teraz był pusty. - Skoro miała gdzie zniknąć to podpalenie tego obrazu nic by jej nie zrobiło - prychnął oglądając obraz podczas słuchania wywodu Millie - przyjrzał się jej uważnie i pogrzebał w kieszeni, wyciągnął karmelkowego cukierka i rzucił go w stronę złorzeczącej kobiety. - Masz, trochę cukru poprawi ci humor - mruknął i przyłożył różdżkę do płótna. Ciekawiły go obrazy, były swoistą anomalią jeżeli chodzi o podróże i ogólnie czasoprzestrzenne wydarzenia - te szybkie podróże między swoimi obrazami i możliwość podróżowania do innych, ileż by dał, aby móc je zbadać, rozebrać na czynniki pierwsze.
- Tylko nie smażmy ich w bibliotece, dobra? - odezwał się z nutą niepewności co było intencją panny Moody. Jedno to sianie chaosu, a drugie to próba puszczenia z dymem tego domu, nawet jeśli nieintencjonalnie. - Może innym podczas rozmowy z duchem udało się ustalić coś więcej - powiedział przypominając sobie o czym rozmawiał o świcie z Brenną, to był bardzo pracowity poranek w Księżycowym Stawie.