Była w rozsypce. Była w rozsypce, a musiała wstać, wziąć się w garść i pójść do pracy. Żyć. Położyć na twarz makijaż, który ukryje cienie pod oczami, bo nie mogła spać (chociaż spała, ale po prostu mało), który odwróci uwagę od zaczerwienionych od płaczu oczu. Płacz… rzadko to robiła, ale ten tydzień był szczególny. Szczególnie zły, chyba najgorszy, gorszy nawet od tego, w którym znalazło się to cholerne Beltane. Ale jakoś się trzymała. Nie uśmiechała się wcale, była zdecydowanie mniej rozmowna niż normalnie, trochę jakby nieobecna myślami często spoglądała, tak naprawdę nie widząc. Oklumencja i wyciszenie bardzo tutaj pomagały, a kiedy usłyszała, że mają znowu iść na te głupią plaże coś tam sprawdzić i podpisać… no poszli. Lestrange nie tryskała na to entuzjazmem, tylko dopiła chyba czwartą tego dnia kawę…
Starała się skupić na tej pracy najlepiej jak potrafiła, spiąć się, dopilnować wszystkiego, całego protokołu. Rzuciła kilka zaklęć rozpraszających, chcąc się upewnić, że tak na pewno niczego tutaj nie ma, o co otarłaby się magia – ale nie było. A przynajmniej ona niczego nie znalazła.
– Tak, dobrze – jej to miejsce kojarzyło się podwójnie źle, bo brała w tym udział. Wyśniła jedną z historii, o służącej i pokojówce Victorii Stone i obskurusie, o strachu i krzywdzie. O zdradzie, nieodwzajemnionych uczuciach i chciwości. Cain odszedł na bok, zagadany, a może to ona zrobiła kroki bliżej wody? Zapatrzona w jej taflę, odczuwała ten dojmujący smutek… ciągle go odczuwała przez cały dzień, więc nawet nie zwróciła uwagi, że coś jest nie tak. Że ten kojący szum rozbijających się fal zamienił się w kakofonię smętnej melodii wygrywanej przez orkiestrę, gdy Victoria ubrana w wytworną suknię, która ani trochę nie trafiała w jej gusta, siedziała przy okrągłym stoliku na sali bankietowej, przystrojonej złotem. Przed nią stał chyba trzeci kieliszek wina; był ten najgorszy dzień jej życia. Kameralna ale bogata impreza, rodzina i koleżanki Isabelli, wszyscy w końcu rozeszli się po sali, nawet ten jej cholerny narzeczony, któremu kilka godzin temu powiedziała wymuszone “tak”. W końcu została sama i mogła zatopić smutki, a tak bardzo miała ochotę się rozpłakać.