19.06.2024, 02:47 ✶
- Jeśli tylko będę wtedy w domu, na pewno to zrobię. Albo poinstruuję kogoś, żeby o tym pamiętał - rzuciła pewna siebie, ale prawda była taka, że pamięci to do pewnych rzeczy nie miała. Zaparzenie dobrej herbaty rozumiało się samo przez się, ale dokładne pamiętanie o tym? To już wymykało się nieco pewnym praktykowanym przez nią schematom. Niemniej jednak, zrobiła sobie jakąś mentalną notatkę, z nadzieją że tym razem jej to jakoś wyjdzie.
Z pewnym zadowoleniem powiodła spojrzeniem za lewitującą filiżanką. Tak samo jak i poczuła się lepiej na pierwsze słowa Annaleigh - w końcu chyba każdy lubił, kiedy ktoś nazywał go mądrym, nawet jeśli mógł to być odrobinę fałszywy komplement. Sama otuliła porcelanę dłońmi i upiła z niej łyk. Uśmiechnęła się - napar był pyszny.
- Zgadzam się z tobą. Żyjemy w trudnych czasach, gdzie nasze dziedzictwo wydaje się zagrożone - uśmiechała się niby to pewna siebie, ale gdzieś w głowie kluczyła ostrożnie. W niektórych oczach nawet ona nie umywała się do siedzącej przed nią Dolohov. Jej krew była zabrudzona, niepewna i niekoniecznie warta pełni inwestycji. Jej rodzina potrafiła dbać o odpowiednie zawieranie mariaży, ale brakowało jej czegoś. Jakiegoś arystokratycznego zacięcia. - Coraz lepiej poczynają sobie czarodzieje mugolskiego pochodzenia, pomimo tego że społeczeństwo mugoli na przestrzeni lat udowadniało nam że nie są warci naszej uwagi. Że gotowi są nas wyplenić - upiła kolejny łyk, na moment koncentrując się na herbacie, zanim znowu podniosła na Annie spokojne spojrzenie. - Władza i przywileje powinny pozostać w rękach rodzin czystokrwistych, które są na to przygotowane od pokoleń.
Całą tę rozmowę można by uznać za koleżeńską pogawędkę, ale Ambrosia nie mogła otrząsnąć się z wrażenia, że pod koniec dnia Annaleigh dobitnie pamiętała o swoim pochodzeniu. Słowa McKinnon były więc opakowane w słodycz i poddańczość, ale jakaś jej część właśnie dopatrywała się na twarzy lekarki podobieństwa do Louvaina. On to przecież uwielbiał. Poczucie wyższości, wyżywanie swoich frustracji na kimś, kto w jego mniemaniu był od niego gorszy. Jego siostra, cóż, była kobietą, a przez to zdążyła opić się swojej porcji niesprawiedliwości ze strony społeczeństwa, ale na ile była też zwyczajnie podła?
Z pewnym zadowoleniem powiodła spojrzeniem za lewitującą filiżanką. Tak samo jak i poczuła się lepiej na pierwsze słowa Annaleigh - w końcu chyba każdy lubił, kiedy ktoś nazywał go mądrym, nawet jeśli mógł to być odrobinę fałszywy komplement. Sama otuliła porcelanę dłońmi i upiła z niej łyk. Uśmiechnęła się - napar był pyszny.
- Zgadzam się z tobą. Żyjemy w trudnych czasach, gdzie nasze dziedzictwo wydaje się zagrożone - uśmiechała się niby to pewna siebie, ale gdzieś w głowie kluczyła ostrożnie. W niektórych oczach nawet ona nie umywała się do siedzącej przed nią Dolohov. Jej krew była zabrudzona, niepewna i niekoniecznie warta pełni inwestycji. Jej rodzina potrafiła dbać o odpowiednie zawieranie mariaży, ale brakowało jej czegoś. Jakiegoś arystokratycznego zacięcia. - Coraz lepiej poczynają sobie czarodzieje mugolskiego pochodzenia, pomimo tego że społeczeństwo mugoli na przestrzeni lat udowadniało nam że nie są warci naszej uwagi. Że gotowi są nas wyplenić - upiła kolejny łyk, na moment koncentrując się na herbacie, zanim znowu podniosła na Annie spokojne spojrzenie. - Władza i przywileje powinny pozostać w rękach rodzin czystokrwistych, które są na to przygotowane od pokoleń.
Całą tę rozmowę można by uznać za koleżeńską pogawędkę, ale Ambrosia nie mogła otrząsnąć się z wrażenia, że pod koniec dnia Annaleigh dobitnie pamiętała o swoim pochodzeniu. Słowa McKinnon były więc opakowane w słodycz i poddańczość, ale jakaś jej część właśnie dopatrywała się na twarzy lekarki podobieństwa do Louvaina. On to przecież uwielbiał. Poczucie wyższości, wyżywanie swoich frustracji na kimś, kto w jego mniemaniu był od niego gorszy. Jego siostra, cóż, była kobietą, a przez to zdążyła opić się swojej porcji niesprawiedliwości ze strony społeczeństwa, ale na ile była też zwyczajnie podła?
she was a gentle
sort of horror
sort of horror