Geraldine zamarła, zatrzymała kubek w locie i spoglądała na Millie spod opadającej na czoło grzywki. Nie mrugała, przyglądała się jej uważnie i słuchała tego, co ta właśnie zaczęła jej mówić. Było to dość emocjonalne, a ona, cóż ona nie była chyba osobą, która potrafiłaby jej pomóc. Ledwie radziła sobie ze swoim burdelem, nie wiedziała też, co powinna powiedzieć Millie, w jaki sposób ją wspierać, bo było to dla niej zupełnie coś nowego. Nie znała się na tym, nie wiedziała, jak radzić sobie z traumami, nie czuła się odpowiednią osobą do udzielania rad, bo co jeśli powie coś nie tak, co jeśli niepotrzebnie się odezwie, nie w ten sposób, w jaki ona by tego oczekiwała?
Musiała jednak coś powiedzieć, wypadało, żeby się odezwała. Tak w końcu robią przyjaciele, czyż nie?
- Jak ci odjebało na jarmarku? - Nie do końca miała świadomość, co się wydarzyło, spróbowała więc zacząć od początku, powoli, żeby zrozumieć każdy aspekt tego, co się stało. - Masz jakiś problem z ogniem? - Pamiętała, co stało się podczas Beltane, chociaż sama Geraldine nie brała udziału w tych walkach, bo przecież Giovanni odesłał ją do domu, przez co ominęło ją największe zamieszanie.
- Nie wiem, jak działają twoje leki, nie wiem też, czy możesz je odstawić Thunder, chyba psychiatrzy się powinni na tym znać, jeśli ten nie do końca ci odpowiada, to może powinnaś go zmienić, może ktoś inny doradzi ci coś innego? - Nie miała pojęcia, jak w inny sposób mogłaby jej pomóc. Nie wiedziała, co ona przeżyła podczas ataku śmierciożerców, musiało to być coś okropnego zważając na to, że spędziła później czas w psychiatryku. Może jednak to nie było wszystko, może jej problemy wiązały się też z tym, co działo się w przeszłości? Może teraz wszystko się skumulowało? Geraldine mogła sobie gdybać, ale jednak nie była odpowiednią ku temu osobą.
Upiła łyk kawy ze swojego kubka. Wcale nie zdziwiło ją to, że Millie wspomniała o Alastorze, jego zachowanie było dla niej bardzo zrozumiałe. Sama teraz przecież mieszkała z Astarothem po to, żeby mieć go na oku, żeby go pilnować po tym wszystkim, co mu się przytrafiło, chyba tak już działało starsze rodzeństwo. - Myślę, że akurat o niego nie musisz się martwić, Alastor jest w stanie zadbać i o siebie i o ciebie. - Dodała jeszcze, bo wydawało jej się, że akurat to nie powinno niepokoić przyjaciółki.
- Do Windermere, nic tam nie ma, ale to chyba atut tego miejsca, zbyt wiele się ostatnio dzieje, chciałabym się gdzieś zaszyć i po prostu być, wiesz. - Siedzieć bez celu, nie zajmować niczym myśli, to było aktualnie jej największym marzeniem.