19.06.2024, 10:08 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.06.2024, 10:15 przez Rodolphus Lestrange.)
Celowo posłał Atreusa przodem. Głównie dlatego, że to on był Aurorem, a nie oni. Ich zadanie było nieco inne, chociaż nie można było powiedzieć, że nie wsparliby go w przypadku, gdyby doszło do starcia. Bo tego incydentu z jednym inferiusem nie zaliczał do starć. On był jeden, ich była trójka: sam nie zdążył nawet dobrze się otrząsnąć, gdy było już po wszystkim, a zwęglone zwłoki - tym razem permanentnie martwe - zostały magicznie odrzucone w tył. Gdy zmienili szyk, teraz on znalazł się na końcu. Dla pewności zerknął za siebie, by skontrolować otoczenie, lecz niczego niepokojącego nie dostrzegł. Ruszył więc za pozostałą dwójką.
Gdy do jego uszu dobiegł charkot, zmarszczył brwi. Tym razem jednak nie planował chować się za plecami towarzyszy - był w pełni sił, a przynajmniej tak mu się wydawało. Machnął więc różdżką, by otoczyć Atreusa i Nicholasa tarczą, gdy ci zdecydowali się wyprowadzić atak. Nie wiedzieli przecież, ile istot znajdowało się w tej dziwnej grocie. Niepokoiła go błękitna poświata, wyłaniająca się z głębi, ale dopóki nie rozwiążą problemu inferiusów, nie będą mogli jej zbadać.
Rzut na rozproszenie
Przed Atreusem i Nicholasem zamigotało powietrze, sugerujące że zaklęcie Lestrange'a zadziałało. Przez pewien czas byli chronieni, mogli więc nie tylko wyjść do groty, ale i spokojnie rzucać zaklęcia. A było co rzucać, bo ich oczom ukazało się pół tuzina inferiusów, które koślawo i wolno chodziły przy jeziorku. Woda była ciemna, rozjaśniana wyłącznie błękitnym światłem, którym jaśniały stalaktyty, zwisające z sufitu. Były cieniutkie, półprzezroczyste. Z każdej strony oblepiała je dziwna, błękitna, fosforyzująca maź, dzięki której mieli całkiem dobrą widoczność.
Na dźwięki, wydawane przez czarodziejów, inferiusy odwróciły się. Płomień wysłany przez Atreusa objął dwójkę z nich, stojącą najbliżej. Istoty niemal od razu zajęły się ogniem, lecz podobnie jak w przypadku poprzedniego inferiusa: nie wyglądało na to, by planowały zacząć uciekać. Z ich gardeł wydobył się wrzask, lecz nie podjęły ucieczki.
Zaklęcie, rzucone przez Nicholasa, dosięgnęło jednego z nich, wywołując kolejną salwę ni to pisku, ni to gardłowego warkotu. Jeden inferius padł na ziemię na kolana. Drugi, płonący, zaczął sunąć w kierunku czarodziejów. Pozostała czwórka również odwróciła w ich kierunku łby i podjęła próbę ataku, lecz były zbyt daleko, by teraz cokolwiek zrobić. To trójka pracowników Ministerstwa była na wygranej pozycji, mieli przewagę i mogli atakować.
Gdy do jego uszu dobiegł charkot, zmarszczył brwi. Tym razem jednak nie planował chować się za plecami towarzyszy - był w pełni sił, a przynajmniej tak mu się wydawało. Machnął więc różdżką, by otoczyć Atreusa i Nicholasa tarczą, gdy ci zdecydowali się wyprowadzić atak. Nie wiedzieli przecież, ile istot znajdowało się w tej dziwnej grocie. Niepokoiła go błękitna poświata, wyłaniająca się z głębi, ale dopóki nie rozwiążą problemu inferiusów, nie będą mogli jej zbadać.
Rzut na rozproszenie
Rzut N 1d100 - 88
Sukces!
Sukces!
Rzut N 1d100 - 39
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Przed Atreusem i Nicholasem zamigotało powietrze, sugerujące że zaklęcie Lestrange'a zadziałało. Przez pewien czas byli chronieni, mogli więc nie tylko wyjść do groty, ale i spokojnie rzucać zaklęcia. A było co rzucać, bo ich oczom ukazało się pół tuzina inferiusów, które koślawo i wolno chodziły przy jeziorku. Woda była ciemna, rozjaśniana wyłącznie błękitnym światłem, którym jaśniały stalaktyty, zwisające z sufitu. Były cieniutkie, półprzezroczyste. Z każdej strony oblepiała je dziwna, błękitna, fosforyzująca maź, dzięki której mieli całkiem dobrą widoczność.
Na dźwięki, wydawane przez czarodziejów, inferiusy odwróciły się. Płomień wysłany przez Atreusa objął dwójkę z nich, stojącą najbliżej. Istoty niemal od razu zajęły się ogniem, lecz podobnie jak w przypadku poprzedniego inferiusa: nie wyglądało na to, by planowały zacząć uciekać. Z ich gardeł wydobył się wrzask, lecz nie podjęły ucieczki.
Zaklęcie, rzucone przez Nicholasa, dosięgnęło jednego z nich, wywołując kolejną salwę ni to pisku, ni to gardłowego warkotu. Jeden inferius padł na ziemię na kolana. Drugi, płonący, zaczął sunąć w kierunku czarodziejów. Pozostała czwórka również odwróciła w ich kierunku łby i podjęła próbę ataku, lecz były zbyt daleko, by teraz cokolwiek zrobić. To trójka pracowników Ministerstwa była na wygranej pozycji, mieli przewagę i mogli atakować.