Kiedy rodzic woła cię pełnym imieniem, zamiast zdrobnieniem - jest źle. Kiedy dodaje do tego nazwisko - masz kłopoty. A kiedy pojawia się jeszcze drugie imię...
Jessie zaśmiał się cicho z reakcji matki. Oczywiście, że Charlotte nie mogła wyglądać, jak pozostałe dziewczęta, a nawet gdyby jej przyjaciele jakimś cudem pomylili ją z kimś innym, szybko by im przypomniała, dlaczego była jedyna w swoim rodzaju.
-Nie zabiłabyś mnie. Kto by ci wtedy nosił te wszystkie ciężkie torby?
Było to pytanie retoryczne, bo z całą pewnością Charlotte wskazałby niejedną osobę, która bardzo chętnie zajęłaby miejsce jej najstarszego syna i ciągnęłaby za nią nawet cały powód ciężkich toreb z szatami, sukienkami, butami i wszelkiego rodzaju akcesoriami, które wpadłyby kobiecie w oko. Nie kłopotałby się nawet zaprzęganiem testrali w obawie, że Charlotte mogłaby je zobaczyć i jeszcze na jej pięknej twarzyczce pojawiłby się grymas i nigdy więcej nie poprosiłaby go o żadną przysługę. Czy faktycznie znalazłby się ktoś taki - z pewnością tak, ale Jasper podejrzewał, że jego matka mogłaby mu teraz wyciągnąć całą listę nazwisk (niekoniecznie należących do żyjących osób, które znała) tylko po to, by mu dogryźć.
Czasami zżerała go trochę zazdrość, że jego młodsza siostrzyczka odziedziczyła niektóre cechy po ich matce i nawet nie chciała się z nim niczym podzielić.
-Dlaczego mielibyśmy zrezygnować z koszuli, którą sama zaakceptowałaś? I czy nie powinniśmy robić rzeczy, które by wuja uszczęśliwiły w dniu jego urodzin? - uniósł brew, wciąż rozbawiony.
W tej zielonej koszuli czuł się już o wiele lepiej, bo chociaż krój był bardzo podobny do poprzedniej, którą mierzył, to jednak kolor wyglądał już dla niego normalnie i mógł lepiej ocenić, czy wyglądał dobrze, czy jednak miernie. Poprawił jeszcze kołnierz i jej mankiet i wyszedł z przebieralni, akurat w tym samym momencie, w których Charlotte zaprezentowała się w swojej nowej kreacji - gustownym worku, odsłaniającym jej nogi i ramiona. Oczywiście, że wyglądała zjawiskowo, ale tego Jessie również nie musiał mówić na głos. Wystarczył jego wyraz twarzy, bo złośliwy uśmiech po prostu zniknął i wyraz twarzy Madame Malkin, która chyba wciąż nie mogła uwierzyć, że ktoś w jej salonie faktycznie przymierzył worek, zamiast jednej z oferowanych kreacji, i prezentował się w nim wspaniale. Wystarczyło również spojrzeć na ulicę, z której właśnie zaglądał jakiś przypadkowy mężczyzna w średnim wieku i omal nie wywalał jęzora, bezwstydnie wpatrując się w Charlotte, w szczególności na jej nogi. Widząc to, Jasper zmrużył oczy i przesunął się tak, że jego plecy zasłaniały facetowi widok, od którego już zaczynał się ślinić. Ugh, chyba mu się śniadanie przypomina.
-Myślę, że mogłabyś im nawet powiedzieć, że nagle zbankrutowaliśmy i żeby mieć, za co przeżyć, muszę poślubić trolla górskiego, bo zrobił sobie leże w kopalni złota, a i tak byliby bardziej skupieni na twoich nogach, żeby cię posłuchać.
Jego mama nałożyła na siebie worek.